(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na
"Menu 4".)
Istnieje jedno miejsce na świecie, w którym
marzenia się wypełniają. Miejscem tym jest
niezwykła wieś
Wszewilki
(opisana na odrębnej stronie). Ja osobiście
wierzę, że powodem dla którego marzenia
się tam wypełniają, jest że podczas pobytu
we Wszewilkach doświadcza się "dotyku
nadprzyrodzonego". Oczywiście, sceptycy
powód ten zapewne wytłumaczyliby odmiennie.
Przykładowo, że z powodu twardej rzeczywistości
życia, a taże z uwagi na bliskość do natury,
we Wszewilkach marzenia zawsze są realistyczne
i zawsze twardo stoją one na ziemi. Z kolei
ludzie wyrośli w owej wiosce wbudowali w swój
charakter umiejętność urzeczywistniania
własnych marzeń. Jak by się powodu owego
nie tłumaczyło, faktem jest że najważniejsze
marzenia z Wszewilek zawsze się wypełniają.
Dlatego za pośrednictwem tej strony chciałbym
ujawnić co mi osobiście się marzy dla samych
Wszewilek. Znaczy, jak w moich marzeniach
wygląda przyszłość owej wioski. Przyszłość ta
wysyntezowała się bowiem wyraźnie w moim
umyśle z owych licznych podróży po świecie
jakie bez przerwy odbywam, oraz jakie
pozwoliły mi odnotować to co w życiu jest
najważniejsze. Pisząc tą stronę wierzę również,
że poprzez ujawnienie tych swoich marzeń
spowoduję iż kiedyś w przyszłości one także
zdołają się wypełnić. Ponadto wierzę, że
poprzez wyjaśnienie tutaj jak mogłaby wyglądać
przyszłość Wszewilek, stworzę mieszkańcom
tej wioski jakiś dalekosiężny cel, ku osiągnięciu
którego mogą teraz zacząć systematycznie
zdążać i pracować.
Część A:
Informacje wprowadzające tej strony:
#A1.
Dlaczego warto pomarzyć o lepszym jutrze dla
Wszewilek:
W większości przypadków kiedy ktoś osiąga
sukces życiowy, inspiracją i siłą motoryczną
dla działania zawsze najpierw były jego
marzenia. Wszakże zanim zaczniemy do
czegoś zdążać, najpierw musimy stworzyć
sobie w umyśle obraz tego co zamierzamy.
Na dodatek, we Wszewilkach marzenia
zawsze się wypełniają. Warto więc abyśmy
wspólnie pomarzyli teraz o szczęśliwszym jutrze
dla tej wioski. W ten sposób z jednej strony
wyzwolimy nadprzyrodzone moce które
urzeczywistniają marzenia podjęte we
Wszewilkach. Z drugiej zaś strony, poprzez
ustanowienie sobie wyraźnego celu w jakim
warto zdążać oraz obrazu tego co chcemy
osiągnąć, wszyscy zaczniemy teraz podświadomie
zmierzać do ich urzeczywistnienia.
#A2.
Aby się rozwijać trzeba mieć wizję na przyszłość -
ta strona jest właśnie taką wizją dla
Wszewilek,
Milicza, Sławoszewic, oraz innych okolicznych
miejscowości:
Ludzie i instytucje które nie mają wizji na
swoją przyszłość, po prostu żyją z dnia na
dzień. Jako więc tacy, po prostu się kurczą.
Aby móc się rozwijać, trzeba mieć wizję.
Ta strona jest więc rodzajem wizji dla
Wszewilek oraz dla innych miejscowości
z okolic
Milicza.
#A3.
Symbolika tej strony - jej opublikowanie
z okazji spełnienia się kolejnego mojego
dziecięcego marzenia z Wszewilek - tj.
zasłużenia na uzyskanie pełnej
profesury uniwersyteckiej:
Motto:
"Raz profesor, zawsze profesor."
Od długiego już czasu nie mogę się powstrzymać
przed odnotowaniem analogii moich osobistych
losów, do losów wsi Wszewilki. Tak bowiem
się składa, że podobnie jak wieś Wszewilki
jest od kilku wieków zawzięcie prześladowana
przez wysoce złośliwe
szatańskie moce,
również i moje osobiste życie te same moce
bez przerwy starają się zepchnąć w dół.
Z wyraźną też pomocą i obroną ze strony
Boga,
podobnie jak wieś Wszewilki zawsze jakoś
zdoła się otrząsnąć z beznadziejności sytuacji
w jaką owe mroczne moce i ich
agenci
ją spychają, także i ja po przejściowych
kłopotach zawsze podnoszę się ponownie
na nogi i odzyskuję pozycję której moce
owe mnie pozbawiły. To właśnie owe
nieustanne poraźki tychże mrocznych mocy
w pogrążeniu zarówno Wszewilek jak i mojej
osoby spowodowały, że postanowiłem
napisać tą stronę i włączyć do niej niniejszy
punkt. Wszakże wymowa tego punktu jest
absolutnie jednoznaczna. Z jednej strony
potwierdza ona informację którą Bóg
przekazuje nam za pośrednictwem Biblii,
mianowicie z całego serca Bogu zaufaj -
patrz Księga Przysłów, 3:5. Z drugiej
zaś strony, niniejszy punkt jeszcze raz
potwierdza, że wszelkie realistyczne
i moralne marzenia podjęte we
Wszewilkach zawsze w końcu się
wypełniają.
Kiedy ciągle jako mały chłopiec biegałem w
krótkich spodenkach do najróżniejszych szkół
z okolic Wszewilek, z jakichś powodów ogromnie
mnie fascynował tytuł "Profesor" którym wówczas
nazywaliśmy swoich nauczycieli. Wiedziałem
już wówczas, że owo tytułowanie w szkołach
jest czysto grzecznościowe, oraz że faktyczni
Profesorowie istnieją tylko gdzieś tam w
dalekim świecie na prawdziwych uniwersytetach.
Marzyłem więc, że pewnego dnia ja sam
stanę się takim prawdziwym profesorem
na jednym z ważniejszych uniwersytetów
dalekiego świata. Oczywiście, kiedy podjąłem
bezkompromisową walkę z szatanskimi
okupantami
skrycie pastwiącymi się nad naszą planetą,
logika mi podpowiadała że niweczę w ten
sposób wszelkie swoje szanse na faktyczne
wypełnienie się tego marzenia. Jednak ku
mojemu niewypowiedzianemu zaskoczeniu
Bóg spowodował wypełnienie się i
tego marzenia. W ten sposób Bóg
jednocześnie zademonstrował mi
w najbardziej namacalny sposób jaki tylko
jest możliwy spełnienie swojej obietnicy
zawartej w Biblii nakazującej "z całego serca
Bogu zaufaj". Zostałem bowiem zaproszony
przez jeden z wiodących uniwersytetów na
stanowisko pełnego profesora. Tytuł (pełnego)
profesora jest najwyższym tytułem w świecie
akademickim i nie ma już nic wyższego od niego.
Zaproszenie to opiewało na okres 10 miesięcy,
zaczynając 1 marca 2007 roku, a kończąc 31
grudnia 2007 roku. Przez owe 10 miesięcy
2007 roku wypełniły się więc moje dziecięce
marzenia z Wszewilek, aby zostać "prawdziwym
profesorem" na jakimś ważnym uniwersytecie
z dalekiego świata.
Oczywiście, w moim osobistym przypadku
wypełnienie się tego marzenia faktycznie
graniczyło niemal z cudem. Wszakże za
sprawą owych szatańskich
okupantów
skrycie pastwiących się nad naszą planetą,
przykładowo w kraju który los mi wyznaczył
na moją drugą ojczyznę, bez przerwy albo
jestem na bezrobociu, albo też wprawdzie
pozwala mi się pracować, jednak wyłącznie
na najniższych posadach jakie ciągle są tam
dopuszczalne dla osoby z moją ekspertyzą
oraz doświadczeniem zawodowym. Owe
mroczne moce bez przerwy też starają się
mnie trzymać w miejscach pracy jakie leżą
znacznie poniżej moich faktycznych
możliwości, oraz które uniemożliwiają mi
realizację moich wynalazków.
Trudno być w gorszej sytuacji od tej w jakiej
ja byłem po straceniu pracy w dniu 23
września 2005 roku. Zbliżałem się wówczas
do wieku 60 lat, czyli byłem bliskim do
emerytury. W takim zaś wieku nikt chętnie
nie zatrudnia już danego pracownika. Ponadto,
kraj w jakim mieszkałem był też wówczas
w środku poważnej depresji ekonomicznej
(na przekór że miejscowa propaganda wmawiała
ludziom coś zupełnie odwrotnego). Praktycznie
nie było więc miejsc pracy. Na dodatek,
padłem też ofiarą wysoce reprezentatywnego
"tricku" dzisiejszych polityków, którzy własną
nieudolność i ekonomiczne rujnowanie kraju
propagandowo zamieniają w rzekomy sukces.
Aby zaś owa ich "propaganda sukcesu"
wyglądała na prawdę, wymyślili oni sobie
sposób na propagandowe zmniejszenie
bezrobocia. Mianowicie, opracowali oni
"biurokratyczną definicję bezrobotnego".
Zgodnie z tą biurokratyczną definicją,
bezrobotny to osoba
która pobiera zasiłek dla bezrobotnych.
(Warto tutaj podkreślić rozbieżność owej
biurokratycznej definicji z faktami z prawdziwego
życia. Wszakże w
prawdziwym życiu bezrobotny to każda osoba
chcąca pracować, której jednak społeczeństwo
albo władze odmawiają dostępu do miejsca pracy
i prawa do wypracowania dla siebie godziwego
źródła utrzymania.) Dzięki zaś owej
biurokratycznej definicji bezrobotnego, rządzący politycy
danego kraju są w stanie chwalić się społeczeństwu
że zredukowali oni bezrobocie do bardzo niskiego
poziomu. Wszakże jeśli przykładowo faktycznie aż ponad 20%
ludności pozostaje bez pracy, jednak odpowiednimi
zabiegami biurokratycznymi daje się spowodować
że z tej liczby tylko około 3% ludzi w najbardziej
beznadziejnych sytuacjach uzyskuje pozwolenie
władz na pobieranie owego zasiłku dla bezrobotnych,
wówczas tylko poprzez zmyślne używanie takiej
"biurokratycznej definicji bezrobotnego" - zamiast
definicji z prawdziwego życia, rządzący politycy
danego kraju bez żadnego faktycznego działania
są w stanie się pochwalić "zmniejszeniem"
bezrobocia do tylko około 3%. Oczywiście,
cenę za owo rzekome "zmniejszenie"
musi ktoś zapłacić - tak się też stało że ja
byłem jednym z owych płacących. Wszakże,
aby tylko około 3% społeczeństwa miało
prawo pobierać zasiłek dla bezrobotnych,
politycy musieli nawymyślać tyle przeszkód
legalnych dla ludzi chcących pobierać
ów zasiłek, ile tylko się dało. W rezultacie,
faktyczną szansę otrzymywania zasiłku
mają głównie tylko ci bezrobotni, którzy
faktycznie niemal mieszkają pod mostem,
którzy uprzednio przepili i wydali na narkotyki
wszelkie swoje oszczędności, którzy nie mają
nikogo kto by ich mógł wspomagać, a jeśli
się da, to którzy dodatkowo uzyskają poparcie
jakiejś instytucji, np. psychiatrycznej lub więziennej.
Na szczęście dla mnie, ów mroczny okres
bezrobocia w okresie życiowej jesieni i to
bez pobierania zasiłku dla bezrobotnych,
został czasowo przerwany owym zaproszeniem
na pełną profesurę. Marzenia o lepszej
przyszłości jakie kiedyś kultywowałem, a
także moje wysiłki realizowania tych marzeń
spowodowały, że od dnia 1 marca 2007 roku
aż do 31 grudnia 2007 roku, miałem nie tylko
kolejną pracę, ale w koncu zostałem pełnym
profesorem na renomowanym uniwersytecie.
Aby ją więc uczcić, postanowiłem napisać
niniejszą stronę internetową. Wszakże dla
mnie praca ta była spełnieniem się dawnych
marzeń. Nie miało też już znaczenia, że owo
zaproszenie było tylko na okres 10 miesięcy,
ani że było ono w specjalizacji naukowej
przy której nadal NIE mogłem realizować
swoich wynalazków. Ważne było że owa moja
praca była pełną profesurą uniwersytecką,
o jakiej marzyłem już od najmłodszych lat.
Wszakże z zostaniem profesorem jest jak
z zostaniem generałem, mianowicie
raz profesor,
zawsze już profesor. A
przecież ta strona jest właśnie o naszych
marzeniach, oraz o ich wypełnianiu się.
#A4.
Realizacja naszych marzeń jest blokowana przez odwiecznych wrogów ludzkości,
jednak na wrogów tych nie warto marnować nawet ogarka:
Motto:
"Z całego serca Bogu zaufaj." (Biblia, Księga Przysłów, 3:5)
Nasza planeta od zarania dziejów jest
skrycie okupowana i wyniszczana
przez szatańskie istoty, które kiedyś ludzie
nazywali "diabłami", obecnie zaś nazywają
"UFOnautami".
