Default
Google
Totaliztyczne receptury na udoskonalanie świata
(dwujęzycznie, po: angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
18 lipca 2007


Klikaj odnów jeśli tekst został ucięty

Ignoruj lub wydeletuj wszelkie błędy lub banery jakie będą starały się powstrzymać cię przed przeczytaniem tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Polskie tutaj:)

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Wehikuły czasu

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Dowody działań UFO na Ziemi

UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Zło

Antychryst

O Bogu

Nirwana

Prawda

O mnie (dr Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki-Milicz

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika tej strony

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X


(English here:)

Better humanity

Party of totalizm

Free energy

Telekinetic cell

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Time vehicles

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

Evidence of UFO activities

UFO

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslips

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Evil

Antichrist

About God

Nirvana

Truth

About me (Dr Jan Pająk)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Wszewilki

FAQ - questions

Replicate

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of this page

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X


(По русски:)

Бог

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 2".)



Menu 3:

(Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

energia.sl.pl

milicz.fateback.com

storm.prohosting.com/craters

www.totalizm.pl

ufonauci.w.interia.pl

bandits.netfast.org

energy.atspace.org

evidence.ueuo.com

evil.php0h.com

evil.thefreehost.biz

evolution.prohosts.org

fruit.sitesled.com

god.anfor.net

god.ez-sites.ws

gravity.my-place.us

healing.happyhost.org

karma.freewebpages.org

karma.phpnet.us

nirvana.phpnet.us

parasitism.host-ed.net

users3.nofeehost.com/parasitism

rubik.php0h.com

tapanui.ifastnet.com

wroclaw.s4u.org




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 4".)


Za każdym razem kiedy otworzę telewizor i oglądam coraz bardziej ponury obraz świata staczającego się w odchłanie zła, marzy mi się szczęśliwa ludzkość i Ziemia. Marzy mi się aby ludzie mogli żyć w powszechnej zgodzie i nie mordowali się nawzajem pod jakimiś tam niemoralnymi wymówkami. Marzy mi się aby każdy mieszkaniec Ziemi miał zapewnioną pracę i godziwy zarobek, oraz aby nie musiał w obawie zastanawiać się co nastąpi jutro. Marzy mi się aby ludziom dana była możność pokojowego życia wśród podobnych do siebie bez codziennego podkreślania ich różnic w stosunku do innych ani bez problemów jakie z tego tytułu wynikają. Marzy mi się aby każdy bez przeszkód mógł wypowiadać i wprowadzać w życie moralne idee w które wierzy, zaś inni ludzie nie prześcigali się w ich powstrzymywaniu jeśli nie są w stanie udowodnić, że idee te są niemoralne. Analizując swe marzenia mam przy tym świadomość, że osiągnięcie tego wszystkiego jest nie tylko realne, ale również i proste. Mamy wszakże do swojej dyspozycji ogromnie moralną, pokojową, budującą i konstruktywną filozofię zwaną totalizmem. Ona zaś już od dawna nam podpowiada jak dokładnie wszystko to osiągnąć. Niniejsza strona prezentuje więc owe totaliztyczne receptury podpowiadające nam jak w najprostrzy sposób daje się udoskonalić nasze życie społeczne i polityczne, osiągając w ten sposób opisane powyżej cele.


Część A: Informacje wprowadzające tej strony:

      


#A1. Droga do doskonałości wiedzie przez pokojowe usprawnianie tego co już mamy, a nie przez mordercze rewolucje, wojny, czy zmiany ideologii:

       Podręczniki historii są jak krzywe zwierciadła. W wielu sprawach uczą nas bowiem najniemoralniejszego zamiast najmoralniejszego sposobu realizowania niektórych przedsięwzięć. Przykładowo, jeśli wierzyć podręcznikom historii, jedyny sposób na poprawę systemu społecznego wiedzie poprzez krwawą rewolucję, oraz poprzez zmianę ideologii którą dane społeczeństwo praktykuje. Gdyby owe historyczne przykłady odnieść do naszego codziennego życia, to byłyby one jak twierdzenie trenera sportowego że aby zwiększyć swoją siłę trzeba obedrzeć się ze skóry, albo twierdzenia lekarza że aby się odchudzić trzeba przejść operację zmiany płci. Tymczasem wszystkim wiadomo, że każdy realistyczny cel jaki tylko w życiu sobie postawimy daje się osiągnąć poprzez niewielkie chociaż konsekwentne usprawnianie wzorca zachowania który aktualnie praktykujemy - czyli praktycznie jedynie poprzez zmianę naszej filozofii. Z kolei wszelkie krwawe rewolucje i zmiany systemów, w toku dziejów udowodniły swoją niezdolność do poprawy sytuacji ludzi. Wszakże zastępują one tylko jedną ekipę pasożytniczych przywódców, przez nieco inną ekipę która jednak postępuje i uciska swoich poddanych w bardzo podobny sposób. Dlatego totalizm zaleca aby dla polepszenia swej sytucji wcale nie zmieniać opakowania pozostawiając jednak zawartość ta samą, a aby udoskonalić zawartość pozostawiając opakowanie bez zmiany. Wszakże zawartość można udoskonalić poprzez pokojowe, bezofiarowe, stopniowe usprawnienia. Zaś jej zmiana faktycznie poprawia losy ludzkie. Natomiast zmiana ideologicznego opakowania w jakim zawartość ta istnieje, wymaga krwawych rewolucji lub wojen. Na dodatek poprzez zmianę opakowania wcale nie poprawia się losów ludzi owym opakowaniem objętych.
       Na tej stronie internetowej opisałem proste receptury jakie zgodnie z filozofią totalizmu pozwalają usprawnić zawartość świata w którym żyjemy. Jak każdy odnotuje to z owych opisów, receptury te wcale nie namawiają do drastycznych zmian w rodzaju wszczynania rewolucji czy zmiany ideologii, a do niewielkich chociaż kluczowych usprawnień. Praktycznie więc mogą one być wprowadzone w życie w każdym dzisiejszym społeczeństwie oraz w każdym systemie ideologicznym. Ponieważ według totaliztycznej definicji są one wysoce moralne, ich wprowadzenie w życie nie będzie też posiadało żadnych następstw ubocznych ani nie skrzywdzi nikogo. Wszakże definicje totalizmu stwierdzają, że moralne jest tylko to co na żaden sposób NIE krzywdzi któregokolwiek z dotkniętym tym ludzi. Praktycznie więc jeśli coś w świetle totalizmu jest moralne, wówczas jest to również dobre dla wszystkich którzy zostaną tym objęci. Przeglądnijmy więc teraz uważnie w opisach jakie nastąpią na czym owe totaliztycznie moralne usprawnienia polegają.
       Prezentacje z tej strony ilustrowane są licznymi przykładami zaczerpniętymi z rzeczywistego życia. Wszakże bez przykładów poszczególne punkty tej strony byłyby zbyt generalne i zbyt oderwane od życia. Jako owych przykładów użyłem faktycznych zdarzeń zaczerpniętych z życia publicznego Nowej Zelandii, czyli kraju w którym obecnie mieszkam i który jest równie bliski mojemu sercu jak kraj w jakim się urodziłem. Powodem dla jakiego używam przykłady z tego właśnie kraju, a nie jakiegoś innego, jest że ja mieszkam w Nowej Zelandii i stąd mam okazję obserwować na codzień co w niej się dzieje. Jednak jestem jednocześnie świadomy, że żaden kraj na Ziemi nie jest jeszcze doskonały. Ponadto natura ludzka, niszczące nas siły zła, oraz ogólna sytuacja na Ziemi, wszędzie pozostają niemal takie same. Dlatego praktycznie w każdym kraju dzieje się mniej więcej to samo. Tyle tylko że ja NIE posiadam dostępu do opisów zdarzeń z owych innych krajów, podczas dla naukowej ścisłości zawsze staram się używać rzeczywistych przykładów które faktycznie miały miejsce. Jednak czytelnicy posiadają dostęp do takich opisów zdarzeń zachodzących w ich własnych krajach. Chociaż więc przebieg konkretnych zdarzeń w ich krajach zapewne będzie nieco odmienny od opisywanego tutaj przebiegu zdarzeń w Nowej Zelandii, ciągle generalne trendy i filozofia poza nimi pozostaną takie same. Stąd czytelnicy powinni być w stanie prosto odnieść przykłady wskazane poniżej, do zdarzeń mających miejsce w ich własnym kraju. W ten sposób łatwiej zrozumieją dlaczego opisane tutaj totaliztyczne receptury powinny być jak najszybciej wprowadzone w życie praktycznie w każdym kraju na Ziemi.


#A2. Co ciągle wymaga usprawnienia na naszej planecie:

       Być może, że zapatrzeni w dobra materialne jakie mamy w sklepach, niektórzy z nas nie widzą już niemal niczego co na Ziemi wymagałoby usprawnienia. Jednak w takim przypadku proponowałbym im zadać sobie pytanie - czy naprawdę czują się oni szczęśliwi w otoczeniu wszystkich owych dóbr. Jeśli zaś odpowiedź będzie NIE, wówczas najwyraźniej wiele wokoł nas ciągle wymaga usprawnienia. Szczerze mówiąc, ja osobiście wierzę, że dosłownie wszystko na Ziemi powinno zostać przebudowane i to na zupełnie odmiennych niż teraz fundamentach.


Część B: Co w naszym życiu społecznym jest nie tak, oraz jak możnaby to zacząć usprawniać:

      


#B1. Jaka powinna być generalna zasada usprawniania życia społecznego:

       Cokolwiek usprawniamy w naszym społeczeństwie, zawsze powinno to być zgodne z generalnymi zasadami filozofii totalizmu, opisywanymi na odrębej stronie o totaliźmie.