Powód dla którego są one aż tak szatańskie
i złośliwe został wyjaśniony dokładniej w
punkcie #C9 odrębnej strony internetowej o
wehikułach czasu,
a także w punkcie #A2 strony internetowej o
bandytach wśród nas.
Faktycznie wszyscy się też boją owych istot.
Wszakże są one jak wściekłe psy - gryząc i
dokuczając każdemu kto tylko znajdzie się
w zasięgu ich zębów i szponiastych pazurów.
Nawet tzw. "ateiści" oraz ortodoksyjni naukowcy,
którzy nie wierzą w istnienie czegokolwiek
głębszego niż
naturalna ewolucja
czy obecne działanie
klimatycznego "El Nino",
też zostali zmuszeni aby uwzględniać
złośliwości tych szatańskich istot w swoim
postępowaniu. Chętnie więc skorzystali z
podsuwanej im właśnie przez owe istoty
naukowo brzmiącej bajeczki o istnieniu
tzw. "Praw Murphy'ego" - po szczegóły
tych praw patrz punkt #H1 strony o
dowodach działalnoćci UFO na Ziemi.
Owymi więc rzekomymi
"Prawami Murphy'ego" tłumaczą oni teraz
wszelkie złośliwości wyrządzane ludziom
przez te szatańskie istoty. Dawniej ludzie
również starali się jakoś zabezpieczać
przed złośliwością owych sekretnych
okupantów i eksploatatorów Ziemi.
Wymyślili więc zasadę, że kiedy
"dobremu Panu Bogu dawali świeczkę
w ofierze, tak na wszelki wypadek owym
złośliwym diabłom dawali ogarek".
Od czasu kiedy ja za pośrednictwem filozofii
totalizmu rozpocząłem bezkompromisowo
demaskować skrytą obecność na Ziemi
owych brutalnych okupantów naszej planety,
na mojej osobie skupiła się cała ich furia.
Faktycznie jestem przez nich maltretowany
niemal bez przerwy. Jak to wyjaśniłem na
licznych stronach i blogach totalizmu, np. o
bandytach w naszym gronie
czy o
zniszczeniowych możliwościach wehikułów UFO,
a także na blogu
totalizmu,
nie ma takiego sposobu sprawienia mi
jakiejś przykrości, którego owe bandyckie
istoty by na mnie nie wypróbowały. I tak
rujnują mi zdrowie podczas nocnych
uprowadzeń do UFO, prześladują moją rodzinę
i moich bliskich, opluwają moją osobę
i mój totalizm na setkach list dyskusyjnych
i stron internetowych, powodują nieustanne
usuwanie mnie z pracy, mącą w każdym
przypadku kiedy staram się złożyć podanie
o jakąś godziwe miejsce zatrudnienia, a nawet
zamordowali mi jakimś futro palącym
promieniowaniem mojego niczego niewinnego im kota
Teecee.
Nic więc dziwnego, że po spowodowaniu
iż zostałem zredukowany z ostatnio
zajmowanego stanowiska na uczelni, byłem
pełen obaw, że również i w sprawie mojego
zaproszenia na opisaną w punkcie #A4
powyżej pełną profesurę uniwersytecką,
owe szatańskie istoty coś wymyślą aby
przeszkodzić mi w objęciu tej zaszczytnej
posady. Wszakże na krótko przed tym
istoty te zademnstrowały mi jak potrafiły
cofnąc czas do tyłu oraz w nowym upływie
czasu skasować ogłoszenie o pracę na
AUT, na jakie starałem się złożyć podanie
(dokładna historia kasacji tamtego ogłoszenia
wyjaśniona jest w punkcie #C6 (przypadek 2)
strony internetowej o
wehikułach czasu).
Bóg zaś nas
stworzył
w taki sposób, że tendencję do wątpienia
mamy wpisaną w naszą naturę.
Na przekór więc, że wiedziałem
o nakazie z Biblii opisywanym w poprzednim
punkcie #A4, tj. "z całego serca Bogu zaufaj."
(Biblia, Księga Przysłów, 3:5), przygotowując
się do objęcia mojej profesury cały czas się
bałem, że owe szatańskie istoty jakoś zdołają
mi przeszkodzić w objęciu tej wysoce honorowej
i zaszczytnej pozycji.
Faktycznie też owe
szatańskie istoty
użyły wszelkich mocy będących w ich dyspozycji,
aby uniemożliwić mi objęcie tej profesury.
Wszakże wiedziały, że kiedy się okaże iż
dostąpiłem aż takiego zaszczytu, ludzie
przestaną zważać na owe bzdury które
wypisują oni na mój temat w internecie.
Dlatego kiedy tylko stało się jasne że zostanę
zaproszony do objęcia owej profesury, istoty
te aż dwukrotnie uwolniły wirus "ptasiej grypy" -
który mógł stać się zaczątkiem światowej
epidemii. (Taka zaś światowa epidemia
popsułaby wszystko, włączając w to i moją
profesurę.) Najpierw w końcu stycznia 2007
roku, wirus ptasiej grypy został przez nie uwolniony
w Japonii. Kiedy zaś tam sytuacja została
opanowana i nie zdołał się on przerodzić
w światową epidemię, na początku lutego
2007 roku te same istoty dokonały zmasowanego
uwolnienia owego wirusa ptasiej grypy
na ogromnej
farmie indyków w Anglii.
W międzyczasie istoty te blokowały też moje
adresy amailowe aby utrudnić komunikowanie
się pomiędzy mną oraz moimi przyszłymi
pracodawcami. Przykładowo, kiedy wysłany
mi został emailem najważniejszy dokument
w sprawie tejże profesury, tj. zaproszenie
do objęcia profesury - które wymagało
mojego potwierdzenia, te szatańskie
istoty spowodowały upadek całego
światowego systemu internetowego.
W rezultacie dokument ten do mnie
NIE dotarł. Gdyby nie przypadkowy
email od przyszłych pracodawców,
o otrzymaniu zaproszenia nigdy bym
się nie dowiedział, zaś moje milczenie
zapewne by uznane zostało za odmowę.
Owo nikczemne podłożenie mi świni zostało
potem dokładnie mi wyjaśnione interwencją
samego Boga. W nowozelandzkiej gazecie
The New Zealand Herald
(wydanie datowane w piątek (Friday),
February 9, 2007), którą systematycznie
czytam, na stronie A7 ukazał się bowiem
artykuł "Attack of the zombie computers
fails: a bid to bring down the worldwide
web used a network of hijacked PCs" -
tj. "Atak martwych komputerów zawiódł:
ci co próbowali spowodować upadek światowej
sieci internetowej użyli układu przejętych
komputerów". W artykule tym wyjaśniono,
że w czasie kiedy do mnie wysłany
został ów ogromnie ważny email,
cały światowy internet przestał działać,
ponieważ ktoś niezidentyfikowany
przejął kontrolę nad kilkoma komputerami
jakichś gospodyń domowych i babci,
oraz za pomocą owych komputerów
zniszczył serwery węzłowe które sterują
adresami internetowymi. Jakby wszystkiego
powyższego było za mało, w środę dnia
21 lutego 2007 roku - czyli na tydzień
przed objęciem nowej posady profesora,
około godziny 3 nad ranem, zostałem
uprowadzony do UFO gdzie zadano
mi końską dawkę wirusa podobnego
do grypy. Przez kilka dni leżałem powalony
gorączką i niemal nieżywy. Ponownie
jednak interwencją Boga moje ciało
zdołało się z tego wykaraskać na czas
pierwszego dnia w pracy. Oczywiście,
o podkładaniu mi nieco mniejszych świń
przez te szatańskie istoty tuż przed
podjęciem profesury nie będą już tutaj
nawet się rozpisywał (w rodzaju ponownego
rozpołowienia moich paznokci podczas
uprowadzenia do UFO - tak aby
każde uderzenia klawiszy komputera
było dla mnie bolesne, ponownego
wysunięcie mi dysku w kręgosłupie -
tak abym nie mógł chodzić w nowym
miejscu pracy, ponownego odbicia mi
ciała od kości na stopie - tak aby
każdy krok był dla mnie bolesny, czy
wydłubania nocą mojej plomby z zęba -
tak abym zamiast pracować musiał
umawiać się z dentystami, itp.).
Nie wolno mi jednak pominąć opisu
najpoważniejszego incydentu jakiego
mściwi UFOnauci dopuścili się na mnie
podczas uprowadzenia do wehikułu UFO około
4 nad ranem, czwartkowej nocy w dniu
15 marca 2007 roku. UFOnauci postrzelili
mnie wówczas w brzuch jakimś swoim
rodzajem broni produkującej wiązkę
o extremalnie silnej energii. W wyniku
tego postrzelenia ciało na moim brzuchu
się po prostu rozpadło. Incydent ten
opisałem dokładniej w punkcie #D3 (3)
ze strony internetowej o
karmie.
Kiedy jednak w końcu podjąłem przyznaną mi
pozycję profesorską - na przekór że UFOnauci
dosłownie szaleli aby mi to uniemożliwić, było to
dla mnie rodzajem szokowej ilustracji dla prawdy
stwierdzenia Biblii "z całego serca Bogu zaufaj."
(Biblia, Księga Przysłów, 3:5). Zrozumiałem
wówczas, że faktycznie owe "diabły", czy
"UFOnauci" - jak ich obecnie nazywamy,
stanowią dla Boga rodzaj "rozwścieczonych
psów" które Bóg trzyma na krótkiej uwięzi
i absolutnie kontroluje. Chociaż więc owe
psy szczekają jak szalone i kłapią zębami
na każdego, są one w stanie pogryźć lub
poturbować tylko tych ludzi których Bóg
pozwoli im za coś ukarać. Kiedy zaś Bóg
uważa że ktoś nie zasługuje na ich gryzienie,
wówczas trzyma te psy na bardzo krótkiej
uwięzi i nie daje im danej osoby ruszyć.
To zaś praktycznie oznacza, że nawet jeśli
logika podpowiada nam inaczej, faktycznie
powinniśmy wierzyć w słowa Biblii "z całego
serca Bogu zaufaj." Nie warto też marnować
nawet "ogarka" na ofiary dla owych diabelskich
istot. Wszakże wszystko co one chcą uczynić
musi najpierw zostać zaaprobowane przez
Boga. Bóg ma bowiem absolutną nad nimi
kontrolę - na przekór że one same w Boga
wcale nie wierzą.
Opis historii podjęcia omawianej w tym punkcie
mojej pełnej profesury włączyłem tutaj aż dla kilku
ważnych powodów. Jednym z nich jest aby dodać
otuchy tym ludziom, którzy mają marzenia, jednak
przeciwko którym jakby cały świat się sprzysiągł.
Jeśli bowiem będą działali moralnie, ich marzenia
z całą pewnością Bóg w końcu spełni. Złych mocy
nie ma się co przy tym obawiać - pozostają one
wszakże całkowicie na łasce Boga oraz pod pełną
Boską kontrolą. A to że wszystko w życiu przychodzi
nam z trudnością - to tak już ma być. Wszakże Bóg
chce nas wychować na twardych ludzi zahartowanych
w walce o to co właściwe. Zgodnie z wolą Boga
my mamy obowiązek dokładnie wiedzieć czego
chcemy i mamy konsekwentnie obstawać przy
swoim. Znaczy mamy być moralni z przekonania
i zawsze, a nie tylko przez przypadek i tylko przy
dobrej pogodzie. Innym powodem jest, aby
ujawnić tutaj jak bezpodstawne są oczernienia
które najróżniejsze "wilki w owczych skórach"
wypisują w internecie na temat mnie oraz mojego
totalizmu moralnego.
Wszakże ludziom którzy faktycznie są tacy
jak owe oczernienia stwierdzają, nie przyznaje
się pełnych profesur na renomowanych
uniwersytetach. Aby bowiem zostać pełnym
profesorem trzeba być zatwierdzonym na tą
pozycję przez rząd danego kraju, oraz trzeba
przejść przez wymagane sprawdzenia jego
służb specjalnych. Kolejnym powodem opisania
niniejszej historii jest aby uczulić czytelników
na fakt, że faktycznie na Ziemi działają skrycie
owe "wilki w owczej skórze" szatańsko atakujące
moja osobę i filozofię
totalizmu.
Chodziło bowiem o to, że nauczony przykrym
doświadczeniem przeszłości, aż do stycznia
2008 roku nie zamierzałem ujawniać nikomu
nazwy uniwersytetu na jakim zostałem pełnym
profesorem. Jednak owe szatańskie istoty
które mnie prześladują, porozgłaszały ową
nazwę w internecie już w kilka miesięcy po
moim objęciu tamtej zaszczytnej posady.