#B2. Osobista odpowiedzialność za każde działanie i świecka wiedza o Bogu - klucze dla moralnego (bezkrzywdowego) postępowania ludzi:

       Aby upowszechnić moralne postępowanie wśród ludzi, koniecznym jest ustanowić taki klimat legalno-społeczny, w którym za każde działanie ludzkie będzie osobiście odpowiedzielny jakiś indywidualny człowiek, oraz w którym wszyscy ludzie będą świadomi konsekwencji jakie dla ich działań i decyzji wnosi faktyczne istnienie Boga . Wyjaśniając to innymi słowami, aby wszyscy ludzie podejmowali wyłącznie "moralne" działania, spełnione muszą być aż dwa warunki. Pierwszy z tych warunków stwierdza, że każdy mieszkaniec Ziemi musi być świadomy, iż istnienie Boga może być i już zostało formalnie udowodnione przez naukową teorię nazywaną "Konceptem Dipolarnej Grawitacji" (opisaną poniżej w punkcie #F1). Czyli że wszystko co ktokolwiek z nas czyni, ów Bóg obserwuje w milczeniu oraz potem rozlicza z żelazną konsekwencją za pośrednictwem ustanowionych przez siebie "praw moralnych". Żadne niemoralne działanie nikomu nie uchodzi więc na sucho. Tyle tylko, że ponieważ kary są potem na nas nakładane bez uprzedniego zostania nam zaanonsowane w jakiś krzykliwy sposób, my zwykle nie potrafimy już sobie przypomnieć za co je otrzymaliśmy. A Bóg faktycznie wcale nie zna wybaczenia - tak jak dla powodów politycznych religie nam to wmawiają. Drugim warunkiem podejmowania przez ludzi tylko "moralnych" działań jest, że dla każdego działania wyznaczony musi być pojedynczy człowiek który osobiście odpowiada za wyniki tego działania. Zgodnie bowiem z totalizmem za wyniki działań NIE mogą odpowiadać całe komitety czy zespoły. Natura ludzka jest bowiem taka, że tylko po zainwestowaniu odpowiedzialności (a także zasług, dorobku, splendoru, itp.) w pojedynczego człowieka, ów człowiek osobiście dopilnuje aby działanie to było moralne i aby nikogo nie krzywdziło. Chodzi bowiem o to, aby w życiu nie dopuszczać do sytuacji najdosadniej wyrażonych dwoma chińskimi przysłowiami, mianowicie że "jeśli za łódź odpowiedzialnych jest kilku ludzi lub komitet, wtedy z całą pewnością łódź ta będzie przeciekała", oraz że "jeśli koń należy do kilku właścicieli, wtedy na pewno zdechnie on z głodu". Ponadto, tylko w sytuacji kiedy za każde działanie odpowiedzialny jest pojedynczy człowiek który w przypadku działań niemoralnych później łatwo może zostać odnaleziony i ukarany, człowiek ów będzie zainteresowany w osobistym dopilnowaniu aby działanie to było moralne, a stąd aby nie spowodowało jego ukarania kiedy przyjdzie czas na jego rozliczenie lub zwrot. Podsumowując więc ten drugi totaliztyczny warunek upowszechnienia na Ziemi wyłącznie postępowania moralnego, to nakazuje on aby za wyniki wszelkich działań odpowiedzialni byli pojedynczy ludzie. Komitety oraz zbiorowe decyzje muszą być ograniczone wyłącznie do sytuacji kiedy znaczenie ma mądrość zbiorowa, a więc np. do demokratycznego wyboru przywódców i ludzi którym powierza się odpowiedzialność, do wypracowywania generalnych kierunków i strategii, do sumarycznej oceny wyników, itp. Zgodnie jednak z totalizmem, faktyczne działania musimy nauczyć się organizować w dokładnie taki sam sposób jak je organizuje wojsko czy harcerze. Znaczy samym działaniem oraz ludźmi którzy je realizują muszą kierować indywidualni przywódcy którzy wezmą na siebie odpowiedzialność za wyniki tych działań (a także których indywidualną zasługą będzie każdy sukces owego działania). Z kolei poszczególne składowe owych działań również muszą być przydzielane indywidualnym pod-przywódcom, którzy ponownie przyjmują odpowiedzialność za ich wyniki. Itd., itp.
       Działanie większości dzisiejszych społeczeństw zostało przez jakąś "szatańską siłę" tak złośliwie zaprojektowane, że we wszystkim co czynimy celowo pomijamy następstwa owych dwóch kluczowych czynników, tj. owej świeckiej wiedzy na temat działania Boga, oraz naszej osobistej odpowiedzialności za wszystko co tylko czynimy. Stąd wszystko co obecnie ludzie czynią zwykle dokonywane jest już zupełnie bez uwzględnienia faktu, że ów zapomniany przez nas Bóg ciagle w milczeniu obserwuje dokładnie co jest czynione oraz potem wszystko to pedantycznie rozlicza beż żadnego miłosierdzia czy przebaczania. Jeśli zaś ktoś uwzględnia już Boga, wtedy zwykle dokonuje swoich działań dla całkowicie politycznego jego zrozumienia, w którym nie liczy się z tym jakie zasady i prawa opisują faktyczne działanie tego Boga, a jedynie zważa aby ludzie realizowali polityczne ambicje danej religii. (Owe zaś polityczne ambicje danej religii wymyślają własne prawa i wymagania, które z tym co naprawdę Bóg ustanowił nie mają niemal nic wspólnego.) W podobny sposób dla każdego ludzkiego działania rozmywana obecnie jest osobista odpowiedzialność indywidualnych ludzi za wyniki tego działania. Wszakże obecnie większość decyzji podejmowanych jest przez komitety oraz zgromadzenia, w których odpowiedzialność za ich wyniki nie spoczywa na nikim konkretnym. Z kolei większość działań realizowana jest obecnie przez zespoły wykonawcze i instytucje, w których również odpowiedzialność za wyniki ulega rozmyciu na cały szereg ludzi. W rezultacie tego, zdecydowana większość decyzji i działań jakie w dzisiejszych czasach ludzie podejmują nawet nie stara się być "moralna" w oczach filozofii totalizmu. Z totaliztycznej zaś definicji "niemoralnych" decyzji lub działań wynika, że każda taka decyzja lub działanie którym nikt celowo nie nadał moralnego charakteru musi zaboleć i zaszkodzić jakimś ludziom. Wszakże w totaliźmie "niemoralne" jest to wszystko co jest dla kogoś szkodliwe bowiem odbiera temu komuś jego energię moralną. (Dlatego totalizm przykłada tak dużą uwagę do nauczania metod za pośrednitwem których każde niemoralne działanie jakie krzywdzi ludzi może być łatwo przetransformowane w odpowiadające mu działanie moralne jakie już nikogo nie krzywdzi.)
       Powyższe warto uzupełnić informacją, że Bóg wyłaniający się ze świeckich badań totalizmu jest całkowicie odmienną istotą nadrzędną, od boga którego opisują poszczególne religie. Dlatego faktycznie totalizm nazywa Boga z użyciem innego terminu, mianowicie "wszechświatowy intelekt (UI)". Totaliztyczny Bóg wcale nie jest owym dobrotliwym i nieco już zesklerowaciałym starcem który zapomina lub wybacza ludzkie winy, oraz upiera się aby ludzie nie używali środków koncepcyjnych ani witreo-fertylizacji. Totaliztyczny Bóg nie uznaje przebaczenia, ale też i nie ignoruje on zasług, chociaż swoje kary i nagrody rozdziela on z kilkuletnim opóźnieniem czasowym. W końcu każdemu jednak oddaje dokładnie to na co sobie zasłużył, zgodnie ze staropolskim przysłowiem "Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy". Jest on bardziej podobny do kierowanego miłością komputera jaki dla dobra tych którymi się opiekuje z żelazną konsekwencją egzekwuje realizowanie ustanowionych przez siebie praw od każdego tak samo. Tyle że czas i sposób dania każdemu nagrody lub kary na jaką ktoś sobie zasłużył, dokonuje on w sposób jaki gwarantuje największe z możliwych korzyści zarówno dla otrzymującego, jak i dla wszystkich innych ludzi którzy będą świadomi danego losu. Totaliztyczny Bóg wcale też nie domaga się od nas poświęcania życia na nieustanne oddawanie mu pokłonów, na modlitwy, ani aby go czcić jedynie w określonych miejscach i na określone sposoby. Wysyła on nas na Ziemię do pracy i doskonalenia się, czyli aby każdy z nas świecko zrealizował tu misję dla jakiej urzeczywistnienia został przysłany, a przy okazji aby nauczył się tak wiele jak tylko zdoła. Jedyne czego ów Bóg wymaga od nas naprawdę nieustępliwie, to abyśmy w świecki sposób wypełniali pedantycznie wszystkie ustanowione przez niego "prawa moralne". Nie tylko też że nie powstrzymuje on postępu, ale wręcz domaga się abyśmy świecko i naukowo badali jego prawa, dowodzili jego istnienia, oraz empirycznie sprawdzali jego intencje, zachowania i decyzje. Nie jest więc on ani "Bogiem zadrosnym" ani nie osłania on siebie tajemnicą - tak jak to czynią bogowie poszczególnych religii. Jednocześnie jednak wszystko czyni on w sposób ogromnie dyskretny i dwuznaczny, bez nachalnego przypominania swojej obecności ani narzucania ludziom swojej woli, dając w ten sposób wszystkim szansę na posiadanie własnych poglądów oraz własnej tzw. "wolnej woli". Więcej na temat owego wszechświatowego intelektu (UI) opisane jest na stronie internetowej Bóg, a także w podrozdziałach I3 do I3.6 z tomu 5 monografii [1/4].