A nazwy tej nie podałem nawet swojej rodzinie
mieszkającej w Polsce. W przeszłości bowiem,
kiedy miejsce mojej pracy było wszystkim
wiadome, owe
szatańskie istoty
udawały że są "dobrymi obywatelami" którzy
starają się ostrzegać moich pracodawców
przed "niewłaściwymi poglądami" jakie
wyznaję. Stąd w przeszłości owe istoty
zasypywały moich pracodawców potokiem
zarzutów i oczerniających emailów na mój
temat. Oczywiście po objęciu owej profesury,
istoty te starały się rozpętać podobne ataki.
Jednak tym razem nawet z pisaniem takich
emailowych paszkwili do moich pracodawców
istoty te miały poważne trudności techniczne.
#A5.
Jaki jest cel tej strony o marzeniach
na temat przyszłości
Wszewilek
oraz przyszłości pobliskich Sławoszewic i Milicza:
Cel tej strony jest bardzo prosty. Mianowicie
za jej pośrednictwem chciałbym ujawnić
czytelnikowi (1) o czym warto marzyć dla
Wszewilek - czyli co we Wszewilkach oraz
okolicznych miejscowościach jest warte
osiągania, (2) co by się stało gdyby
mieszkańcy Wszewilek oraz okolicznych
miejscowości wspólnym wysiłkiem zdołali
zrealizować te marzenia, oraz (3) jak
z grubsza należałoby się zabrać za
realizowanie tych marzeń. W ten
sposób niniejsza strona wskazuje cele
działań, jakich osiągnięcie jest możliwe -
jeśli tylko mieszkańcy Wszewilek i okolicznych
miejscowości włożą w nie odrobinę serca
i determinacji. Oczywiście, poza nimi
samymi nikt inny dla nich owych celów
nie zrealizuje. Z kolei jeśli faktycznie
zdołają się zmobilizować do osiągnięcia
tychże celów, wówczas czekają ich określone
nagrody moralne, w rodzaju zamożnego i
szczęśliwego życia, uznania i poważania
innych, sławy, autorytetu, itp.
Wszystko w sprawie Wszewilek rozwija
się obecnie w sposób publiczny. Wioska
ta jest obecnie wszakże dyskretnie obserwowana
i analizowana praktycznie przez cały świat.
Przykładowo, kiedy w 2006 roku w wyborach
samorządowych Gminy w Miliczu jacyś
UFOnauci-podmieńcy
"podłożyli świnię" kandydatowi reprezentującemu
interesy Wszewilek, wówczas sprawa owej
machlojki wyborczej dyskutowana była po
cichu nie tylko w całej Polsce, ale praktycznie
i na całym świecie. Czytelnik ma więc szansę
osobistego sprawdzania co jakiś czas jak
sprawy owej wsi tam postępują do przodu.
Wszewilki zaczynają też gromadzić, a nawet
już posiadają, dobrą dokumentację fotograficzną
dostępną za pośrednictwem internetu. Jeśli więc
mieszkańcy Wszewilek i okolicznych
miejscowości zdecydują się podjąć realizację
wskazywanych tutaj celów, wówczas będzie
istniała wizualna kronika stopniowych transformacji
jakim poddawane są owe miejscowości.
Aczkolwiek z przyczyn sentymentalnych wieś
Wszewilki
jest centralną miejscowością której dedykuję
opis zaprezentowanych tutaj marzeń o przyszłości,
faktycznie wszystko co tutaj opisuję bezpośrednio
dotyczy aż kilku miejscowości. Wszakże w przypadku
osiągnięcia celów jakie tu wyjaśniam, korzyści odniosą
zarówno miasto
Milicz,
jak wsi Sławoszewice i Wszewilki, a także cały szereg
miejscowości je otaczających, takich jak Stawiec,
Pomorsko, Godnowo, Duchowo, Karłowo, itp. Stąd
chociaż to co tutaj opisuję z przyczyn sentymentalnych
nazywam marzeniami dla wsi Wszewilki, faktycznie są
to marzenia dla całego tamtego regionu i dla wszystkich
zamieszkujących ów region ludzi.
Część B:
Dostęp i obieg są kluczami do zasobności i szczęścia - wepnijmy więc
Wszewilki i
Milicz
w drogowy obwód zamknięty oraz połączmy je
razem okrężnym autobusem miejskim "ósemka":
Tak!
Chodzi tutaj o odbudowanie owego brakującego
odcinka dawnego "Bursztynowego Szlaku"
który aż do czasu budowy kolei żelaznej istniał
pomiędzy Wszewilkami i Sławoszewicami.
Z chwilą zaś kiedy ów odcinek drogi domykający
obieg energii "chi" będzie gotowy - przyjdzie czas
na puszczenie milickiego autobusu miejskiego
po owym odbudowanym odcinku historycznej
drogi. Autobus ten bez przerwy podążałby po
trasie okrężnej, podobnej do trasy tramwaju
"zerówka" z miasta
Wrocławia.
W ten sposób uformowałby on obieg energii
"chi" po obwodzie zamkniętym. To zaś, zgodnie
z regułami "Feng Shui" spowodowałoby wyłapanie
i zatrzymanie przy Miliczu, Wszewilkach, oraz
Sławoszewicach, zamożności i szczęścia które
dotychczas ulatniały się z owych miejscowości.
#B1.
Dlaczego zgodnie z chińskim "Feng Shui", dla zaktywizowania
Wszewilek i
Milicza
konieczna jest obwodnica powielająca
historyczny "Bursztynowy Szlak", oraz
okrężny autobus miejski "ósemka"
podążający po owej obwodnicy:
Motto:
"Wszelkie moce natury służą ludziom tylko jeśli ci zdołają jakoś je przechwycić i skierować na cyrkulowanie
po obwodzie zamkniętym. Na tej zasadzie działa elektryczność, radio, telewizja, silnik spalinowy,
ogniwo telekinetyczne,
lokomotywa,
magnokraft,
a nawet amerykański prom kosmiczny. Zgodnie ze starożytnym chińskim Feng
Shui na tej zasadzie działa również zamożność, wzrost, szczęście osobiste, itp."
Ciekawe czy czytelnik słyszał kiedyś o chińskim
"Feng Shui".
Nazwą ową opatrzona jest bowiem sekretna
wiedza Chińczyków mająca swe korzenie w
starożytności.
Feng Shui wyjaśnia jakie fizykalne warunki
muszą zostać spełnione, aby dane przedsięwzięcie
ludzkie odniosło sukces. Na przekór więc, że wiedzy
tej wcale NIE nauczają na jakimkolwiek oficjalnym
uniwersytecie, w dzisiejszych czasach Chińczycy
praktycznie nie podejmują żadnego działania
bez uprzedniego skonsultowania swoich
zamierzeń z kanonami owej wiedzy. Począwszy
więc od umeblowania i konfiguracji swego
mieszkania, poprzez zlokalizowanie domu,
a kończąc na ustawieniu biurka w miejscu pracy oraz
na zlokalizowaniu i konfiguracji samego przedsiębiorstwa,
wszystko to w przypadku niewielkiej istotności realizowane
jest przez Chińczyków w zgodzie z czyjąś osobistą
znajomością kanonów "Feng Shui", zaś dla co
bardziej istotnych przedsięwzięć wręcz odbywa się
dopiero po uprzednim skonsultowaniu jakiegoś
znanego "mistrza Feng Shui". Ja przez długi
czas mieszkałem wśród Chińczyków. Wśród
grona moich bliskich przyjaciół znajduje się
także kilku mistrzów Feng Shui. Miałem więc
sporo okazji aby poznać podstawowe kanony
owej tajemniczej wiedzy. Po bliższym poznaniu
okazuje się że dawna wiedza o Feng Shui jest
dosyć klarowna i logiczna. Bazuje ona bowiem
na obiegach nieznanych oficjalnej nauce ludzkiej
rodzajów energii, które Chińczycy nazywają ogólną
nazwą "chi". Owe energie "chi" zachowują się
przy tym jak wszystkie inne rodzaje energii. Tyle
tylko że są one inteligentne, oraz że przenoszą
sobą najróżniejsze pozamaterialne wartości,
takie jak powodzenie, szczęście, sukces, moc,
wytrwałość, zdrowie, itp. Jedyny problem z
ową energią "chi", że faktycznie wcale nie
jest to jednorodny rodzaj energii, takiej jak
np. znana nauce energia elektryczna czy
energia fal głosowych. Faktycznie bowiem
"chi" jest mieszaniną całego szeregu energii,
część z których ma korzystny wpływ, część zaś
niekorzystny. Każda też konfiguracja powoduje
nieco różniące się zachowania każdej z
owych odmiennych składowych energii "chi".
Domyślam się że w Polsce niewielu ludzi wierzy
owej starożytnej wiedzy Chińczyków zwanej
"Feng Shui".
Tym jednak czytelnikom którzy nie wierzą w
owe "Feng Shui" chciałbym tutaj uświadomić,
że przykładowo dwa stare polskie miasta i jedna
prastara wieś, których konfigurację osobiście
badałem i o których wiadomo że w przeszłości
osiągnęły one znaczny sukces i zamożność,
faktycznie budowane były zgodnie z zasadami
Feng Shui. Miastami tymi był dawny
Malbork
oraz dawny
Milicz,
zaś wsią tą były dawne
Wszewilki.
Co jeszcze ciekawsze, znaczenie i zamożność
owych miast i wsi upadły z chwilą kiedy przez jakieś
historyczne zdarzenia zburzona w nich została
owa gwarantująca sukces konfiguracja zgodna
ze wskazaniami Feng Shui. Przykładowo, w
odniesieniu do miasta Milicza i wsi Wszewilki
początkiem upadku ich roli i zamożności było
zbudowanie linii kolejowej w 1875 roku. Linia ta
bowiem jak ostrze stalowego noża przecięła i
wykrwawiła poprzednie przebiegi arterii które
zabezpieczały korzystne obiegi energii "chi".
Wracając jednak do obiegów energii "chi" oraz
do ich zgodnymi z zasadami Feng Shui, to w chwili
obecnej zarówno wieś Wszewilki i wieś Sławoszewice,
jak i pobliskie miasto Milicz, wszystkie one leżą
"przy przelotowych drogach". Znaczy, są one
tak zlokalizowane, że jeśli ktoś do nich zagląda,
czyni to tylko jakby "po drodze" - kiedy faktycznie
zdąża zupełnie gdzie indziej. Faktycznie więc,
zgodnie ze stwierdzeniami starożytnej
chińskiej wiedzy "Feng Shui",
szczęście i zasobność przepływają
przez Wszewilki, Sławoszewice i Milicz,
jednak nigdy nie zatrzymują się tam
na stałe. Sytuację tą trzeba więc
zmienić. Aby zaś ją zmienić trzeba
jakoś uformować zamkniętą cyrkulację
energii "chi". Ani wieś Wszewilki czy
Sławoszewice, ani też miasto Milicz,
same takie zamkniętej cyrkulacji energii
"chi" nie są w stanie osiągnąć. Jednak
jeśli te miejscowości połączą swoje wysiłki,
wówczas razem stworzą taką zamkniętą
cyrkulację dla energii "chi". Wystarczy
bowiem, aby w tym celu miejscowości te
zbudowały razem krótki odcinek drogi bitej
pomiędzy Wszewilkami i Sławoszewicami.
Droga ta odtwarzałaby przebiegający kiedyś
pomiędzy owymi miejscowościami odcinek
tzw. "Bursztynowego Szlaku". Z kolei
ukończenie owej drogi, w połączeniu
z drogami które już obecnie tam istnieją,
stworzyłoby rodzaj zamkniętej obwodnicy.
Obwodnica ta wiodłaby z Milicza do
Wszewilek, potem z Wszewilek do Sławoszewic -
wzdłuż owego nowo odbudowanego odcinka
starego "Bursztynowego Szlaku", w końcu ze
Sławoszewic ponownie do Milicza. Kiedy
zaś po obwodnicy tej puściłoby się okrężny
autobus miejski "ósemka", ludzie którzy
zaczęliby używać owego autobusu wymusiliby
okrężne cyrkulowanie energii "chi" po
tymże obwodzie zamkniętym. Z kolei owo
zamkniete cyrkulowanie energii "chi"
zaczęłoby przechwytywać szczęście i
zasobność które dotychczas jedynie przepływały
przez owe miejscowości, oraz spowodowałoby
że te poszukiwane jakości życiowe ponownie
zadomowiłyby się na stałe we Wszewilkach,
Sławoszewicach i Miliczu.
Odnotuj że ów autobus "ósemka" byłby milickim
odpowiednikiem dla wrocławskiego tramwaju
"zerówka". Jego numer, podobnie jak numer
"zerówki", też implikowałby krążenie po obwodzie
zamkniętym. W przeciwieństwie jednak do
cyfry 0 , numerologicznie cyfra 8 posiada
znacznie korzystniejszą symbolikę. Osiem
oznacza bowiem m.in. "zasobność", "sławę",
"ruch napędowy" i "nieskończoność".