#B3. Eliminowanie sekretów i tajemnic - warunkiem poskramiania zła i przestępczości:

       Nie można nawet sobie wyobrazić ile zła naszej cywilizacji uczyniło wprowadzenie w życie ustaw o tzw. prywatności informacji. Wszakże stare polskie przysłowie od dawna nas już o tym ostrzega że "łapać najłatwiej właśnie w mętnej wodzie". Zgodnie więc z tymi ustawami o prywatności informacji, każdy przestępca, psychopata, gwałciciel, nałogowiec, roznosiciel śmiercionośnych chorób, itp., jest chroniony przez system legalny i przez obecne prawa ludzkie. Innym, porządnym i prawo respektującym obywatelom odmawia się pozwolenia aby legalnie i oficjalnie mogli poznać przeszłość tych "czarnych owiec" którzy potencjalnie im zagrażają. W ten sposób wszystkie prawa są na służbie złoczyńców, kosztem porządnych ludzi oraz niewinnych przyszłych ofiar owych złoczyńców. Dlatego kolejnym zaleceniem totalizmu jest że prawa o prywatności informacji muszą zostać albo całkowicie obalone albo chociaż tak zreformowane, aby każdy obywatel naszej planety miał prawo do poznawania, powtarzania, upowszechniania, publikowania, itp., każdej informacji publicznej będącej prawdą na temat każdego innego obywatela Ziemi. Tylko w ten sposób ludzie będą mogli się dowiedzieć jaki rodzaj niebezpieczeństw grozi im ze strony poszczególnych innych ludzi z jakimi przychodzi im obcować.
       Podstawowy problem z dotychczasowym prawem prywatności informacji jest, że informację publiczną sprytnie przedefiniowuje ono w informację prywatną. Tymczasem jeśli się dobrze zastanowić, istnieje wyraźna różnica pomiędzy "informacją prywatną" oraz "informacją publiczną". Wszakże informacja publiczna jest to wszelka ta, która dotyczy i dotyka kogokolwiek innego poza daną osobą. Dlatego wszelkie nasze dane personalne (np. nazwisko, data urodzenia, dane naszych rodziców, nasz wygląd, odciski palców, itp.), a także oceny jakie otrzymaliśmy w szkole, zarobki, nieruchomości jakie posiadamy, problemy jakie mieliśmy z prawem, itp., wszystko to faktycznie jest publiczną informacją (a nie prywatną, tak jak sprytnie owa ustawa o prywatności informacji stara nam się wmówić). Natomiast "informacja prywatna" jest to taka która dotyczy lub dotyka tylko daną osobę. Przykładowo, jeśli umyjemy sobie zęby w zaciszu swojego domu, tak że w żaden sposób nie dotknie to i nie dotyczy żadnego innego mieszkańca Ziemi, wóczas wszystko na temat tego umycia jest naszą informacją prywatną. Mamy więc prawo aby nigdy na ten temat nie ujawniać nikomu obcemu, chyba że my sami zdecydujemy się inaczej. Jednak jeśli te same zęby umyjemy już w miejscu publicznym, albo jeśli powiemy cokolwiek komuś innemu, albo otrzymamy ocenę od swojego nauczyciela, albo popełnimy jakieś przestępstwo, wówczas cała wiedza na te tematy staje się już informacją publiczną i każdy powinien mieć prawo aby ją poznawać, powtarzać, upowszechniać, publikować, oraz czynić z nią co tylko zechce. Nie jest moralnym ustanawianie praw które przedefiniowują informację publiczną na informację prywatną, a potem zabraniają jej upowszechniania. Do jakich bowiem absurdów takie zamienianie informacji publicznej w informację prywatną prowadzi, opisałem to w przykładzie ze strony internetowej o nazwie podmieńcy. Ponieważ wskazany tam przykład faktycznie jest już szczytem legalnego absurdu, powtórzę tutaj opis tamtego przypadku. We wtorek, dnia 13 września 2005 roku, o godzinie 22:40, wiadomości z kanału 3 telewizji Nowej Zelandii raportowały o obywatelu nowozelandzkim który z powodu skrzyżowania się jego linii telefonicznej z jakąś inną linią, przypadkowo usłyszał jak złoczyńcy planowali popełnienie poważnego przestępstwa. Jako szanujący prawo obywatel zaraportował więc owo podsłuchane przestępstwo policji. Jak został z tego powodu nagrodzony za owo zapobiegnięcie przestępstwu? Ano nowozelandzka policja oskarżyła właśnie jego o popełnienie przestępstwa, bowiem w udokumentowany sposób złamał on "Privacy Act" (tj. prawo o prywatności informacji) poprzez oficjalne powtórzenie rzekomo "prywatnej" informacji którą niechcący podsłuchał. (Niestety, nic mi nie obiło się o uszy, że policja uczyniła cokolwiek aby złapać owych złoczyńców i aby wnieść też oskarżenie przeciwko nim.) Wiadomość o przebiegu i wynikach procesu sądzenia albo tego samogo obywatela, lub kogoś o bardzo podobnym oskarżeniu (John'a Creally) nadawana była również o godzinie 22:45 w piątek dnia 3 lutego 2006 roku, w widomościach nocnych programu 1 telewizji nowozelandzkiej (w wyniku tego procesu, "winny" zaraportowania podsłuchanej rozmowy przestępców został jednak "uniewinniony" przez sąd). Aby wszystko to było jeszcze bardziej absurdalne, w czwartek dnia 24 listopada 2005 roku o godzinie 18:30, w wiadomościach wieczornych kanału 1 telewizji nowozelandzkiej nadany został triumfalny raport policji o fakcie, że dzięki ukrytemu mikrofonowi umieszczonemu w celi więziennej udało im się nagrać na taśmie przyznanie się 3 przestępców do popełnienia przestępstwa, oraz następnie skazać owych przestępców na podstawie owego przyznania się. W dniu 16 grudnia 2005 roku, w godzinach od 18:00 do 19:10 powrócono do sprawy tego podsłuchanego przez policję zeznania w dzienniku telewizyjnym oraz w nastepującym po dzienniku programie "Close Up" na kanale 1 TVNZ. Odgrywano wówczas nawet w telewizji fragmenty nagrania rozmowy owych przestępców podsłuchane w ich celi. Problem jednak jaki tu się wyłania, to co wówczas stało się z owym prawem prywatności (tj. "Privacy Act")? Czy przypadkowe podsłuchanie prywatnej rozmowy o przestępstwie dokonywanej przez telefon łamie owo prawo, zaś celowe podsłuchanie prywatnej rozmowy w celi więziennej wcale go nie łamie. A może w świetle owego prawa prywatności wszyscy są równi - poza policją która może je łamać bez żadnych następstw legalnych? Moje dotychczasowe doświadczenie w sprawach moralności mi podpowiada, że jeśli wokół jakiegoś prawa narastają tego rodzaju paradoksy i absurdy, wówczas jest to oznaką że prawo to "niemoralność stara się promować jako legalność". To zaś oznacza, że prawo to jest sprzeczne z prawami moralnymi i z przebiegiem pola moralnego - czyli z intencją Boga. Jako zaś takie powinno ono natychmiast zostać unieważnione.
       Muszę się tu przyznać, że czytając gazety czasami doznaję szoku na widok owej ogromnej liczby przestępstw, nieszczęść, krzywd, oszustw, oraz złamań czyjegoś życia, których możnaby łatwo uniknąć gdyby ludzie mieli prawo poznać publiczną prawdę na temat innych ludzi jacy ich otaczają. Przykładowo, były gwałciciel gwałci gdzieś ponownie uczennice szkoły która go zatrudniła, tylko ponieważ nikt nie miał prawa poznać jego zboczonej historii. Albo gwałciciel dzieci wynajmuje sobie mieszkanie naprzeciwko szkoły aby móc łatwiej wybrać przyszłe ofiary. Albo ktoś pada ofiarą przestępstwa bo urzędy zataiły przestępczą historię jakiegoś kryminalisty - tak jak to opisano w artykule "Secrecy upsets victim of abuse", który ukazał się w nowolelandzkiej gazecie "The Dominion Post", wydanie ze Środy (Wednesday), December 28, 2005, strona A2. W imię czegoż u licha ludzie tolerują tak pomylone prawo, które wszystkie przywileje nadaje przestępcom, jednak żadnych przywilejów nie przyznaje porządnym ludziom ani ofiarom owych przestępców. Prawo do poznania publicznej prawdy jest jednym z najbardziej fundamentalnych praw ludzkich i nie powinniśmy tolerować sytuacji kiedy je brutalnie odebrano całej rzeszy porządnych ludzi tylko po to aby podmilić się kilku przestępcom i zboczeńcom. Osobiście gwarantuję tutaj każdemu, że jeśli totalizm stanie się kiedyś siłą polityczną preferowaną przez naród, wówczas nie będzie tolerował żadnych sekretów ani tajnych akt personalnych. Pod totalizmem każdy będzie mógł poznać każdą PUBLICZNĄ prawdę na temat każdego współobywatela, lub na temat każdego przedsiębiorstwa, poprzez zwykłe wejście na internetową stronę z rządowymi aktami danej osoby czy danego przedsiębiorstwa. Jeśli zaś dana osoba (czy przedsiębiorstwo) coś przeskrobie lub zadziała niemoralnie i zostanie za to oficjalnie ukarana, w owych rządowych aktach publicznych będzie to wyraźnie napisane, tak że każdy inny współobywatel (czy przedsiębiorstwo) będzie mógł sobie to podczytać oraz podejmować swe dalsze decyzje z pełną wiedzą z kim ma do czynienia.
       Jednym z problemów dzisiejszej sytuacji na świecie jest, że w podobny sposób jak owo prawo o prywatności informacji, obecnie coraz częściej nadużywane i wypaczane są najróżniejsze inne prawa. Najlepszym ich przykładem jest prawo copyright. Początkowo prawo copyright zostało wymyślone i wprowadzone w życie wyłącznie aby zabezpieczać finansowe interesy właścicieli danych dóbr intelektualnych. Jednak ostatnio przestało ono już służyć temu celowi. Stało się bowiem głównie narzędziem utajniania i zamykania dostępu do informacji która dla kogoś jest niewygodna. Ono również wymaga więc totaliztycznego udoskonalenia. Dlatego totalizm zaleca, że udoskonalone powinno również być prawo copyright, tak aby jego moc ograniczona została wyłącznie do sytuacji gdy ktoś czerpie zyski z danego intelektualnego dobra. Jeśli zaś ktoś używa danego dobra w jakimkolwiek innym celu niż generowanie zysku, a więc przykładowo dla zdemaskowania czyjejś niemoralnej działalności, dla dostarczenia jakiegokolwiek materiału dowodowego, dla badań, analiz, edukacji, popularyzacji, szerzenia wiedzy i świadomości, itp., wówczas prawo copyright musi przestać obowiązywać i w jakikolwiek sposób ograniczać używającego dany dorobek intelektualny.
       Kolejnym przykładem gdzie nakazy utajniania zdecydowanie działają przeciwko interesom ludzkości jako całości jest medycyna. Przykładowo, w Nowej Zelandii prawo wymaga od lekarzy aby przez kilkadziesiąt lat utrzymywali akta każdego ze swoich pacjentów. Jednocześnie jednak te same prawa nakładają tak dużo niepraktycznych wymogów i warunków na ewentualne użycie owych akt dla celów badań, dla oceny leczenia, czy dla celów statystycznych, że staje się fizycznie niemożliwym jakiekolwiek z nich korzystanie. W rezultacie w Nowej Zelandii niemal nie wykonuje się badań medycznych korzystających z akt pacjentów, bowiem nikt nie ma energii ani zasobów aby przełamać nakazy sekretności jakie na akta te są nakładane. Jeśli zaś ktoś zdecyduje się spróbować takich badań, zwykle właśnie z powodów owej sekretności zmuszony jest je ograniczyć tylko do jednego szpitala czy tylko do jednej kliniki. A pomyśleć, że w życiu jakoby powinna być stosowana zasada, że "dobro ogółu przeważa nad dobrem jednostki". Wszakże legalny wymóg utajniania akt medycznych nawet przed badaczami jest jawnym złamaniem tej zasady.
       Dzisiejsze sądy także nadgorliwie używają swojej mocy aby utajniać sprawy o jakich ich zdaniem społeczeństwo nie powinno się dowiedzieć. Przykładowo, coraz częściej zakazują one publikowania nazwisk oskarżanych - szczególnie jeśli ci oskarżeni są sławni (chociaż przed prawem jakoby "wszyscy nają być równi"). Sądy nie pozwalają także aby istotne informacje na temat popełnianych przestępstw zostawały podawane do publicznej wiadomości. Większość sądów nie wpuszcza też ani dziennikarzy, ani fotografów na sale sądowe - co jest jednym ze skuteczniejszych sposobów utajniania i blokowania upowszechnienia się prawdy.
       Warto tutaj też przypomnieć, że niezależnie od praw promujących sekretność, ludzkość od najdawniejszych czasów toleruje także najróżniejsze tzw. "sekretne stowarzyszenia". Ich najlepszym przykładem są masoni. Główna idea tych stowarzyszeń posiada taką wymowę jakby stwierdzała coś w rodzaju: "Członkowie naszego sekretnego stowarzyszenia są lepsi od reszty ludzkości. Dlatego główną uwagę, poparcie i pomoc koncentruj na członkach naszego sekretnego stowarzyszenia. Ich interes miej też głównie na uwadze." Nie powinno więc nikogo dziwić, że to właśnie owe sekretne stowarzyszenia obciążane są za wiele krzywd i niesprawiedliwości popełnianych na naszej planecie. Wszakże jeśli dobrze się zastanowić, główna idea tych sekretnych stowarzyszeń jest bardzo podobna jak ideologia rasizmu. Rasizm jest uprzedzony do ludzi odmiennych ras, natomiast sekretne stowarzyszenia posiadają wbudowane w siebie uprzedzenia w stosunku do wszystkich innych ludzi - poza ich członkami. Zdaniem totalizmu sekretne stowarzyszenia faktycznie nie powinny mieć prawa istnieć na Ziemi. Od dawna też powinny one być zadeklarowane jako organizacje działające na szkodę ludzkości i zwalczane. Co mnie najbardziej dziwi i brzmi dla mnie niemal jak sarkastyczny dowcip, to że praktycznie jedynym politykiem który efektywnie zwalczał owe sekretne stowarzyszenia był Hitler. Reszta polityków celowo ignoruje ten problem. Czyli milcząco aprobuje ona istnienie sekretnych stowarzyszeń oraz aprobuje pogłębiania przez te stowarzyszenia sekretności w stosunkach pomiędzy ludźmi.
* * *
       Sprawa sekretności jest jasna i prosta jak sprawa moralności. Wszyscy ci co upowszechniają moralność, dobro, prawdę, postęp, itp., nie mają nic do ukrycia. Nie tylko więc że nie potrzebują utrzymywać sekretów, ale wręcz sekretność jest ich wrogiem, oraz wrogiem dobra które oni czynią. Jednak wszyscy ci co postępują niemoralnie, krzywdząco, co kłamią, co przeszkadzają innym, itp., mają wiele do ukrycia przed bliźnimi. Stąd sekrety i trzymanie spraw w tajemnicy są im potrzebne do owych mrocznych poczynań. Dlatego właśnie wszelka sekretność jest cechą identyfikującą zło, szkodliwość i niecne zamiary. Dlatego też wszystko co np. UFOnauci czynią na Ziemi, zawsze posiada nałożone na siebie liczne sekrety. Dzięki sekretom, oraz prawom i politykom którzy je promują, świat wokół nas zaczyna się stawać coraz mroczniejszy i coraz bardziej niemoralny. Korzystają na tym tylko najróżniejsze męty społeczne, zaś tracą porządni ludzie. Jak widać, szatańska siła w której mocy Ziemia aktualnie się znajduje, właśnie za pomocą owej sekretności coraz bezczelniej promuje niemoralność i bezprawie, zaś coraz zacieklej prześladuje moralność, porządek i sprawiedliwość.