Dlatego z powodów symbolicznych autobus
ten należałoby nazwać właśnie "ósemką" -
nawet jeśli Milicz będzie miał tylko tą jedną
linię autobusów miejskich.
W tym miejscu warto sobie przypomnieć,
że opisywana tutaj droga okrężna historycznie
już istniała. Została ona zniszczona dopiero
w czasie budowy psującej wszystko kolei
żelaznej przez Milicz. Jej fragmenty opisane
są na stronach o
Wszewilkach
oraz o zwiedzaniu
Wszewilek i Milicza.
Co jednak jest tu najbardziej intrygujące, to
że aż do chwili zniszczenia opisywanej tutaj
historycznej drogi okrężnej wokół Milicza,
Wszewilek i Sławoszewic, wszystkie te
miejscowości cieszyły się znaczeniem,
autorytetem, zamożnością, oraz szczęściem
ich mieszkańców. Z kolei po zniszczeniu
owej drogi okrężnej, oraz po upadku mostu
na Baryczy (tego przy starym młynie wodnym
w pobliżu dzisiejszej tamy), zamożność,
stabilność i szczęście nagle opuściły te
miejscowości. Czas więc aby przywrócić
ową drogę, przywrócić jej częste użytkowanie
przez ludzi, a tym samym przywrócić zamożność,
stabilność i szczęście do Milicza, Wszewilek i Sławoszewic.
Powyższa rekomendacja budowy drogi okrężnej
zainspirowana została moją znajomością Feng
Shui, nabytą w licznych podróżach po świecie.
To właśnie Feng Shui stwierdza bowiem, że
Milicz, Wszewilki i Sławoszewice powinny
stworzyć razem okrężną drogę bitą, oraz
uruchomić po tej drodze okrężną linię
autobusów miejskich "ósemka" - typu wrocławska "zerówka".
Jednak po tym jak owo inspirujące działanie
Feng Shui wskazało już co należy uczynić aby
przywrócić zamożność do owych miejscowości,
można teraz zapytać naszą logikę oraz znajomość
ekonomii, aby wybadać czy wskazania te są
poprawne. Jak też się okazuje, logika i zwykła
ekonomia potwierdzają, że to co Feng Shui
zaleciło, faktycznie wniesie wymagane ożywienie i sukces.
Owe analizy logiczne tego samego przedsięwzięcia
(tj. budowy drogi i powołania autobusu miejskiego)
przytoczę w dalszych punktach tej strony. Tak
nawiasem mówiąc, nawet jeśli się zapomni, że
to właśnie z owej wiedzy Feng Shui wywodzi się
zamożność i powodzenie Chińczyków trwające
już tysiące lat, ciągle zwykła analiza logiczna
omawianej tu drogi okrężnej i linii autobusowej
potwierdza, że bezsprzecznie wniosą one
poważne ożywienie gospodarcze oraz zamożność
do przylegających do nich miejscowości.
#B2.
Jak i dlaczego
Wszewilki i
Milicz
skorzystają z okrężnego autobusu miejskiego "ósemka":
Oczywiście, nawet jesli pominie się
nadprzyrodzone i tajemnicze działanie
chińskiego "Feng Shui", ciągle zapięcie
brakującego odcinka okrężnej drogi wokół
Milicza, oraz puszczenie autobusu miejskiego
przez tą drogę, musi spowodować raptowne
ożywienie gospodarcze wszystkich miejscowości
przez które owa obwodnica i miejska linia
autobusowa będą wiodły.
Wszakże zgodnie z dzisiejszą znajmością
ekonomii, takie otworzenie okrężnej trasy
komunikacji miejskiej otworzy opłacalność
dla wymiany dóbr i robocizny pomiędzy
wszystkimi tymi miejscowościami. Po trasie
tej do Milicza zaczną napływać produkty
rolne z Wszewilek i Sławoszewic. Z kolei
robocizna i ekspertyza zaczną napływać
do Wszewilek i Sławoszewic z owego Milicza.
W rezultacie nagle zacznie się dziać coś
czego te miejscowości nie przeżywały już
od czasów zamknięcia "Bursztynowego
Szlaku". Na dodatek, z ożywienia będą
korzystały wszystkie miejscowości pobliskie
do tychże trzech, a więc Stawiec, Pomorsko,
Godnowo, Duchowo, Karłowo, itp.
#B3.
Jaka byłaby przyszła trasa okrężnego autobusu "ósemka":
Milicki autobus miejski okrężnej linii "ósemka"
powinien posiadać przystanki przy każdym
miejscu w jakim istnieje najwyższe prawdopodobieństwo
gromadzenia się potencjalnych pasażerów.
Przykładowo w samych Wszewilkach powinien
on mieć przystanki zaraz na wlocie do Wszewilek
(czyli przy skrzyżowaniu z ul. Krotoszyńską),
w okolicach "ogrodu krasnoludków" - tak aby
mogli z niego korzystać również mieszkańcy
przyszosowej części Stawca, koło wszewilkowskiej
(dawnej) szkoły, przy młynie elektrycznym,
przy boisku sportowym, oraz przy tamie na
Baryczy. Z kolei w Sławoszewicach powinien
on zatrzymywać się przy skrzyżowaniu
historycznej drogi z Wszewilek do Duchowa z głowną
ulicą Sławoszewic, oraz przy dworcu kolejowym.
W końcu w Miliczu powienien mieć cały szereg
przystanków, włączając w to obecne targowisko
warzywne (dawne Łazienki), Szkoła Nr 1,
Liceum Ogólnokształcące, dworzec autobusowy,
rynek, a także początek ul. Krotoszyńskiej.
Takie rozłożenie przystanków, w połączeniu
z możliwie najniższą ceną biletów, gwarantowałoby
popularność i powodzenie tego autobusu oraz
usług jakie by on dostarczał ludności.
#B4.
Budowa prostej drogi bitej z Wszewilek do Sławoszewic
oraz mostu wysokowodnego przez Barycz -
czyli roboty publiczne które muszą zostać wykonane
aby urzeczywistnić ideę okrężnego autobusu
"ósemka" i ekonomicznie zaktywizować przy pomocy
tego autobusu obszar Milicza, Wszewilek i Sławoszewic:
Motto:
"Niewiele dróg w Polsce odtwarza dawny przebieg tzw. 'Bursztynowego Szlaku'.
Jeszcze mniej dróg zaprojektował profesor znanego Uniwersytetu z odwrotnej
półkuli świata. Tymczasem proponowana tu droga z Wszewilek do Sławoszewic
spełnia oba te warunki. Już choćby tylko dlatego jest ona warta aby ją zbudowano!"
TotalizMInternet
Aby jednak urzeczywistnić taki autobus miejski
"ósemka", konieczne jest wybudowanie odcinka
zupełnie nowej drogi która zastępowałaby sobą
obecnie już całkowicie zniszczony odcinek starego
"Bursztynowego Szlaku" jaki kiedyś istniał pomiędzy
obecnymi Wszewilkami-Stawczykiem, a obecnymi
Sławoszewicami. Oczywiście, ów oryginalny historyczny
odcinek "Bursztynowego Szlaku" wił się zygzakami
przez obszary które obecnie stały się już bezdrożami.
Przykładowo, przebiegał on przez obszar przy tamie
na Baryczy który obecnie zalany jest już stawem.
Poza Baryczą wił się też pomiędzy stojącymi tam
kiedyś śpichlerzami oraz okrągłymi stawkami do
parkowania barek kursujących po milickiej Młynówce.
Dlatego moim zdaniem, w chwili podjęcia budowy
owego brakującego odcinka drogi, trzeba drogę
tą wytyczyć od nowa. Ja proponowałbym aby
przeprowadzić ją prosto jak strzała, znaczy zupełnie
bez zygzaków. To nadałoby jej również symboliczną
wymowę jako metamorfozy dla rodzących się nowych Wszewilek.
Jej odgałezianie się od obecnej drogi przez Wszewilki
do Godnowa powinno się zacząć od miejsca we
Wszewilkach które leży niedaleko obecnego basenu
przeciw-pożarowego (znaczy tuż przy byłej lokacji
wszewilkowskiej karczmy). Potem tą nową drogę
należałoby poprowadzić poprzez istniejące szlabany
na torach, dalej przez obecne boisko sportowe
(które może wówczas zostać nieco przesunięte ku
południowemu wschodowi), oraz dalej prosto jak
strzała przez Barycz i do historycznej drogi przez
Sławoszewice. Oczywiście w miejscu gdzie ta
nowo-budowana droga przecinałaby Barycz,
konieczne byłoby zbudowanie nowego mostu
wysokowodnego, a także dwóch dróg odgałęźnych
wiodących po wale aż do tamy na Baryczy.
#B5.
Jak praktycznie zrealizować budowę prostej drogi
bitej z Wszewilek do Sławoszewic, oraz budowę mostu
wysokowodnego na Baryczy, przy chronicznym braku
funduszy oraz przy niechętnej postawie władz:
Motto:
"Bóg pomaga tym co pomagają sobie sami."
Osobiście bez przerwy w życiu się przekonuję,
że każda korzystna dla ludzi idea zawsze
napotyka zaciekły opór reprezentantów tzw.
mrocznych mocy.
Dlatego kiedy racjonalnie myślący mieszkańcy
Milicza, Wszewilek i Sławoszewic, dostrzegą
korzyści z proponowanej tu budowy drogi i
postanowią drogę tą urzeczywistnić, wówczas
otworzy się prawdziwe piekło. Dla znanych
powodów natychmiast wtedy się zapewne
okaże, że nie ma pieniędzy na taką budowę,
a także że sporo wysoko postawionych
dygnitarzy będzie przeciwnym jej zrealizowaniu.
Na szczęście życie nas naucza że przeciwnościami
wcale nie trzeba się zrażać. Wszakże zawsze
się one pojawią, bez względu na to co nowego
chciałoby się uczynić. Aby więc jakoś obejść
naokoło problem z funduszami,
proponuję aby drogę wstępnie zbudować w tzw.
"czynie społecznym". W takim bowiem
przypadku przestanie przeszkadzać największa
"kłoda" jaką owe
mroczne moce
rzucą zapewne pod nogi temu projektowi, znaczy
wymówka władz że "brak jest funduszy".
Aby zbudować omawianą drogę w tzw. "czynie
społecznym" istnieją aż dwie możliwości. Mianowicie
najkorzystniej byłoby zaprosić oddział saperów
z najbliższej do Wszewilek jednostki wojsk inżynieryjnych,
oraz podjąć z nimi umowę że ową drogę, a także most
wysokowodny przez Barycz, zbudują oni w ramach
swoich ćwiczeń i treningu. Wszakże saperzy mają
zarówno wymagany sprzęt, jak i potrzebną ekspertyzę.
Na dodatek, z czasów kiedy ja sam byłem saperem,
doskonale do dzisiaj pamiętam, że najbardziej
wnerwiało nas wówczas kiedy trenowaliśmy budowanie
mostów i dróg, iż natychmiast po ich zbudowaniu
musieliśmy je z powrotem rozbierać. Głośno
marzyliśmy wówczas, oraz dawaliśmy to znać
naszym dowódcom, że preferowalibyśmy budowanie
które będzie służyło dobru jakichś ludzi. Apelowaliśmy
nawet do nich, aby dla następnej treningowej budowy
znaleźli jakąś wioskę która faktycznie potrzebuje
mostu i drogi, oraz abyśmy swój trening realizowali
właśnie dla dobra takiej wioski. Oto więc jest okazja,
aby dopomóc młodym saperom urzeczywistnienia
takich właśnie życzeń, oraz pozwolić im praktykować
budowanie mostu i drogi na przykładzie opisywanej
tutaj obwodnicy.
Zaangażowanie saperów (w czynie społecznym)
do budowy omawianej drogi i mostu zainicjowałoby
dodatkowo jeszcze jedną istotną formę walki, o jakiej warto
tutaj wspomnieć. Mianowicie reprezentowałoby
ono także niewinną i niewymagającą politycznych
wytłumaczeń formę włączenie się Wojska Polskiego
do niemal otwartej walki ze skrytym najeźdźcą
naszej planety. Wszakże na przekór że najeźdżca
ten doskonale się przed ludźmi ukrywa, to właśnie
on odpowiedzialny jest za masakry opisane na
stronach internetowych o
zniszczeniowych możliwościach wehikułów UFO,
bandytach w naszym gronie,
WTC,
tornadach, czy
Katowicach.
Wojsko Polskie ma obowiązek bronienia ludzi
przed skrytymi atakami tego wroga. Z uwagi
jednak na sekretną działalność
UFOnautów-podmieńców
którzy z całą pewnością ukrywają się również i wśród
przywódców wojskowych, walka z owym wrogiem
nie może się dokonywać w sposób otwarty - co
dokładniej wyjaśniłem we wstępie do części I
strony internetowej o
bandytach w naszym gronie.
Niemniej pomoc fachowa wojska dla wsi Wszewilki
byłaby niewinnie zakamuflowanym wkładem
wojska do owych niejawnych zmagań o przyszłość
i o wolność całej naszej planety. Wszakże wieś Wszewilki
jest jednym z bardziej oczywistych ofiar owego skrytego
wroga którego niszczycielskie działania można
w niej odnotować niemal na każdym kroku - po
szczegóły patrz opisy wsi
Wszewilki,
oraz opisy nieoficjalnych szlaków wędrownych wokół
Wszewilek i Milicza.
Ponadto owa wieś pomału staje się też symbolem
narastającej walki z owym szatańskim najeźdźcą
i okupantem Ziemi.
Oczywiście, jest też możliwe że owe
mroczne moce
jakie skrycie okupują naszą planetę, jeszcze
raz otwarcie pokażą wszystkim swoje istnienie
i zdolność do zaszkodzenia w sprawach
Wszewilek i
Milicza.
Wszakże nie miały one żadnych oporów przed
jawnym pokazaniem co potrafią wywinąć w Miliczu
podczas wyborów samorządowych z 2006 roku.
Dlatego może się zdarzyć że aby jawnie udowodnić
ludziom swoją moc, za pośrednictwem któregoś
ze swoich
agentów
zakażą one saperom włączenia się do pomocy
Wszewilkom w budowie tej drogi i mostu.
W takim przypadku omawianą tu drogę i most
powinni być w stanie zbudować również w czynie
społecznym sami mieszkańcy Milicza, Wszewilek,
oraz Sławoszewic. Wszakże wszyscy owi mieszkańcy
będą na drodze tej potem korzystali. Wcześniej
mogą więc zakasać rękawy i ją sobie zbudować.
Prawdopodobnie dla zainspirowania współzawodnictwa
dobrze byłoby podzielić zadania podczas owej budowy
- jeśli całość jej spadnie na barki mieszkańców Milicza,
Wszewilek i Sławoszewic. Faktycznie też, jeśli dobrze
się zastanowić, to takiego sprawiedliwego podziału
dokonała już sama natura (czyli Bóg). I tak sam most
przez Barycz, oraz 125 metrowe przyczółki drogowe
po abu stronach mostu razem ze zlokalizowanymi
tam skrzyżowaniami budowaliby mieszkańcy Milicza.
Wszakże budowa mostu i przyczółków wymaga
najwyższych umiejętności, ekspertyzy, oraz sprzętu.
Milicz zaś nimi dysponuje. Odcinek drogi od
szosy przez Wszewilki aż do prawego (północnego)
przyczółka mostowego budowaliby mieszkańcy
Wszewilek. Z kolei odcinek drogi od lewego
(południowego) przyczółka mostowego aż do
skrzyżowania z główną szosą przez Sławoszewice,
włączając w to mały mostek przez Młynówkę,
budowaliby mieszkańcy Sławoszewic. Oba owe
odcinki są wszakże mniej więcej proporcjonalne
do liczby mieszkańców i do możliwości technicznych
obu tych wiosek.
Jeśli droga ta będzie budowana w "czynie społecznym" -
znaczy bez odgórnego dofinansowania, wówczas
w pierwszym wydaniu wcale nie musi być doskonała.
Znaczy wcale nie musi być pokryta asfaltem i mieć
wszelkie udogodnienia czy chodniki. Wystarczy aby była twarda,
równa i dobrze wyżwirowana, tak aby autobus mógł
po niej bez trudu się poruszać. Taką zaś drogę albo
zaproszeni saperzy, albo też sami mieszkańcy Milicza,
Wszewilek, oraz Sławoszewic, są bez trudu w stanie
początkowo zbudować. Po tym zaś jak droga ta zacznie
okazywać się wysoce użyteczna, stopniowo będzie
można poprawiać jej jakość i stan nawierzchni.
#B6.
Dlaczego droga i most będą początkiem odnowy - zaś po ich zbudowaniu zaczną się wyraźne
zmiany w życiu mieszkańców Milicza, Wszewilek, Sławoszewic, oraz innych okolicznych miejscowości:
Z chwilą kiedy opisywana tutaj droga zostanie
urzeczywistniona, zaś pierwsze autobusy miejskie
miasta Milicza zaczną po nie odbywać swoje
regularne kursy, nagle się okaże że owo
przedsięwzięcie zapoczątkowało odnowę
owych miejscowości równocześnie następującą
aż na całym szeregu frontów. Powody owej
wielofrontowej odnowy będą jak następuje:
(1)
Stworzenie ową drogą i autobusem tzw. "infrastruktury"
która będzie napędzała ożywienie gospodarcze tego
obszaru. Łatwość dostępu i dobry transport są
pierwotnymi wymogami każdego ożywienia. Kiedy
więc te zostaną zrealizowane w opisywanych tu
miejscowościach, ożywienie gospodarcze tego
regionu będzie już tylko ich naturalną konsekwencją.
(2)
Naoczne przekonanie miejscowych ludzi, że
marzenia są po to aby je urzeczywistniać.
To zaś spowoduje, że wielu ludzi zacznie
urzeczywistniać tam własne marzenia, dla
których przedtem nie mieli albo odwagi,
albo też inspiracji aby wdrażać je w życie.
(3)
Poznanie mocy zbiorowego wysiłku.
W dzisiejszych czasach czcicieli telewizji
i zjadaczy kanapek, ludzie zapomnieli jak
potężną siłę stanowią jeśli zdołają się
zdobyć na zbiorowy wysiłek. Omawiany
tu projekt im to przypomni. Z kolei po
poznaniu swej mocy, ludzie ci zaczną
wdrażać cały szereg innych korzystnych
dla siebie zamierzeń i reform.
(4)
Uzyskanie celu dla działań i życia. Wszakże
po sukcesie z tym projektem, możliwe się stanie
postawienie sobie jeszcze ambitniejszych projektów,
oraz późniejsze ich zrealizowanie z sukcesem.
To zaś z czasem zupełnie przetransformują
dzisiejszy obszar tych miejscowości.
(5)
Otwarcie nowych terenów w okolicach Milicza
pod zabudowę i pod intensywne zagospodarowanie.
Faktycznie bowiem taka droga, jak i komunikacja
miejska jaką droga ta otworzy, stworzą korzystną
"infrastrukturę" jaka jest początkiem i zachętą dla
inwestycji. Z kolei jeśli owa infrastruktura
będzie już na miejscu, wówczas z całą pewnością
znajdą się inwestorzy którzy zaczną tworzyć przemysł -
a w ten sposób nowe miejsca pracy, którzy zainwestują
w nowe osiedla mieszkalne, hotele, sklepy, itp.
(6)
Ustanowienie powodu dla upiększania i odmłodzenia
Wszewilek - czyli do poprawy wyglądu owej wioski.
Z kolei po poprawie jej wyglądu ludzie zaczną w
tam żyć w zgodzie z tym nowym wyglądem.
(7)
Ujawnienie że Feng Shui faktycznie działa
i faktycznie wprowadza odnotowalne zmiany
do świata fizycznego. O tym że "Feng
Shui" działa wie już każdy Chińczyk. Faktycznie
to na obszarach zdominowanych przez Chińczyków
każdy nowy bank, fabryka, czy budynek mieszkalny
stawiane są obecnie w zgodzie ze stwierdzeniami
mistrzów Feng Shui. To właśnie z tego powodu
ekonomia Chińczyków tak ostatnio kwitnie. Czas
więc aby również Polacy dowiedzieli się o korzyściach
jakie zastosowanie Feng Shui jest wstanie im zabezpieczyć.
(8)
Pokazanie reszcie świata, że Milicz, Wszewilki i
Sławoszewice faktycznie podjęły walkę o lepsze
jutro dla siebie. W ten zaś sposób uzyskanie
poparcia pozytywnych sił z reszty świata. Każdy
sukces tych miejscowości będzie wszakże z najwyższym
zainteresowaniem odnotowywany przez innych.
Szczególnie że miejscowości te są już znane w
świecie z kampanii wyniszczającej jaką przeciwko
nim prowadzą w/w
mroczne moce.
Część C:
Zintensyfikujmy i zróżnicujmy produkcję we
Wszewilkach,
tak aby owa wioska powróciła do swojej historycznej roli produktywnego poszerzenia
Milicza:
#C1.
Po stworzeniu dostępu i komunikacji czas na ożywienie gospodarcze, m.in. poprzez stworzenie miejscowego przemysłu:
W dawnych czasach Wszewilki, Sławoszewice
i Milicz stanowiły jeden kompleks wiejsko-miejski.
W ostatnim jednak okresie prześladowań i napaści
na owe miejscowości, ta ścisła gospodarcza
współpraca jakoś się rozluźniła. Czas więc
aby ją odnowić. Faktycznie to od najdawniejszych
czasów Wszewilki i Sławoszewice stanowiły
rodzaj dzielnic przemysłowych Milicza. Tyle
tylko, że w czasach owych ostatnich prześladowań
i napaści, ów "przemysł" Wszewilek i Sławoszewic
ograniczył się wyłącznie do rolnictwa
i do chałupniczej produkcji wyrobów
rolnych. Obecnie ponownie więc warto
pomyśleć o przywróceniu do Wszewilek
i Sławoszewic także innych rodzajów
produkcji. Wszakże ewentualne
rozwinięcie tych miejscowości jako
przemysłowych poszerzeń Milicza
będzie gwarantowało zaplecze siły
roboczej w formie mieszkańców Milicza
chętnych do dojazdu do Wszewilek
lub Sławoszewic nowo uformowaną linią
miejskiego autobusu "ósemka". Z kolei
obszar owych miejscowości dostarczy
dogodnych warunków do lokalizowania
najróżniejszych fabryczek i warsztatów
produkcyjnych.
#C2.
Przemysł który już obecnie posiada zaplecze we Wszewilkach,
trzeba go jedynie stworzyć (tj. przetwórstwo "organicznych"
produktów rolnych i leśnych, zielarstwo, turystyka, hotelarstwo):
Wszewilki i Sławoszewice już obecnie dostarczają
zaplecza dla całego szeregu przedsięwzięć
produkcyjnych. Przykładowo, mają one bazę
dla zorganizowania w nich przetwórstwa "organicznych"
produktów rolnych i leśnych, zielarstwa, turystyki,
hotelarstwa, oraz szeregu odmiennych branż.
Jedyne co jest potrzebne to właśnie owa
"infrastruktura" w formie transportu publicznego
i dróg dojazdowych, która umożliwi komuś
zainwestowanie tam w takie właśnie przetwórnie.
#C3.
Przyszłe rodzaje przemysłu, dla których Wszewilki
i inne okoliczne miejscowości już obecnie posiadają
surowce (np. elektronika, optyka):
Wszewilki leżą na istnym skarbie. Ogromnie
mnie też dziwi że jak dotąd nikt nie zainwestował
w pozyskiwanie tego skarbu. (Pewno powodem
jest właśnie brak korzystnej infrastruktury o jakiej
tutaj piszę.) Skarbem tym jest wspaniale czysty
piasek kwarcowy Wszewilek i okolicy. Pokłady
tego piasku są tam znaczącymi i to na skalę światową.
Na bazie owego piasku możliwe jest więc otwarcie
w okolicach Wszewilek całego szeregu
przedsiębiorstw, szczególnie w zakresie
bazującego na kwarcu przemysłu elektronicznego,
wytwórni tak ostatnio poszukiwanych fotoogniw,
czy produkcji soczewek i instrumentów optycznych.
Jeśli infrastruktura i transport opisywane na tej
stronie zostaną faktycznie tam zbudowane, jestem
gotów się założyć, że koło Wszewilek wytwórnie
tego typu zaczną wyrastać jak grzby po deszczu.
#C4.
Moralne przesłanie nadziei, odnowy, oraz awansu cywilizacyjnego
które powinno przebijać z rodzaju przemysłu umiejscawianego we
Wszewilkach:
Motto:
"Marzenia poparte działaniem mogą nawet Wszewilki zmienić w 'horyzonty postępu'."
Wszewilki są szczególną wioską. Jeśli
bowiem przeanalizować jej historię, wówczas
się okazuje że w historii owej zawarty jest
rodzaj moralnego przesłania do ludzkości.
Przesłanie owo wyraża sobą ponadczasowe
prawdy na temat wyzwalania się spod ucisku,
zniewalania, wrogości, oraz niesprawiedliwości,
na temat walki z prześladowaniami, odwagi, nadziei,
czy odnowy, na temat wypełniania się marzeń,
postępu, awansu cywlizacyjnego, itp. Dlatego
jakikolwiek przemysł będzie kiedyś zapoczątkowany
we Wszewilkach, wcale nie powinien to być
po prostu dowolny budynek fabryczny z dużym
kominem, który wytwarza tuzinkowe dobra
a jednocześnie wypluwa z komina tony trującego
ludzi dymu. Raczej powinien to być przemysł
który pasował będzie do ducha Wszewilek oraz
do owych ponadczasowych prawd jakie wioska ta
sobą symbolizuje. Jednym z przykładów takiego
przemysłu byłoby postulowane poprzednio wytwarzanie
we Wszewilkach ogniw fotoelektrycznych których
coraz szersze zastosowanie eliminuje z ziemskiej
atmosfery wszelkie te dzisiejsze dymy i zanieczyszczenia.