#B4. Każdy rodzi się do równych praw, jednak nie każdy swoim życiem zasługuje aby umierać z równymi prawami:

       Dotychczasowy system legalny na Ziemi jest tak jakoś fikuśnie wymyślony, że każdemu człowiekowi cały czas przysługują wszelkie "prawa człowieka i obywatela". Znaczy, system ten działa zgodnie z zasadą , że "sprawiedliwie znaczy każdemu dokładnie tak samo". W rezultacie przykładowo morderca, włamywacz, czy gwałciciel posiada wszystkie te same prawa i przywileje co porządny obywatel, chociaż swoim postępowaniem już na prawa owe nie zasługuje. W Nowej Zelandii w latach 2004 i 2005 relatywnie często gazety opisywały najróżniejsze przypadki, kiedy złoczyńcy we więzieniach otrzymywali ogromne odszkodowania od państwa, bowiem ktoś w czymś się przejęzyczył, czy krzywo na nich popatrzył. Jednocześnie zaś ofiarom owych złoczyńców odmawiało się nie tylko odszkodowań, ale nawet pomocy w ukojeniu ich nerwów i żałoby. (Czyli w praktyce prawo dawało więcej przywilejów złoczyńcom niż porządnym ludziom.) Przykład takiej właśnie sytuacji, kiedy mordercy oraz złoczyńcom przyznano dokładnie takie same prawa jakie przysługują porządnym ludziom, opisane zostały w następujących dwóch artykułach z nowozelandzkich gazet, mianowicie "Killer wins more compo - millions could be paid to inmates after court ruling" (tj. "Morderca wygrywa kompensatę - miliony mogą być wypłacone więźniom po wyroku sądowym"), który ukazał się w gazecie "The Dominion Post", wydanie z piątku, December 9, 2005, strona A1, oraz artykule "Inmates in line for millions after Appeal Court decision" (tj. "Więźniowie w kolejce po miliony po decyzji sądu odwoławczego"), który ukazał się w gazecie "The New Zealand Herald", wydanie z piątku, December 9, 2005, strona A3. W artykułach tych opisano sytuację, kiedy to morderca po przeniesieniu w więzieniu do odosobnionej celi zaskarżył więzienie o naruszenie jego praw człowieka i obywatela, zaś nowozelandzki sąd przyznał mu z tego tytułu 65000 dolarów odszkodowania. Zaraz też po tym jak on wygrał owo odszkodowanie, około 200 dalszych więźniów ustawiło się w kolejce po wysunięcie podobnych roszczeń do odszkodowania (gazety oszacowały, że odszkodowania dla nich wszystkich będą kosztowały nowozelandzkich płatników podatkowych około 4.5 miliona dolarów). Dlatego totalizm zaleca, że prawa złoczyńców nie mogą być takie same jak prawa porządnych ludzi, zaś w żadnym wypadku prawa złoczyńców w praktyce nie mogą dominować ponad prawami ich ofiar. Tj. totalizm rekomenduje przyjęcie zasady moralnej, że "sprawiedliwie oznacza każdemu odpowiednio dla jej lub jego poprzedniego postępowania".
       Jak więc totalizm proponuje urzeczywistnić wdrożenie owej zasady "każdemu to na co faktycznie sobie zasłużył swoim poprzednim postępowaniem" do codziennego życia. Ano, zgodnie z totalizmem "prawa człowieka i obywatela" trzeba traktować nie jako jedną wiązkę, a porozdzielać je na cały szereg składowych praw. Przykładami takich składowych praw mogłyby być: (1) prawo do swobodnego poruszania się o każdej porze dnia i nocy; (2) prawo do zamieszkania w każdym miejscu w jakim ktoś zechce i na jakie go stać finasowo; (3) prawo do traktowania z godnością, szacunkiem i respektem (tj. że posiadaczowi takiego prawa nie wolno naubliżać bez poniesienia konsekwencji); (4) prawo do fizycznej nietykalności (tj. że nosiciela tego prawa nie wolno obić bez zostania ukaranym); (5) prawo do prowadzenia wehikułów na drogach publicznych po osiągnięciu wymaganego wieku, np. 18 lat; itp., itd. Jeśli jednak jakiś człowiek złamie lub nadużyje któreś z posiadanych praw cząstkowych, wówczas owo prawo by mu się odbierało na określony okres, lub na całą resztę jego życia. Przykładowo, przestępca przyłapany na włamywaniu się nocami do cudzych mieszkań traciłby m.in. prawo (1) do swobodnego poruszania się o każdej porze dnia i nocy. Nocami musiałby więc przesiadywać w domu, zaś złapany poza domem zostawałby natychmiast odpowiednio karany bez dodatkowych sądów. Z kolei gwałciciel który zgwałcił jakieś dzieci szkolne traciłby m.in. (2) prawo do zamieszkania czy przebywania w pobliżu szkół. Jeśli zaś byłby tam przyłapany, zostawałby natychmiast karany bez dalszych sądów. Z kolei ktoś kto nawymyślał publicznie innym, traciłby m.in. prawo (3) do traktowania z godnością, respektem i szacunkiem. Itd., itp. W ten sposób, na przekór że wszyscy rodzimy się równymi i obdarzeni wszelkimi prawami, nie wszyscy umieralibyśmy równi i obdarzeni takimi samymi prawami jak przy swoim urodzeniu. Jakie zaś prawa komuś przysługują na danym etapie życia zależałoby od tego jak moralnie i poprawnie ktoś prowadzi swoje życie.
       Co ciekawsze, taki system praw cząstkowych eliminuje potrzebę na mnożenie niezliczonych instytucji które trzymają oko na poszczególne prawa, które szkolą, wymagają, narzucają, oraz w najróżniejszy sposób utrudniają nasze życie, oraz które niepotrzebnie konsumują nasze podatki. Wszakże zamiast na rozbudowę i podtrzymywanie owych zbędnych instytucji, nasze podatki mogłyby zostać przeznaczone na bardziej moralne cele. Przykładowo, zamiast obowiązku przechodzenia kursów i zdawania egzaminów na "prawo jazdy", każdy miałby prawo prowadzenia wehikułu automatycznie po osiągnięciu określonego wieku właśnie w ramach owej puli "praw człowieka i obywatela". Prawa tego też nikomu by się NIE odbierało automatycznie tylko dlatego że przekroczył wiek 65 lat, lub że nie opłacił na czas jakichś składek czy podatku. Jedynym powodem aby komuś odebrać owo prawo byłoby gdyby przez własną nieostrożność czy nieuctwo ktoś ten spowodował jakiś wypadek podczas prowadzenia wehikułu. Tylko wtedy prawo to by mu się odbierało na czas zależny od wagi owego wypadku. Gdyby zaś przyłapało się go na prowadzeniu wehikułu po czasowym odebraniu mu tego prawa, wówczas prawo to by utracił na całą resztę życia. Itd., itp.


#B5. Zamieniajmy zakazy na osobistą odpowiedzialność za skutki swoich działań - czyli NIE karajmy wszystkich za występki kilku:

       Nasza cywilizacja jest pełna zakazów. Przykładowo, nie wolno nam jechać samochodem bez uprzedniego zapięcia pasów. Na otwartej drodze nie wolno rozwijać szybkości większej niż 100 km/g. Nie wolno nam zapalić ogniska tam gdzie zechcielibyśmy. Nie wolno strzelać fajerwerków podczas naszych celebracji. Nie wolno nam posiadać (ani używać) całej masy najróżniejszych substancji. Nie wolno nam zakupić określonych lekarstw bez uzyskania recepty od lekarza. Nie wolno sprzedawać alkoholu po godzinie 11 w nocy ani w niedzielę lub święta. Nie wolno otwierać sklepów w czasach i dniach które odpowiadają właścicielom tych sklepów a muszą one być otwarte w czasach i dniach które zdefiniował rząd. Jeśli nie posiadamy specjalnych uprawnień nie wolno nam naprawiać samemu posiadanych przez siebie urządzeń elektrycznych, bez względu na to jak staranne wykształcenie byśmy nie otrzymali. Itp., itd. Wynik coraz większej liczby owych zakazów jest taki, że nasze życie staje się coraz trudniejsze. Wszakże pomimo nieustannego wprowadzania coraz większej liczby owych zakazów, nasze dzisiejsze życie wcale nie jest ani lepsze, ani bezpieczniejsze, niż było np. 50 lat temu kiedy ludzie nie znali nawet cząstki tych zakazów. Żyjemy więc jakby w coraz ciaśniejszym więzieniu. Praktycznie obecny system jest taki, że wszyscy obywatele są karani za występki lub brak odpowiedzialności kilku nielicznych "czarnych owiec". Wszakże jeśli jeden członek społeczeństwa uczyni coś niewłaściwego, natychmiast całe społeczeństwo jest karane kolejnym zakazem jaki władze i rząd nakładają na wszystkich ludzi. Przykładowo, jeśli jakiś obywatel złapany jest na produkowaniu określonego narkotyku z jakiegoś powszechnie dostępnego lekarstwa, natychmiast owo lekarstwo albo całkowicie wycofywane jest ze sprzedaży, albo też może być kupione jedynie z wielkimi kłopotami i to tylko jeśli ktoś odwiedzi lekarza, słono zapłaci za wizytę i uzyska na nie receptę. W ten sposób za przestępstwo kilku zgniłych jednostek które nadużyły sytuacji i wyprodukowały narkotyki z owego lekarstwa, praktycznie karani są wszyscy obywatele danego państwa, a czasami całej planety. Albo jeśli ktoś nieodpowiedzialny tak wystrzeli fajerwerek, że ten spali czyjś dom, natychmiast całe społeczeństwo obłożone jest zakazem posiadania i strzelania fajerwerków. Itd., itp.
       Najlepszym przykładem zaczerpnietym z rzeczywistego życia, kiedy za występki kilku karze się wszystkich, jest histeria jaka w Nowej Zelandii jest rozpętana w sprawie kontaktów mężczyzn z dziećmi których owi mężczyźni nie znają. W Nowej Zelandii - podobnie jak zapewne i w każdym innym kraju naszego niemoralnego świata, żyje obecnie dosyć sporo zboczonych mężczyzn, którzy seksualnie wykorzystują dzieci (tj. tzw. "paedophiles"). Niestety, ostre przestrzeganie przez władze tego kraju "ustawy o prywatności informacji" (tj. tzw. "Privacy Act"), opisywanej w punkcie #B3 powyżej, nie pozwala poinformować społeczeństwa, którzy dokładnie mężczyźni to są. W niemal wszystkich więc sytuacjach życiowych zakłada się tam, że każdy mężczyzna jest zboczeńcem. Dlatego w Nowej Zelandii można napytać sobie poważnych kłopotów, jeśli np. na ulicy otworzy się usta do nieznanego sobie dziecka. Publiczne dotknięcie zaś ręką dziecka którego ktoś nie jest ojcem, tak jak było to niewinną normalką jedynie jakieś 50 lat temu, jest tam niemal nie do pomyślenia. W dniu 29 listopada 2005 roku, we wszystkich nowozelandzkich dziennikach telewizyjnych dyskutowany był żywo ("za" i "przeciw") przypadek pasażera samolotu "Qantas", któremu stewardessy nakazały zamienienie się miejscem z jakąś kobietą, ponieważ przypadkowo jego miejsce znajdowało się tuż przy miejscu nieznego mu dziecka podróżującego bez rodziców. Chłop najadł się wstydu, bowiem inni pasażerowie samolotu sądzili że został on "przeprowadzony" ponieważ jest on oskarżony o seksualne zboczenie. Jak potem się okazało, obie główne linie lotnicze operujące w Nowej Zelandii, tj. "Qantas", oraz "Air New Zealand", mają wewnętrzne przepisy, że mężczyzna nie może siedzieć obok dziecka które podróżuje bez rodziców. Na drugi dzień niemal wszystkie gazety nowozelandzkie rozpoczęły rozważać wszelkie "za" i "przeciw" zakazowi sadowienia mężczyzn koło nieznanych im dzieci. Przykładowo, tylko w gazecie "The New Zealand Herald", wydanie z środy, 30 listopada 2005 roku, ukazały się aż dwa artykuły na ten temat, mianowicie "Airlines demonise male passengers" (tj. "Linie lotnicze demonizują męskich pasażerów") ze strony A8, oraz "Airline seating policy may breach Human Rights Act" (tj. "Zasada sadzania linii lotniczej może łamać Prawa Człowieka i Obywatela") ze strony A3. Z kolei gazeta "The Dominion Post", wydanie ze środy, 30 listopada 2005 roku, na stronie A4 opublikowała artykuł "No men near kids policy criticised" (tj. "Krytyka zasady że mężczyznom nie wolno w pobliże dzieci"). Dalsze podobne artykuły na ten sam temat publikowane były codziennie co najmniej aż do około 7 grudnia 2005 roku, kiedy to ja przestałem je czytać i za nimi dalej się rozglądać. Ciekawe jednak, że żaden z owych artykułów, ani żaden z głosów w dyskusji, nie zasugerował nawet, że cały ten problem rozwiązałoby proste wycofanie "ustawy o prywatności informacji" (tj, wycofanie owego nieszczęsnego "Privacy Act" który zainicjował całą tą histerię). Wszakże to właśnie owa ustawa jest źródłem ogromnej ilości zła. To ona złoczyńców podnosi ona do potraktowania jak porządnych ludzi, zaś porządnych ludzi obniża ona do poziomu złoczyńców. Przykładowo, poprzez pozwolenie aby społeczeństwo się dowiedziało którzy dokładnie mężczyźni faktycznie są owymi zboczeńcami dybiącymi na dzieci obcych sobie ludzi, nie będzie już potrzeby aby podejrzewać o zboczenie wszystkich mężczyzn. Niezależnie też jaki będzie wynik tych dyskusji, panująca w Nowej Zelandii histeria na temat obcych mężczyzn otwierających choćby usta do nieznanych sobie dzieci wcale nie ustąpi bez uprzedniego anulowania owego prawa o prywatności informacji. Wszakże bez wycofania owego prawa ludzie jedynie starają się leczyć objawy a nie chorobę. Dla mnie zaś taka sytuacja jest klasycznym przykładem kiedy istniejące prawa ludzkie wymuszają sytuację aby wszyscy byli karani za przestępstwa kilku nielicznych.
       Zgodnie z totalizmem, takie karanie wszystkich za występki kilku NIE jest ani fair ani moral. Jakże bowiem można karać wszystkich ludzi za przestępstwa czy brak odpowiedzialności tylko kilku jednostek. Dlatego totalizm stwierdza, że zamiast zbiorowych zakazów nakładanych na wszystkich ludzi, stosować należy osobistą odpowiedzilność za skutki swego działania. Praktycznie to oznacza, że zgodnie z totalizmem wszystko to co obecnie jest zakazywane wolno byłoby czynić. Tyle tylko, że czyniący ponosiłby osobistą odpowiedzialność za wszelkie skutki, włączając w to utratę kolejnej składowej z jego puli praw człowieka i obywatela. Ludzie nie byliby więc traktowani jak niedorozwinięte dzieci którym nic nie wolno na wypadek że coś zawalą, a jak dojrzali obywatele którzy mają prawo do osądzenia sytuacji i zadecydowania co w niej jest najbardziej odpowiednie. Przykładowo, jeśli ktoś nie chce zapinać pasów bezpieczeństwa w samochodzie, totalizm stwierdza że jest to OK. Nie powinno się go za to karać - wszakże każdy jest niewinny aż udowodni się mu winę. Może więc prowadzić bez pasów. Jeśli jednak spowoduje wypadek i ktoś umrze lub zostanie kaleką właśnie dlatego że pasy były nie zapięte, wówczas kierowca, lub ten kto przyjął odpowiedzialność za dany przejazd, ponosi pełną odpowiedzialność za wszelkie następstwa. Albo jeśli ktoś potrzebuje jakieś lekarstwo, powinno się dać mu prawo aby je nabył. Wszakże może on nie mieć pieniędzy na zapłacenie wizyty u lekarza, albo też wie, że wizyta ta jest niepotrzebna bowiem owo lekarstwo pomogło mu już poprzednio. Jeśli zaś przypadkowo nadużył owej możliwości i np. lekarstwem tym kogoś zamordował lub wyprodukował jakiś narkotyk, wówczas to on sam powinien zostać za to ukarany, a nie całe społeczeństwo. Podobnie z ogniskiem. Jeśli ktoś chce je zapalić - nie powinno się go karać za samo zapalenie. Chyba że jest to jakaś specjalna strefa wolna od ognisk, np. stacja benzynowa, fabryka amunicji, czy las. Jeśli jednak dane ognisko przemieni się w pożar, wówczas niezależnie od tego gdzie było ono umiejscowione, osoba odpowiedzialna za jego zapalenie ponosi całkowitą odpowiedzialność za wszelkie skutki pożaru.