Aby zaś dać tutaj poznać czytelnikowi
jakie dalsze rodzaje przemysłu byłyby wysoce
odpowiednie dla symboliki i tradycji Wszewilek,
poniżej opiszę skrótowo kilka ich następnych
przykładów. W USA kiedyś powstała tzw.
"Silicone Valley". Warto więc aby spróbować
Wszewilki zamienić w "Horizons of Advancement"
(of the Human Civilisation).
Dostatek taniej siły roboczej oraz
dogodne położenie geograficzne Wszewilek
powodują także, że w przypadku gdyby
powstała tam opisywana tutaj infrastruktura,
wówczas opłacałoby się w owej miejscowości
inwestować w przemysł który wymaga dużo
robocizny, a mało materiałów. Jednym z
urządzeń technicznych które wnosi sobą
ogromny awans cywilizacyjny ludzkości,
a właśnie wypełnia warunek niewielkiego
zapotrzebowania materiałowego przy
jednocześnie dużym zapotrzebowaniu
na robociznę, są tzw.
ogniwa telekinetyczne.
Szczerze mówiąc, gdyby mi kiedyś udało
się urzeczywistnić ów mój własny wynalazek
owych ogniw, nad którym pracuję już przez
ostatnie 20 lat, wówczas montownię i sklep
fabryczny owych ogniw niemal z całą pewnością
chciałbym umiejscowić właśnie we
Wszewilkach -
oczywiście jeśli miejscowe
mroczne moce
nie zaczęłyby mi w tym zbyt mocno przeszkadzać.
#C4.2.
Wytwórnia wiatraków pozyskujących wodę z powietrza:
Każdy zapewne odnotował, że klimat Ziemi
ostatnio raptownie się zmienia. Powody
owej zmiany opisałem częściowo w punkcie
#B16 strony internetowej o
zniszczeniowych możliwościach wehikułów UFO.
Jednym z następstw owej raptownej zmiany
klimatu Ziemi jest że miejsca które kiedyś
miały wodę, obecnie zamieniają się w wysuszoną
pustynię. Tak właśnie dzieje się obecnie z
Australią. W podobny też sposób w pustynię
zamienia się północna część Afryki, wschodnia
część Azji, oraz zachodnia część Ameryki
Południowej. Owe wysychające obszary
potrzebują wody aby podtrzymać życie
zwierząt i ludzi. Woda jednak przestała
tam spadać z deszczem. Jest ona ciągle
obecna w powietrzu, jednak nie chce się
już skraplać w formę deszczu. Tutaj więc
rodzajem deski ratunkowej dla wysychającego
świata może się stać wynalazek emeryta z
przedmieścia Perth w Australii, o nazwisku
Max Whisson. Mianowicie wynalazł on
zmyślny wiatrak, a nawet zbudował już
działający prototyp owego wiatraka. W
wiatraku tym przepływ powietrza jest tak
ciekawie zaprojektowany, że z powietrza tego
odciągana jest woda. Zasada działania
owego wiatraka jest nieco podobna do
zasady urządzeń domowych zwanych
dehumidifier, tyle że zamiast
być napędzanym elektrycznością, jego
napędem jest wiatr. Kiedy więc ów wiatrak
obraca się napędzany siłą wiatru, do umieszczonego
pod nim zbiornika czy koryta spływa z niego
strumień czystej wody. Wodę tą mogą następnie
pić mieszkający w pobliżu ludzie lub zwierzęta.
Opis jego wynalazku zaprezentowany został w
krótkim artykule "The windmill that produces
water out of hot air" (tj. "Wiatrak który odciąga
wodę z gorącego powietrza") jaki ukazał się
na stronie B3 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie datowane w środę (Wednesday),
February 14, 2007.
Owe wiatraki odciągające wodę z powietrza są
bardzo proste w budowie. Mogą więc działać
przez całe lata nie wymagając żadnej naprawy.
Są też napędzane wiatrem, mogą więc pracować
na zupełnej pustyni. Znaczy, noszą one wszelkie
cechy aby stać się zbawienne dla suchych
obszarów Ziemi.
Z powodów wyjaśnionych dokładniej w punkcie
#11 odrębnej strony internetowej o
ogniwach telekinetycznych,
na Ziemi działa złowieszcze przekleństwo
wynalazców które uniemożliwia wdrażanie
w życie wynalazków jakie w danym okresie czasu
są najbardziej potrzebne ludzkości. Wszystko
też wskazuje na to, że idea opisywanego tutaj
"wiatraka pozyskującego wodę z powietrza"
została również zablokowana przez owo
złowieszcze "przekleństwo", a ściślej przez
istoty które za nim się ukrywają. Z informacji
bowiem które na temat tego wiatraka już
obecnie zostały upowszechnione, wynika
że jego losy przyjmują obrót doskonale
mi znany z tragicznych losów telekinetycznej
grzałki Peter'a Daysh Davey, opisanych
w punkcie #4.3 strony internetowej o
telekinetycznych generatorach darmowej energii.
Przykładowo już obecnie na temat tego
wiatraku rozpętana została w Australii
kampania wyszydzania i zniechęcania,
jaka jest niemal identyczna do podobnej
kampanii kpin i zniechęcania jaką
UFOnauci-podmieńcy
niedawno rozpętali w Polsce przeciwko
ogniwom telekinetycznym
mojego wynalazku. (UFOnauci używają
właśnie takich kampanii kpin i oczerniania
dla obracania co głupszych ludzi przeciwko
temu co UFOnautom jest nie na rękę,
a ponadto dla stwarzania swoim agentom
kryjącym się po różnych ludzkich urzędach
wymówki do oficjalnego blokowania co bardziej
postępowych idei.) Najwyraźniej więc miejscowi
reprezentanci szatańskich mocy
już pracują intensywnie aby uniemożliwić
wdrożenie do produkcji również i tego
niezwykłego wiatraka. Dlatego ja osobiście
uważam, że jeśli w Australii ów wiatrak nie
potrafi się przebić przez rzucane mu pod
nogi biurokratyczne kłody oraz zniechęcające
szyderstwa, wówczas jego produkcja powinna
być podjęta właśnie we Wszewilkach. Potem zaś
gotowe takie wiatraki powinny być eksportowane
z Wszewilek właśnie do Australii oraz do wszelkich
innych miejsc na Ziemi w jakich są one
desperacko potrzebne.
Oczywiście, może się zdarzyć, że do owego
odległego czasu zanim Wszewilki będą już
gotowe do podjęcia produkcji tego wiatraka,
jego emerytowanego wynalazcy nie będzie
już wśród żyjących, zaś dokumentacja techniczna
i prototypy wiatraka okażą się już nie do zdobycia.
Jednak nawet i w takim przypadku ja ciągle wierzę
że Wszewilki powinny kiedyś podjąć produkcję tego
paląco potrzebnego na Ziemi urządzenia. Wszakże
wiedząc o jego zasadzie działania, a także znając
konstrukcję i działanie domowych "dehumidifiers",
wiatrak ten łatwo powinien dać się zrekonstruować
poprzez ponowne jego wynalezienie od nowa.
Wszakże jedyne co konieczne aby go ponownie
wynaleźć, to tak przerobić zasadę działania domowych
"dehumidifiers" aby ich napęd pochodził od śmigła
wiatraka - a nie od silnika elektrycznego. Wszewilki
mają zaś wielu uzdolnionych technicznie i twórczych
ludzi którzy bez trudu potrafią tego dokonać. Kiedy
zaś wiatrak ten zostanie już zrekonstruowany i
wdrożony do produkcji, zanim zacznie się jego
eksport do Australii warto go nazwać "wiatrakiem
Max's Whisson'a" - aby w ten sposób uhonorować
jego twórcę który stał się kolejną ofiarą tych samych
mrocznych mocy
które kiedyś próbowały zniszczyć Wszewilki. Taki
bowiem obrót spraw byłby ilustratywnym dowodem
że sprawiedliwość jednak zawsze w końcu zatriumfuje.
#C4.3.
Wytwórnia gumowej nawierzchni na chodniki:
Z czasów kiedy nadal mieszkałem w
Polsce pamiętam owe sterty zużytych
opon samochodowych jakie zalegały każdy
możliwy kąt jaki nadawał się na wysypisko
śmieci. Opon owych nikt nie chciał.
Nie nadawały się one praktycznie do
niczego. Porzucone nie chciały też
szybko gnić. Jeśli zaś ktoś je zapalił,
zatruwały atmosferę czarnym, śmierdzącym,
rakotwórczym dymem. Tymczasem w krajach
południowo-wschodniej Azji dla opon
owych znaleziono doskonałe zastosowanie.
Mianowicie, rozcina się je maszynowo
na drobne kosteczki. Dodaje koloru
czerwonego albo niebieskiego aby ładnie
wyglądały. Następnie wylewa się chodniki
dla ludzi, a także nawierzchnie bieżni
na stadionach, z miękkiej wykładziny gumowej
jaka z nich jest wytwarzana. Chodzenie
i bieganie po takich miękkich chodnikach
jest bardzo zdrowe - nie nadwyręża ono
bowiem stawów tak jak czyni to chodzenie
po kamiennych lub betonowych chodnikach.
Z kolei zużywanie starych opon z jakich
chodniki te się wytwarza jest bardzo
dobre dla naturalnego środowiska.
Wszakże usuwa ono sterty opon które
w przeciwnym wypadku by środowisko
owo zanieczyszczały i zaśmiecały.
Dlatego wytwórnia gumowej nawierzchni
na chodniki wygląda jak rodzaj przemysłu
który byłby wysoce odpowiedni dla
totaliztycznej misji i charakteru
Wszewilek. Ponadto jakieś środki
rządowe by też zapewne zostały dodane
aby pomóc rozwinąć ten przyjazny dla
naturalnego środowiska przemysł.
#C4.4.
Fabryka piramid telepatycznych:
Na odrębnej stronie internetowej na temat
telepatii
opisane jest niezwykłe urządzenie nazywane
"piramidą telepatyczną". Urządzenie to
zostało podarowane ludzkości przez sprzyjającą
ludziom totaliztyczną cywilizację istot kiedyś
nazywanych
"aniołami".
Jak dotychczas nigdzie na Ziemi nie podjęto
jeszcze produkcji tego niezwykłego urządzenia.
A jest ono w stanie zastąpić dzisiejsze urządzenia
szkodliwej dla zdrowia łączności radiowej, przez
cywilizacyjnie bardziej zaawansowane urządzenia
do łączności telepatycznej. Produkcja owej
piramidy telepatycznej powinna zostać podjęta
właśnie we Wszewilkach.
#C4.5.
Zakłady rozwoju i wytwarzania dysocjatorów wody dla silników spalinowych:
Nasza cywilizacja wypracowała technicznie
dosyć doskonałą formę urządzenia napędowego
jakim jest dzisiejszy silnik spalinowy. Jedynym
problemem owego silnika jest, że przy obecnym
rodzaju paliw które on używa, wytwarza on
niepożądane gazy jakie zanieczyszczają
ziemską atmosferę. Jeśli jednak w silniku
tym zmienić obecnie używane mieszanki
paliwowe na mieszaninę wodoru i tlenu,
wówczas taki sam silnik spalinowy nagle
przestaje być problemem. Pracuje on
wówczas równie efektywnie i niezawodnie
jak obecnie, a jednocześnie zamiast
nieporządanych gazów spalinowych
wyrzuca z siebie zwykłą parę wodną.
Jednak główna trudność z takim przestawieniem silników
spalinowych na paliwo w postaci mieszaniny
wodoru i tlenu polega na efektywnym
wytwarzaniu owego paliwa tuż przed
wlotem do silnika. Problem ten
rozwiązują jednak tzw. "telekinetyczne
dysocjatory wody" opisywane m.in. w
podrozdziale K3.2 z tomu 10 monografii
[1/4].
Ich zasada działania jest bardzo podobna
do zasady działania "grzałek telekinetycznych"
opisywanych dokładniej na stronie
boiler_pl.htm - o szokującej historii telekinetycznej grzałki która bije wszelkie rekordy.
Główna różnica pomiędzy takimi
"telekinetycznymi dysocjatorami wody"
a "grzałkami telekinetycznymi" sprowadza
się do użycia odmiennych wibracji oraz
odmiennych katalizatorów (materiałów).
Produkcja i rozwój takich właśnie dysocjatorów
wody zastąpujących gaźniki z dzisiejszych silników
samochodowych, powinna zostać kiedyś podjęta
właśnie we Wszewilkach. Jest ona bowiem zgodna
z duchem tej wioski.
Wielu ludzi uważa że nie warto inwestować
w przetransformowanie obecnych silników
spalinowych w silniki spalające mieszankę
wodoru i tlenu. Wierzą oni bowiem że znacznie
lepiej dla naszej cywilizacji jest całkowicie
wyeliminować silniki spalinowe i zastąpić je
silnikami elektrycznymi. Aczkolwiek takie
całkowite zastąpienie silników spalinowych
jest realne i atrakcyjne, istniały będą sytuacje
na Ziemi kiedy okaże się ono niemożliwe.