#B6. Bądźmy świadomi stopniowej ewolucji rodziny w kierunku najtrwalszej więzi:

       Jeśli przyglądnąć się jak wyglądała ewolucja rodziny na przekroju wieków, wówczas odnotujemy że jej esencja każdej rodziny zawsze zależała od rodzaju więzi jaka zespalała daną rodzinę w trwała całość. Z kolei owa więż z upływem czasu ewoluowała się od formy najsłabszej, aczkolwiek najłatwiejszej do prymitywnego wyegzekwowania, aż ku więzi najsilniejszej. Dokonajmy więc teraz przeglądu kolejnych więzi przez jakie przechodziła ewolucja rodziny. Oto one:
       (i) Przemoc. Pierwszą więzią która utrzymywała rodziny razem, była przemoc głowy domu (niemal zawsze mężczyzny) nad całą resztą rodziny. Stąd w czasach kiedy o wartości człowieka decydowała jego siła fizyczna i sprawność w posługiwaniu się maczugą, mieczem, czy łukiem, rodziny utrzymywane były razem przez ich głowy za pomocą brutalnej przemocy. W owych czasach żony dawało się też mężom tylko poto aby były one służkami (a nie partnerkami) swoich panów. Z kolei dzieci były pod absolutną kontrolą głowy rodziny - która miała nad nimi prawo życia i śmierci.
       (ii) Ekonomia. W miarę jak sytuacja w świecie się zmieniała, rodzice nie chcieli oddawać już swoich córek aby te żyły w przemocy. Dlatego pomału kobiety wypracowały dla siebie ekonomiczne uzależnienie swoich mężów od własnych dóbr danej kobiety (tj. od jej "posagu"). W ten sposób główna więź która trzymała daną rodzinę razem zmieniła się z przemocy w ekonomię. Rodziny żyły teraz razem, bowiem ich rozpad oznaczałby dla ich członków katastrofę ekonomiczną.
       (iii) Miłość (lub potrzeby seksualne). Czasy jednak nadal się zmieniały. W początkach 20 wieku ludzie zaczęli formować rodziny w których czynnikiem wiążącym była miłość, a ściślej zaspokajanie osobistych potrzeb seksualnych. W tym systemie, jakiego szczątkowe formy obserwujemy do dzisiaj, rodziny są razem ze sobą ponieważ dwie osoby na ich czele (tj. mąż i żona) odczuwają do siebie miłość i zaspokajają nawzajem swoje potrzeby seksualne. Kiedy zaś owa miłość się kończy (a ściślej przerzuca się na inny obiekt), rodziny te się rozpadają.
       (iv) Miłość macierzyńska. Jak się okazuje rodziny ziemskie ewolułują w kierunku gdy czynnikiem jaki je zespala zaczyna stawać się wyłącznie najtrwalszy z istniejących więzów społecznych, czyli "miłość macierzyńska". Znaczy, zamiast jak poprzednio, kiedy razem mieszkali mąż i żona ze swymi dziećmi, w nowej formie rodziny jaka pomału wyłania się z obecnego haosu ludzkiego, razem ze wszystkimi swoimi dziećmi mieszka teraz tylko sama matka. Niemal też każde z tych jej dzieci pochodzi już od innego ojca. Z kolei ojcowie tych dzieci typowo mieszkają ze swoimi matkami (po włosku nazywa ich się "mammoni") jedynie okresowo dostarczając usług reprodukcyjnych takim "solo matkom" jeśli te zechcą mieć kolejne dziecko. Znaczy potrzeby seksualne takiej "solo matki" są zaspokajane przez jej "dochodzących kochanków" z którymi się ona spotyka tylko okresowo na krótkie przedziały czasu (zwykle na okres weekendu), oraz którzy na stałe mieszkają ze swoimi matkami.
* * *

       Jak docelowo wyglądały będą rodziny na Ziemi kiedy ów proces ewolucyjny całkowicie się zakończy, informuje nas o tym doskonały artykuł "Nowy Jork do Seoulu" (w oryginale "New York to Seoul"), który ukazał się na stronie 8 południowo-koreańskiej gazety "The Korea Times", wydanie z wtorku, July 17, 2007. Artykuł ten streszcza film dokumentarny o tytule "Surviving the Century" - który to film powstał na bazie książki "Leaving Mother Lake" pióra Yang Erche Namu (1997). Prezentuje on życie rodzinne 30,000 ludu nazywanego Mosuo, który żyje nad brzegami jeziora "Lake Lugu", zlokalizowanego na tybetańskim płaskowyżu zwanym "Kingdom of Daughters" - około 2500 metrów nad poziomem morza. Lud ów od niepamiętnych czasów żyje w rodzinach których głowami są właśnie matki. Matki te przyjmują swoich partnerów seksualnych jedynie na noc - i to tylko nieoficjalną drogą przez okno, zaś rano ci partnerzy muszą cichcem wracać do domów swoich własnych matek. Wszyscy chłopcy którzy się urodzą danej matce, żyją z tą matką aż do końca życia. Tylko córki opuszczają dom aby założyć swoje własne rodziny poprzez rodzenie dzieci o dokładniej nieznanym ojcowstwie. Jeśli danej kobiecie znudzi się określony nocny wizytor, wówczas zaczyna zapraszać na noc kogoś zupełnie innego. Jeśli zaś mężczyzna nie ma do kogo wyjść na spędzenie nocy, spędza w domu swojej matki zarówno dnie jak i noce. Jeśli uważniej przyglądniemy się w jakim kierunku zdąża rodzina w cywilizacji ludzkiej, wówczas odnotujemy że ów wzorzec z ludu Mosuo jest już niemal w połowie osiągnięty na dzisiejszej Ziemi. Tyle tylko że jak narazie dzisiejsze matki żyjące na stałe ze swoimi dziećmi, narazie wpuszczają swoich kolejnych partnerów nadal drzwiami, a nie cichcem przez okno i to tylko po zapadnięciu zmroku.


Część C: Co jest nie tak w naszym życiu politycznym i jak możemy zacząć to usprawniać:

      


#C1. Zamknijmy dostęp do władzy dla ludzi niemoralnych - czyli dlaczego demokracja i życie polityczne na Ziemi niestety nie należą do najdoskonalszych:

       Na początek, demokracja kieruje się nastrojami społeczeństwa, a nie np. moralnością czy prawami moranymi. Tymczasem np. niemoralne społeczeństwo będzie się domagało niemoralnych posunięć jego rządu. Ponadto politycy mają niemal wpisane w swój zawód kłamanie, oszukiwanie, oraz niedotrzymywanie obietnic. Jako zaś tacy, politycy wcale nie są moralnie najbardziej odpowiedni do rządzenia krajem.


#C2. Uniemożliwmy politykom sprawowanie władzy bez otrzymania imiennego mandatu od narodu:

       Jeśli uważnie się przyglądnąć światowi wokół nas, wóczas się okazuje, że znaczna proporcja zła które nas otacza bierze swój początek od polityków. Szczególnie zaś niszczycielski wpływ na ludzkie życie wywierają ci politycy, którzy dorwali się do władzy bez zostania wybranym przez własny naród, oraz którzy jakby "gwałcą ów naród swomi rządami wbrew jego woli". Dlatego totalizm proponuje drastyczne zmniejszenie liczby polityków rządzących krajem do jedynie ośmiu (tj. jednego prezydenta i siedmiu ministrów), oraz nakazuje aby tak usprawnić dostęp członków owego 8-osobowego rządu do władzy nad ludźmi, aby władzy tej nigdy nie otrzymały osoby które nie zostały imiennie wybrane przez naród jakim rządzą, oraz aby władzy tej nie były one w stanie utrzymać jeśli większość owego narodu już ich nie chce. Jednocześnie wszelkie funkcje rządzenia krajem totalizm proponuje przenieść z dzisiejszych urzędów państwowych, do przyszłych przedsiębiorstw posiadanych przez rząd a opisanych już w poprzednim punkcie tej strony. Takie rządowe przedsiębiorstwa działałyby jak wszelkie inne przedsiębiorstwa produkujące usługi dla ludności, a także regulowane byłyby tymi samymi prawami i przepisami co cała reszta przedsiębiorstw danego kraju. To zaś uwolniłoby kraj od biurokratów, oraz złożyłoby odpowiedzialność za poprawne funkcjonowanie tych usługowych przedsiębiorstw rządowych na ręce ich dyrektorów (dyrektorzy ci odpowiedzialni zaś byliby bezpośrednio przed prezydentem lub przed odpowiednimi ministrami). Na te proste sposoby totalizm dokonałby drastycznego usprawnienia naszego życia publicznego. To zaś podniosłoby jakość potraktowania wszystkich obywateli, umiejscowiłoby dokładnie odpowiedzialność za dane usługi dla ludności, a przez to również poprawiłoby u wszystkich z nas szczęście, zadowolenie z życia, beztroskę, itp.
       Właściwie, jeśli dokładniej przeanalizować sposób dojścia do władzy tych polityków którzy wyrządzili ludzkości wiele zła, wówczas zawsze się okazuje, że wcale nie zostali oni wybrani imiennie przez rządzonych, a przypięli się do władzy w jakiś inny sposób. W wyborach o dużej liczbie wybierających dominować bowiem zaczyna tzw. zbiorowa mądrość narodu. Mądrość ta to jakby zbiorowa intuicja, ESP, czy zbiorowe przeczucie, które zawsze bezbłędnie wskazuje narodowi którzy przywódcy czynili będą dobro, a którzy zło (tj. którzy zgodnie z kryteriami totalizmu postepowali będą "moralnie", a którzy "niemoralnie"). Dlatego należy zawierzyć owej zbiorowej mądrości narodu i dopuszczać na przywódców tylko tych polityków, którzy zostali imiennie wybrani przez rządzony naród. Aby jednak tak zaczęło się dziać, najpierw pod tym właśnie kątem udoskonalić należy systemy wyborcze i zasady sprawowania władzy w poszczególnych krajach.
       Jak też się okazuje, sprytni politycy nawymyślali dotychczas setki najróżniejszych "tricków" aby oszukać ową "zbiorową mądrość narodu", oraz aby uzyskać dostęp do władzy na przekór że naród wcale ich nie chce. Podobną liczbę tricków wymyślili też oni aby utrzymać się przy władzy nawet kiedy większość narodu już wcale ich nie chce. Najlepsze przykłady owych tricków obejmują (1) zasadę stosowaną kiedyś w komunistycznych krajach, że na każdym wykazie kandydatów do wybrania umieszczany był tylko jeden kandydat - jakby więc ludzie nie głosowali kandydat ten zawsze został "wybrany", (2) zmienianie miejsca wystawienia swojej kandydatury (tj. jeśli jakiś polityk odkryje że jest niechciany przez wyborców z okręgu w którym zamieszkuje na stałe, wówczas wystawia swoją kandydaturę w zupełnie innym okręgu w którym mieszkają ludzie jacy wcale nie są jego sąsiadami, nie znają go imiennie, a stąd jeszcze nie poznali ciemnej strony jego charakteru), (3) brak na listach wyborczych pozycji "żaden z powyższych", która by umożliwiła wyborcom wyrażenie braku zaufania dla wszystkich kandydatów poddanych im do wyboru, a stąd zmusiłaby elektorów do zaproponowania następnej listy kandydatów, czy (4) popularną dzisiaj w kilku krajach zasadę wybierania polityków zwaną "Mixed Member Proportional (MMP) system", a używaną obecnie np. w Nowej Zelandii i Niemczech. Przykładowo, zgodnie z ową zasadą MMP, ci politycy których naród nie chce i ich odrzuci, "wybierają się sami" poprzez wstawienie swego nazwiska na specjalną listę z której są potem pobierani do rządów (parlamentów) w przypadku zostania odrzuconymi przez naród. W rezultacie, jeśli przeglądnie się np. wykaz owych 121 posłów do sejmu, którzy w 2005 roku weszli do parlamentu liczącej około 4 milionów ludności Nowej Zelandii, wówczas się okazuje że znacząca ich proporcja faktycznie wcale nie została wybrana przez naród, a jedynie "wybrała się sama" poprzez swoje dobranie się z owej "listy". (Takie wykazy owych 121 posłów do nowozelandzkiego parlamentu, z zaznaczeniem którzy z nich zostali wybrani przez naród, a którzy po prostu sami się wybrali z owej listy, zestawione były w nowozelandzkich gazetach, np. w "The Dominion Post", wydanie z wtorku, November 15, 2005, strona A1, czy w "The New Zealand Herald", wydanie z wtorku, November 15, 2005, strona A7. Szokujące jest tam jak wielu z nowozelandzkich polityków ma przy sobie znaczek "lista". Jeśli zaś potem przyglądnąć się uważniej działalności owych polityków "z listy", wtedy okazuje się że są oni właśnie najbardziej upierdliwi i wyrządzają innym ludziom najwięcej zła.) Odnotuj przy tym że ja używam tutaj przykładu Nowej Zelandii tylko ponieważ mieszkam w owym kraju i stąd mam okazję dokładniej zaobserwować co w niej się dzieje. Jednak jestem gotów się założyć, że w każdym kraju na świecie dzieje się mniej więcej to samo, tyle tylko że owe "tricki" używane przez polityków poszczególnych krajów mogą być nieco odmienne aby tym lepiej dostosować się do miejscowych warunków.
       Według totalizmu narasta coraz silniejsza konieczność stopniowego usprawniania naszych systemów wybierania przywódców i rządów, oraz pozwalania owym przywócom i rządom na utrzymywanie władzy. W owych usprawnionych systemach należy ucznić pewnym, że do władzy nikt się nie dorwie bez uprzedniego zostania demokratycznie i imiennie wybranym przez określoną większość narodu jakim ma potem rządzić. Ponadto konieczne jest wprowadzenie jakiegoś niezależnego urzędu, w poprzednim punkcie nazywanego "elektorami", który to urząd będzie postawiony na straży moralności i konstytucji. Znaczy, członkowie owego urzędu będą czuwali aby poszczególni politycy sprawowali władzę tylko tak długo, jak długo cieszą się oni poparciem rządzonego przez siebie narodu. Ponadto będą oni zarządzali wyborami nowych członków rządu dla następnej kadencji. Kiedy zaś któryś z członków rządu utraci poparcie narodu, ów niezależny urząd elektorów powinien ogłosić ponowne wybory, w których ten niechciany polityk ma wprawdzie prawo aby stanąć ponownie do wyborów, ale tylko obok innych, nowych kandydatów na jego miejsce. Odnotuj, że najlepiej byłoby aby owymi trzema elektorami zostawali trzej ostatni prezydenci kraju którzy ukończyli swoją kadencję. Wszakże mają oni wymagane doświadczenie aby dokładnie pilnować członków rządów które przyjdą po nich, aby ci nie uczynili nic krzywdzącego naród, ani aby nie nadużyli swojej władzy.


#C3. Nie obniżajmy standardów moralnych całego społeczeństwa aby przypodobać się kilku zboczeńcom:

       W wyjaśnieniu "praw moralnych" z punktu #F1 tej strony opisane zostało tzw. "pole moralne" (pole to opisane jest także na odrębnej stronie o prawach moralnych). Pole moralne oddziaływuje na wszelkie czynności intelektualne ludzi. Posiada ono tą cechę, że każde ludzkie działanie może być tak dokonane iż przebiega ono albo pod górę, albo też w dół tego pola. Jeśli działanie to biegnie pod górę pola moralnego, wówczas zgodnie z filozofią totalizmu uznawane jest ono za postępowanie "moralne". Jeśli zaś działanie to stacza się w dół pola moralnego, wówczas totalizm uznaje je za postępowanie "niemoralne". Każde przy tym działanie ludzkie, zależnie od okoliczności i sposobu jego przeprowadzenia może być zarówno postępowaniem moralnym lub postępowaniem niemoralnym. Przykładowo, wymierzenie komuś policzka jest niemoralne jeśli dokonane zostaje z intencją poniżenia, lub moralne jeśli dokonane zostaje z intencją np. przywrócenia świadomości zemdlonemu. Aby umożliwić nieustanną ewolucję i rozwój wszechświata, prawa natury zostały tak ustanowione, że każdy człowiek nieustannie jest kuszony natychmiastowymi przyjemnościami i łatwizną dokonywania działań wyłącznie niemoralnych. Niemniej rozwój moralny i duchowy ludzi domaga się od nich aby pokonywali oni w sobie owe pokusy niemoralnego działania, oraz aby zamiast postępowania niemoralnego starali się wybierać postępowanie wyłącznie moralne.
       Pokusy niemoralnego postępowania kryją się w praktycznie w każdym ludzkim działaniu i zachowaniu. Przykładowo pożycie seksualne może być dokonywane w sposób moralny przysparzający szczęścia jego uczestnikom, lub niemoralny będący źródłem krzywdy lub zboczenia. Lekarstwa mogą być zażywane moralnie do leczenia, lub niemoralnie jako narkotyki. Praca może mieć charakter moralny przysparzając dóbr, lub niemoralny krzywdząc i eksploatując ludzi. Itd., itp. Na przekór jednak że życie nieustannie kusi nas łatwizną i natychmiastowymi korzyściami dokonywania działań niemoralnych, nasz rozwój moralny i duchowy domaga się od nas dokonywania tylko tego co moralne. Podstawowym wymogiem życia ludzi jest więc takie ukształtowanie wszelkich naszych działań, aby działania te zawsze zwalczały pojawiające się pokusy oraz słabości i przyjmowały charakter wyłącznie moralny.
       Problem z dotychczasowym zrozumieniem moralności przez naszą cywilizację jest, że nie wiedząc o istnieniu pola moralnego ludzie nie byli w stanie jednoznacznie definiować które ich postępowania są moralne, a które niemoralne. Dlatego przykładowo niektóre zboczenia seksualne w rodzaju homoseksualizmi i lesbiaństwa przez wielu zaczęły być uważane za "moralne" na przekór że faktycznie to ześlizgują one praktykujących je ludzi w dół pola moralnego. W rezultacie kilka krajów w ostatnich czasach wprowadziło w życie prawo w rodzaju nowozelandzkiego "Civil Union Bill", które sankcjonuje niektóre zboczenia seksualne (np. homoseksualizm i lesbianizm) jako legalnie dozwolone, a czasami nawet przyznaje parom homoseksualistów i lesbijek te same prawa którymi cieszą się małzeństwa heteroseksualne. Tymczasem jeśli przeanalizować te zboczenia (np. homoseksualizm czy lesbianizm) z punktu widzenia ich przemieszczeń w polu moralnym, wówczas okazuje się że są one niemoralne. Wszakże ześlizgują one osoby je praktykujące w dół pola moralnego. Z tego powodu totalizm przyporządkowuje wszystkie zboczenia seksualne (w tym homeseksualizm i lesbianizm) do tej samej kategorii postępowań niemoralnych do jakich należą także wszelkie inne działania przemieszczające ludzi w dół pola moralnego, np. narkomania, alkoholizm, nałogi, obżarstwo, itp. Jednocześnie totalizm nakazuje, że ludzie którzy trapieni są tymi zboczeniami, mają obowiązek zwalczać je w sobie w taki sam sposób jak inni ludzie trapieni nałogami, nadwagą, lenistwem, itp., zwalczają w sobie źródła własnych słabości i kłopotów.
       Fakt definiowania przez totalizm homoseksualizmu i lesbianizmu jako działań niemoralnych wprowadza sobą określone następstwa. Przykładowo, w jego świetle wszelkie prawa legalizujące homoseksualizm i lesbianizm, w rodzaju nowozelandzkiego "Civil Union Bill", dla totalizmu są sprzeczne z treścią praw moralnych i jako takie wymagają energicznego zwalczania i docelowego wycofania. Totalizm uważa owe prawa za niemoralne gesty polityków starających przypodobać się zboczeńcom seksualnym aby zdobyć ich głosy. Niestety, gesty te są społecznie szkodliwe, bowiem obniżają one standardy moralne naszego społeczeństwa. Totalizm będzie usilnie eliminował je z życia. Totalizm zaleca także aby potępiać i występować przeciwko wszelkim formom promowania takich zboczeń, np. jeśli gloryfikowane są one w filmach, sztukach, książkach, czyichś stylach życia, itp. Faktycznie to obowiązkiem każdego totalizty jest bojkotowanie wszelkich imprez, inicjatyw, oraz osób, które promują, gloryfikują, lub traktują jako moralne praktykowanie takich zboczeń, lub które dokładają się do jakiejkolwiek innej formy obniżania standardów moralnych naszej cywilizacji.