Jako przykłady rozważmy tradycję, hobby,
czy sport. W przyszłości nie będzie wszakże
można zabronić ludziom którzy kultywują
jakieś wymagające silnika spalinowego
tradycje czy hobby, albo uprawiają jakiś
sport motorowy, aby w tym co jest esencją
danej tradycji, hobby, czy sportu usunęli
oni całkowicie silniki spalinowe. Wszakże
przykładowo jeśli ktoś zechce w przyszłości
hobbystycznie używać dzisiejszego
motocykla "Harley-Davidson" (a założę
się że będzie wielu takich ludzi), wówczas
nie da się tego uczynić po zastąpieniu w nim
jego silnika spalinowego przez silnik elektryczny.
Wszakże to co by się otrzymało nie byłby
już wówczas "Harleyem-Davidsonem".
Jednak daje się wówczas w motocyklu
tym zastąpić obecnie używane paliwo,
na mieszaninę wodoru i tlenu. Po
takim zaś zastąpieniu paliwa, oraz
po wprowadzeniu niewielkich zmian
technicznych jakie to zastąpienie by
wymagało, to co się otrzyma nadal
będzie miało wszystkie cechy motocykla
"Harley-Davidson". Oczywiście, ów
motocykl podałem tutaj tylko jako
przykład. W przyszłości bowiem wszystko
co dzisiaj używa silnika spalinowego,
odrzutowego, czy rakietowego, będzie
dawało się używać w dokładnie taki sam
jak dzisiaj sposób po jedynie przerobieniu
tego na użycie paliwa z mieszanki
wodorowo-tlenowej. Takie zaś przerobienie
wymagało będzie jedynie zastąpienie ich
gaźników przez opisywane tutaj "telekinetyczne
dysocjatory wody", oraz zastąpienie benzyny
w ich bakach przez czystą wodę. Cała reszta
zaś ich konstrukcji, zasady działania, oraz
sposobu pracy będzie pozostawała bez zmian.
#C5.
Idea "offspin" - czyli jeśli jeden obszar ulegnie ożywieniu, wówczas wszystko zacznie się ożywiać:
Anglicy posiadają pojęcie jakie oni nazywają
"offspin". W tłumaczeniu na nasze oznacza
ono "pobudzanie do rotowania". W pojęciu
tym chodzi o to, że wszystko jest ze sobą
powiązane najróżniejszymi współzależnościami.
Jeśli więc zacznie się zawirowywać jeden
składnik takiej powiązanej ze sobą całości,
wkrótce cały system będzie już wirował.
Wyjaśnijmy to pojęcie "offspin" na przykładzie
Wszewilek. Załóżmy że któreś z opisywanych
tutaj przedsięwzięć przemysłowych zostanie
zrealizowane i że we Wszewilkach otworzony
zostanie jakiś miejscowy przemysł dający
zatrudnienie i źródło dochodu do jakiejś
liczby zatrudnionych w nim osób. Ludzie
więc którzy będą zatrudnieni w owym przemyśle
będą potrzebowali np. jedzenia. Stąd część
pieniędzy które oni zarobią powędruje do
miescowych piekarzy, restauratorów, cukierników,
itp. Aby jednak owi piekarze, restauratorzy,
cukiernicy, itp., mieli towar, część ich zarobków
musi z kolei wędrować do miejscowych rolników,
warzywników, ogrodników, właścicieli stawów, itp.
Tamci też będą potrzebowali więcej odzieży,
sprzętu, zaopatrzenia, itp. W rezultacie, ani się
ktoś oglądnie, jak z powodu tylko jednego takiego
nowego przedsiębiorstwa wkrótce już wszystko
w okolicach Wszewilek i Milicza będzie wirowało
na najwyższych obrotach.
Część D:
Dodatkowo zaktywizujmy Wszewilki poprzez przyciąganie świata do niezwykłości owej wioski,
oraz poprzez gościnne przyjmowanie wszystkich przybyszy:
Wszewilki są wioską. Jako takie nie są one
w stanie wybrać się do świata. Mogą jednak
spowodować, że świat przybędzie do nich.
#D1.
Niezwykłości Wszewilek które już obecnie czynią tą wioskę wartą odwiedzenia:
Motto:
"Jeśli masz jakieś ogromnie ważne
marzenie, wybierz się do
Wszewilek
i przemarz je tam ponownie. Moje
doświadczenia potwierdzają bowiem,
że moralne, pozytywne, realistyczne,
oraz poparte zdecydowanymi działaniami
marzenia dokonane we Wszewilkach
zawsze z czasem się wypełniają."
Milicz, Wszewilki, oraz ich okolice potrzebują
napływu zamożności i stabilności. Te zaś
przybędą kiedy mieszkańcy owych miejscowości
zrealizują opisywaną w części B tej strony drogę
okrężną oraz miejską linię autobusową, oraz
kiedy owe posunięcia zainspirują czyjeś
zainwestowanie w przemysł wytwórczy np.
na Wszewilkach. Jednak Wszewilki i okolice
Milicza mają również wiele do zaoferowania
na polu pozaprzemysłowym. Rozważmy więc
teraz owe odmienne rodzaje ofert tych ziem.
Czakram ziemi, wypełnianie się marzeń,
dziwy natury (w rodzaju gryfa czy powtarzalnych
opadów żywych rybek), wspaniałe powietrze,
doskonałe sny, natura do oglądania, niezwykła
historia, itp. - wszystko to już obecnie jest
w stanie przyciągać do Wszewilek i Milicza
licznych odwiedzających z dalekiego świata.
Trzeba jedynie przestać z tym się wstydliwie
ukrywać, tak jak to uczyniono na stronach o
Wszewilkach i
Miliczu,
oraz trzeba wreszcie zacząć upowszechniać
rzetelne informacje na tego temat.
Fot. #1:
Czyżby kultura odleciała z Wszewilek do Petone! Kiedyś
na Wszewilkach można było zobaczyć wspaniałe polskie
tańce ludowe - m.in. podobne do tego utrwalonego na
powyższym zdjęciu. Wszewilki miały bowiem własny
ludowy zespół taneczny. Zespół ten m.in. występował
na ostatnich wszewilkowskich dożynkach opisywanych
w punkcie #23 strony o
Wszewilkach.
Ja nawet podkochiwałem się trochę w jednej z tancerek
tego zespołu - pięknej Maryli (ciągle do dzisiaj pamiętam
jej nazwisko - było bowiem tak typowo polskie). Niestety,
była ona parę lat starsza odemnie, więc rozglądała się
za bardziej "dorosłymi" chłopcami.
Szkoda że dzisiejsze pokolenie młodych Wszewilczan
głównie interesuje się zjadaniem kanapek przed ekranami
telewizorów. Wszakże wszewilkowski zespół taneczny,
tak barwny, żywiołowy i doskonale tańczący jak ten
który formowała Maryla wraz ze swymi koleżankami,
przyciągałby tysiące turystów na wszewilkowskie
uroczystości i spektakle.
Powyższe zdjęcie wykonałem na "Festiwalu Polskim",
który zaczął się "w samo południe" w sobotę, dnia
24 lutego 2007 roku, na miniaturowym ryneczku
Petone - przedmieścia Welligton, Nowa Zelandia.
Na festiwalu tym tańczyło kilka polonijnych zespołów
ludowych istniejących obecnie w Nowej Zelandii.
Wszakże polski taniec ludowy robi ostatnio furorę
poza granicami kraju. Polskich tańców uczą się tam
już nawet ludzie którzy nie potrafią powiedzieć słowa
po polsku, a jedynie z dumą odkrywają że któryś
z odległych przodków (np. dziadek czy prababka)
kiedyś emigrowali tu aż z Polski. Powyżej utrwalony
zespół taneczny młodych i dynamicznych Nowozelandek
szczególnie mi zaimponował. Zademonstrował on
bowiem wspaniale zchoreografowane połączenie w
jedną całość tradycyjnego polskiego tańca ludowego,
z tańcem nowoczesnym w rytm najnowszej polskiej
muzyki neo-ludowej. Aczkolwiek więc taniec tych
dziewcząt przypominał nieco sobą dawny polski
taniec ludowy, faktycznie był on nowoczesnym
tańcem w rytm wspaniałej polskiej muzyki
bitowej modelowanej na dawnych polskich
melodiach ludowych. Pokazane tutaj dziewczęta
podbiły swoim tańcem i muzyką serca całej
widowni.
Tak nawiasem mówiąc, to ryneczek podobnie
niewielki aczkolwiek przytulny, jak ten widoczny
na powyższym zdjęciu, powinny odbudować
sobie także Wszewilki - tak jak to wyjaśnione
jest w części F tej strony. Ktoś bowiem nieustannie
podpowiada, że istnieje rodzaj niepisanej
przepowiedni dla Wszewilek, jaka stwierdza
że "po odbudowaniu dawnego ryneczka,
dobrobyt i szczęście powrócą na stałe do
Wszewilek i do innych okolicznych miejscowości,
oraz pozostaną tam przez tak długo, jak długo
ów ryneczek nie popadnie ponownie w ruinę".
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu
wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto
większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając
w to populany "Internet Explorer", pozwala na
załadowanie każdej ilustracji
do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli
przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć,
a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego
przez siebie software graficznego.
#D2.
"Kapsuły czasu" - czyli kolejna atrakcja dla odwiedzających
Wszewilki i
Milicz:
Nazwa "kapsuła czasu" (po angielsku "time
capsule") jest przyporządkowana do rodzaju
niepodlegającego rozkładowi pojemnika w
którym trwale zamyka się jakieś cenne
dokumenty oraz przedmioty, poczym
wszystko zakopuje się lub ukrywa w trudnym
do zidentyfikowania miejscu, tak aby mogło
to być znalezione w odległej przyszłości
przez następne generacje ludzi.
Kiedy byłem w 5 klasie szkoły podstawowej
przez jakiś dziwny impuls przygotowałem
swoją własną "kapsułę czasu". Jako jej
pojemnika użyłem dużej butelki - jeśli dobrze
pamiętam była to butelka typu kiedyś używanego
w aptekach (ze szeroką szyjką oraz ze szklanym
korkiem doszlifowanym dla hermetycznego
samozamknięcia). Do swojej kapsuły powkładałem
najróżniejsze "skarby" jakie wówczas były w moim
posiadaniu. Jeśli dobrze pamiętam były to
najróżniejsze stare monety, zdjęcia, oraz dokładna
historia mojej rodziny i mnie samego spisana
mozolnie na poziomie moich ówczesnych
umiejętności pisarskich. Kapsułę tą zakopałem
w sobie tylko znanym miejscu głębiej niż mój
własny wzrost - obecnie szacuję że na
głębokość bliską 2 metrów. Chociaż więc
zawiera ona metalowe obiekty, nie sądzę
aby na takiej głębokości była ona wykrywalna
przez dzisiejsze indukcyjne wykrywacze metalu.
Od czasu zakopania tamtej "time capsule" nigdy
nie usiłowałem jej odkopać. Wierzę więc, że
znajduje się tam do dzisiaj, oraz że zostanie
odkryta dopiero w odległej przyszłości.
W przyszłości zamierzam też zakopać co
najmniej jeszcze jedną taką "kapsułę czasu".
Pierwszą z nich planują przygotować w roku
kiedy odchodził będę na emeryturę, tj. latem
2011 roku. Zakopię ją gdzieś przy Wszewilkach,
w miejscu ustronnym chociaż łatwo dostępnym
dla przyjezdnych, prawdopodobnie w pobliżu
jakiejś drogi (być może nawet owej opisywanej
na niniejszej stronie - jeśli do tego czasu będzie
ona już gotowa). Tym razem swoją drugą i
następne "kapsuły czasu" przygotuję znacznie
staranniej niż tamtą w dzieciństwie. Mianowicie, zamiast
butelki przygotuję ją zapewne w formie szklanego
pojemnika o wysokiej wytrzymałości i precyzyjnie
zamykanego. Narazie jeszcze nie wiem, czy
będzie to szklany hermetyczny pojemnik specjalnie
wykonany na moje zamówienie, czy też po prostu
użyję w tym celu jakiś gotowy szklany pojemnik
zakupiony w sklepie a potem zaklejony jakimś
krystalicznym "super-klejem" oraz dla pewności
obwiązany niekorodującem drutem np. z miedzi
lub ołowiu. (Jeśli użyję pojemnika zakupionego
w sklepie, wówczas zapewne będzie on miał
formę prostokątnej szklanej maselniczki, albo też
okrągłego słoika z dużym szklanym wieczkiem,
typu używanego kiedyś na kompoty domowej
roboty.) Kiedyś zgromadziłem kolekcję kilku srebrnych
i złotych monet. Zakładam więc, że włożę do kapsuły
co cenniejsze egzemplarze z tej swojej kolekcji.
Ponadto włożę w nią rodzaj swojej "spuścizny",
znaczy nie tylko opis historii swojego życia, ale
także niektóre informacje istotne dla naszej cywilizacji,
jakich za życia z różnych powodów nie byłem
w stanie publicznie udostępnić.
Osobiście tutaj również zachęcam, aby i czytelnicy
przygotowali swoje własne "kapsuły czasu" oraz
zakopali je gdzieś w publicznie dostępnym obszarze
niedaleko Wszewilek. Wszakże nie tylko każdy
z dzisiejszych mieszkańców Wszewilek może też
przygotować sobie taką własną "kapsułę czasu",
ale wręcz każdy z czytelników może także to uczynić -
bez względu na to gdzie obecnie mieszka.
Wszewilki zaś są doskonałym miejscem gdzie
owe kapsuły czasu można powierzyć opiece
naszej matki Ziemi. Wierzę również, że aż dla kilku
powodów, kapsuł tych przyszłe generacje będą
usilnie poszukiwały właśnie we Wszewilkach. Jeśli
więc ktoś chce aby jego kapsuła została znaleziona
w odległej przyszłości, powinien ją zakopać właśnie
w jakims ustronnym i publicznie dostępnym miejscu
z okolic Wszewilek.
Kiedyś (około 1981 roku) byłem na wczasach rodzinnych
przy jakimś polskim jeziorze. Zdaje się że było to
w Lendyczku. Podczas pływania na rowerze
wodnym przypadkowo znalazłem taką "kapsułę
czasu" przygotowaną wiele lat wcześniej przez
kogoś innego. Okazało się że woda ją skądś
wymyła i przyniosła do owego jeziora. Owa
znaleziona kapsuła nie zawierała nic szczególnego.
Był to po prostu duży płat kory brzozowej włożony
w pustą butelkę. Na korze była opisana historia
jakiejś grupy obozowej sprzed wielu lat. Na przekór
jednak owej niewielkiej zawartości tamtej kasuły
czasu, stała się ona sensacją tamtego lata dla
wszystkich turnusów owego ośrodka. Po tym
jak kierownictwo ośrodka mi ją zarekwirowało,
wszyscy wczasowicze ją czytali na kolejnych
turnusach, często dyskutowali, oraz spekulowali
co potem stało się z opisanymi na niej osobami.
Warto o tym pamiętać. Wszakże jeśli samemu
się przygotuje taką właśnie kasułę czasu, wówczas
faktycznie dostarcza się komuś w dalekiej przyszłości
podobnej uciechy czytania, dyskutowania i spekulowania
na temat zawartości owej kapsuły, treści podanych tam
opisów, oraz dalszych losów tego czy tych co kapsułę
taką przygotowali. Ponadto, zapewne kapsuła ta
wyląduje w miejscowym muzeum, a być może
nawet jakiś historyk zrobi na niej swój doktorat.
Faktycznie to w okolicach Wszewilek istnieją też
już od dawna najróżniejsze stare kapsuły czasu.
Wynikają one z losów tych ziem, jakie opisałem
na odrębnych stronach o
Wszewilkach i
Miliczu.
Część E:
Powołanie we Wszewilkach ośrodka (tj. gospodarstwa
rolnego i darmowej restauracji) dla ochotników
wypracowujących dla siebie
totaliztyczną nirwanę:
#E1.
Dlaczego
totaliztyczna nirwana
jest aż tak ważna, że powinny zostać stworzony
specjalny ośrodek w którym ochotnicy mogliby
sobie ją wypracowywać:
Motto:
"Ludzie na Ziemi niepotrzebnie biedzą się nad wymyślaniem idealnego
ustroju społecznego i idealnych praw. Bóg opracował je bowiem już kiedy
stwarzał
człowieka, zaś moralnie zaawansowane cywilizacje używają je od milionów
lat. Ten idealny ustrój sprowadza się do ochotniczej pracy dla nirwany, zaś
idealne prawa bazują na pedantycznym przestrzeganiu praw moralnych."
W punkcie #D1 strony internetowej o
totaliztycznej nirwanie,
a także w punkcie #A2 odrębnej strony o
politycznej partii totalizmu,
wyjaśnione zostało szczegółowo dlaczego
jest ogromnie istotne aby cywilizacja ludzka
nauczyła się wypracowywać dla siebie stan
nieustającej nirwany, oraz aby ochotniczą
pracą dla uzyskania nirwany zastąpiony
został obecny system wymuszania pracy
poprzez zapłatę. (Tj. aby niedoskonałe ustroje
społeczne wymyślone przez ludzi i bazujące
na wymuszonej pracy dla pieniędzy, zastąpione
zostały "ustrojem nirwanowym"
danym nam przez samego Boga i bazującym
na ochotniczej pracy dla nirwany.) Podsumujmy
tutaj w wielkim skrócie to wyjaśnienie.
Jak wykazują badania
totalizmu,
faktycznie to
Bóg
osobiście opracował dla ludzkości idealną
formę ustroju społecznego, oraz zestaw
idealnych praw, według których zgodnie z
wolą Boga ludzie powinni żyć.
Problem jedynie polega na tym, że Ziemia
od tysiącleci znajduje się w mocy
szczególnie paskudnych "przyjemniaczków",
którzy nie pozwalają ludziom wdrożyć w życie
ani owego idealnego ustroju, ani też owych
idealnych praw. (W przeszłości owych
"przyjemniaczków" nazywano "diabłami".
Obecnie używamy wobec nich odmienną
nazwę
UFOnautów.)
Generalnie rzecz biorąc, ów idealny ustrój
opracowany dla ludzkości przez samego
Boga
opiera się na ochotniczej pracy wykonywanej
na rzecz innych ludzi bez żadnego materialnego
wynagrodzenia. Celem owej ochotniczej pracy
jest bowiem wypracowanie dla siebie niezwykłej
nagrody którą wyznaczył sam Bóg, a która
nazywana jest
nirwaną.
Aby uzyskać ową nirwanę, ludzie ochotniczo
muszą pracować fizycznie z wysokimi motywacjami,
przeznaczając owoce swojej pracy dla dobra
innych ludzi. Po uzyskaniu zaś owej nirwany
przeżywają oni tak niewypowiedzianą szczęśliwość,
że potem wcale nie jest im potrzebne jakiekolwiek
wynagrodzenie materialne za pracę. Po prostu
będą oni kontynuowali swoją ciężką pracę fizyczną
dla dobra innych tylko za przyjemność utrzymywania
się w stanie owej nirwany. Owe niezwykłe cechy
nirwany powodują, że faktycznie w moralnie wysoko
postawionych cywilizacjach nirwana zastępuje ziemskie
pieniądze. (Przykładem takiej cywilizacji pracującej
tylko dla nirwany, jest totaliztyczna cywilizacja której
mieszkańców ludzie kiedyś uważali za "aniołów"
opisanych na stronie o
Bogu.)
Stąd w takich cywilizacjach ochotnicza praca dla
uzyskiwania nirwany staje się podstawą funkcjonowania
całego społeczeństwa. W społeczeństwie takim
przestają być potrzebne pieniądze. Ponadto, z
uwagi na niemożność wypracowania nirwany jeśli
ktoś postępuje niemoralnie, w takich społeczeństwach
przestają być potrzebne także niedoskonałe ludzkie
prawa - które tam zastępowane są przez tzw.
prawa moralne.
Owe prawa moralne stają się tam również fundamentem
owego idealnego "ustroju nirwanowego" zaprojektowanego
dla ludzi przez samego Boga.
Niestety, zanim ludzie się nauczą ochotniczo
wypracowywać dla siebie nirwanę, najpierw
ktoś musi pokazać im jak to czynić. Pokazania
tego można dokonać na dwa sposoby.
Jednym z nich jest sposób wyjaśniony na stronie o
politycznej partii totalizmu.
Mianowicie, aby go urzeczywistnić partia totalizmu
musi najpierw wygrać wybory.
Jednym zaś z pierwszych posunięć po zdobyciu
władzy byłoby uformowanie przez tą partię właśnie
takich ośrodków w których ludzie uczyliby się
ochotniczo wypracowywać dla siebie nirwanę.
Drugi sposób polega na uformowaniu takiego
ośrodka nauczania nirwany poprzez charytatywną
działalność jakiegoś przemysłowca lub finansisty.
Dlatego, gdyby mi osobiście udało się kiedyś
np. zrealizować któryś ze swoich wynalazków,
np. zbudować fabrykę
ogniw telekinetycznych,
wówczas z całą pewnością starałbym się
ustanowić we Wszewilkach właśnie taki ośrodek
nauczający ochotniczego wypracowywania dla
siebie nirwany.
Aby ochotniczo wypracować dla siebie nirwanę,
konieczne jest ochotnicze wykonywanie ciężkiej
pracy fizycznej której całe wyniki przeznaczane
mają być dla dobra innych ludzi. Tylko bowiem
jeśli wyniki swojej pracy altruistycznie przeznacza
się dla dobra innych ludzi, jest się w stanie
wygenerować w sobie poziom i rodzaj motywacji jakie
są konieczne dla wypracowania nirwany. Dlatego
gdybym to ja organizował we Wszewilkach taki ośrodek
wypracowywania nirwany, wówczas w tym celu
zakupiłbym tam jakieś spore gospodarstwo rolne,
zaś przy byłym historycznym ryneczku Wszewilek
(tj. niedaleko od przystanku opisywanego na tej stronie
autobusu okrężnego) zbudowałbym nowoczesną
kuchnię z czystą i apetycznie wyglądającą jadłodajnią.
Następnie tak zorganizowałbym działanie owego
gospodarstwa rolnego, aby ochotnicy którzy
by tam się zgłaszali aby wypracować dla siebie
nirwanę, zabezpieczali w nim nieustanną produkcję
najróżniejszych smacznych produktów żywnościowych.
Z kolei owa świeża i smaczna żywność produkowana
w owym gospodarstwie byłaby przetwarzana w kuchni
na smacze, pożywne i dobrze balansowane posiłki.
Posiłki te byłyby potem serwowane za darmo w przylegającej
jadłodajni do użytku wszystkich ludzi z całej okolicy.
Każdy więc kto tylko czułby się głodny, lub kto zechciałby
spróbować posiłków przygotowanych w ramach
wypracowywania nirwany, byłby mile goszczony
w owej jadłodajni, oraz traktowany tam poczęstunkiem
tych szczególnie smacznych i pożywnych obiadów
oraz innych posiłków, rozdawanych gratisowo każdemu
kto tylko by do jadłodajni owej zawitał.
Oczywiście, aby ochotnicy pracujący nad swoją
nirwaną byli uwalniani od kłopotów i trosk dzisiejszego
życia, owo gospodarstwo, kuchnia, oraz jadłodajnia,
zaopatrzone byłyby dodatkowo w odpowiednią
infrastrukturę wspomagającą wypracowywanie
nirwany. I tak ochotnicy po przybyciu do owego
ośrodka otrzymywaliby darmowe mieszkanie z
pełnym umeblowaniem. Żywieni byliby darmowymi i
smacznymi posiłkami podawanymi im w owej ośrodkowej
jadłodajni. Ponadto otrzymywaliby za darmo
odzierz, obuwie, narzędzia pracy, urządzenia
rozrywkowe, oraz wszystko inne co byłoby im
potrzebne dla wiedzenia szczęśliwego i spełnionego
życia oraz dla koncentrowania się na wypracowaniu
dla siebie nirwany. Ich pobyt w ośrodku początkowo
byłby akceptowany na jeden rok. W przypadku
jednak kiedy po owym roku tam pobytu faktycznie
dany ochotnik mógłby się wylegitymować wypracowaniem
dla siebie nirwany oraz wysoce moralnym zachowaniem,
pobyt ten mógłby zostać przedłużony
na następny rok, lub nawet na kilka lat.
Część F:
Odbudujmy historyczny ryneczek Wszewilek:
#F1.
Neo-romański kościółek z oddzielnie stojącą wieżą (m.in. widokową), hotel z restauracją, mall,
oraz muzeum - czyli dzisiejsze odpowiedniki historycznych zabudowań ryneczka dawnych Wszewilek:
Motto:
"Faktyczna i trwała zasobność, stabilność oraz szczęście powrócą do Wszewilek i Milicza, a także do
innych okolicznych miejscowości, dopiero po tym jak Wszewilki odbudują swój historyczny ryneczek."
W okolicach historycznego ryneczka
Wszewilek stały kiedyś aż cztery budowle
publicznego użytku. Było to: (1) stary romański
kościółek z oddzielnie stającą przy nim
wieżą dzwonową, (2) karczma, (3) spichlerz
na zboże, oraz (4) piekarnia. Sam zaś
ryneczek był pustym placem na jakim
niemal każdego wieczora miejscowi rolnicy
odbywali swoje wieczorne spotkania i
pogawędki, który był obszarem cotygodniowych
jarmarków dla sprzedarzy produktów
rolnych, oraz na którym każdego