Część D: Sprawiedliwość, prawa i prawodawstwo:

      


#D1. Spowodujmy aby sprawiedliwości nie trzeba było sobie kupować i aby stać na nią było nie tylko tych najbogatszych:

       Ciekawe czy czytelnik kiedykolwiek się zastanawiał jak sprawiedliwy jest dzisiejszy tzw. "wymiar sprawiedliwości". Interesujące wyniki badań na ten temat publikowane były w artykule "Cost of justice is too high", (tj. "Koszt sprawiedliwości zbyt wielki"), opublikowanym na stronie A1 nowozelandzkiej gazety "The Dominion Post", wydanie ze środy (Wednesday), January 3, 2007. Artykuł ten stwierdza m.in., cytuję: "Sprawiedliwość jest ochroną bogatych, wierzy wyraźna większość nowozelandczyków. Siedemdziesią procent odpowiadających na ankietę Ministerstwa Sprawiedliwości Nowej Zelandii na temat systemu sądowego, stwierdziło że koszta pójścia do sądu są za wysokie dla większości ludzi." (W oryginale angielskojęzycznym: "Justice is the preserve of the rich, a clear majority of New Zealanders believe. Seventy per cent of respondents to a Justice Ministry survey about the court system, said the cost of going to court was too high for most people.") A musimy pamiętać, że wymiar sprawiedliwości w Nowej Zelandii chlubi się że jest jednym z najlepszych na świecie. Cóż więc o swoich sądach muszą myśleć mieszkańcy innych krajów którzy nie są aż tak fortunni jak Nowozelandczycy? Jeśli zaś sprawiedliwość trzeba sobie kupować i stać na nią jedynie bogatych, to czy naprawdę wolno ją wówczas nazywać "sprawiedliwością". Z drugiej strony, jeśli tzw. "sprawiedliwość" wcale nie jest tym czym się nazywa, to czym wówczas ona faktycznie jest?


#D2. Ułatwmy sobie życie i poprawmy dobrobyt poprzez totaliztyczne zredukowanie ilości przepisów i praw:

       Niezwykłością prawa jest to, że praktycznie nigdy dotąd nie przeszło ono usprawnienia strukturalnego. W rezultacie dzisiejsze prawa są jedynie objętościowo powiększonymi krewniakami praw jakie na Ziemi istniały już tysiące lat temu. Znaczy ich struktura, zasady sformułowania, a także sposoby zaprezentowania, są dokładnie takie same jakimi były już w starożytności. Oczywiście, w międzyczasie niemal wszystkie inne dziedziny ludzkiego życia uległy strukturalnym udoskonaleniom. Prawa zdołały jednak oprzeć się postępowi i pozostały jednym z owych nielicznych tworów ludzkich, które są tak staroświeckie jak to tylko możliwe - znaczy niemal tak stare jak sama ludzkość. Oczywiście, posiada to swoje tragiczne następstwa. Poprzez opieranie się udoskonaleniom, prawa obecnie zaczynają już szerzyć bardziej niesprawiedliwość niż sprawiedliwość. Także ludzie którzy generują i wdrażają te coraz bardziej krzywdzące prawa (tj. prawnicy), stają się coraz bardziej staroświeccy. W wielu też krajach nawet ubierają się oni po staroświecku. Zamkneli się więc w swojej skorupie jak ślimaki i wcale nie są gotowi dołączyć do postępu reszty świata. Tymczasem owe staroświeckie prawa jakie bez przerwy nam mnożą, coraz ciaśniej zaciskają się petlą na naszych szyjach. Oczywiście, prawnikom to wysoce na rękę. Wszakże mogą pobierać coraz większe opłaty za rozdzielanie obietnic iż pomogą nam uratować się przed owym zaduszeniem prawami. Czy jednak zwiększanie ich zarobków jest naprawdę celem dla jakiego prawa zostały stworzone?
       Ci z czytelników którzy poznali trochę zasady programowania komputerów, pamiętają zapewne że istnieją już dwa odmienne podejścia do sporządzania programów. Jedno jest bardzo stare. Ukształtowało się bowiem spontanicznie zaraz po wynalezieniu komputerów. Nazywa się ono podejściem "proceduralnym" (po angielsku "procedural programming - PP"). Polega ono, między innymi, na tym że dla każdego problemu sporządza się nowy program od samego początku. W ten sposób dawniej każdy problem posiadał własny program wykonany zupełnie odrębnie. Z kolei na świecie liczba programistów musiała raptownie rosnąć, aby nadążać za owym nie kończącym się sporządzaniem tysięcy odmiennych programów. Prawnicy na Ziemi działają właśnie zgodnie z owym starym podejściem proceduralnym (PP). Każda odrębna sprawa jak dotychczas regulowana jest przez nich odrębnym prawem. W rezultacie na świecie namnożylo się tyle odmiennych praw, że nikt nad nimi już nie panuje - włączając w to samych owych prawników którzy tak zawzięcie prawa owe produkują. Prawa te są też już aż tak zawikłane, że kiedykowiek jakiś rząd tak zechce, z ich pomocą jest w stanie teraz ukarać praktycznie każdego mieszkańca Ziemi za dosłownie wszystko co tylko ktoś by nie uczynił.
       W międzyczasie naukowcy komputerowi specjalizujący się w tzw. "software engineering" (tj. w dyscyplinie w której m.in. ja byłem kiedyś profesorem uniwersyteckim) dokonali ogromnego przełomu w podejściu do zasady sporządzania programów. Opracowali oni bowiem coś, co po angielsku nazywa się "Object-Oriented Programming - OOP" (tj. podejściem "zorientowanym objektowo"). Ja w tym miejscu muszę się pochwalić, że osobiście byłem jednym z tych naukowców którzy od samego początku uczestniczyli w formowaniu owego OOP. Przykładowo, już w dniach 21 i 22 lipca 1979 roku prezentowałem na konferencji naukowej w Rydzynie pod Lesznem swój referat zatytułowany "System obliczeń inżynierskich przykładem oprogramowania o zwiększonej efektywności pracy", który proponował rodzaj nowego języka programowania dla obliczeń inżynierskich. Aczkolwiek w owym czasie nie zdawałem sobie z tego sprawy, ów system jaki wówczas zaproponowałem posiadał większość atrybutów dzisiejszych systemów OOP (a było to w 1979 roku - kiedy na świecie niemal nikt jeszcze nie wiedział o OOP). Otóż zgodnie z tym najnowszym podejściem OOP, nowe programy sporządza się tylko raz dla zupełnie nowej tzw. "klasy obiektów". Potem zaś, używając jedynie zasad tzw. "inheritancji" i "polimorfizmu" (po angielsku "inheritance" and "polymorphism") bardzo prosto i szybko modyfikuje się te programy dla wszelkich podobnych klas obiektów. Obecnie totalizm proponuje aby dokładnie takie samo podejście OOP zastosować i do ludzkich praw. W takim przypadku wszystkie prawa pozakryminalne, które precyzyjnie opisują działanie całego państwa, da się zredukować do objętości typowego kodeksu drogowego. Każdy więc mieszkaniec danego państwa bez trudu będzie mógł je wszystkie poznać. Wcale też wówczas nie będzie trzeba aż tylu prawników co obecnie. Wszakże prawa te będą aż tak proste, że niemal nikt nie będzie musiał używać prawników aby je zrozumieć i właściwie zastosować w życiu. Czyli po zastosowaniu owego OOP podejścia, prawa przestałyby nas zaduszać jak wąż boa, ani uprzykszać nam życia. Byłyby też na tyle łatwe do poznania, że każdy mógłby je zgłębić w całej ich rozciągłości. Oczywiście, takie ich usprawnienie wymagałoby włożenia nieco więcej wysiłku do układania nowych praw - wszakże w OOP problem zanim zostanie zaprogramowany musi zostać przeformułowany - tak aby spełnił on cały szereg warunków. Niemniej nie zaszkodzi prawnikom jeśli w swoją pracę nauczą się wkładać nieco myślenia zamiast jedynie bezrozumnych słów. Zresztą przykłady totaliztycznych "OO praw" (tj. "praw zorientowanych objektowo") jakie przytaczam poniżej, a także przytaczam na odrębnej stronie w formie projektu statutu partii totalizmu, ujawniają że owo przeformułowanie problemów jest relatywnie proste do zrealizowania i niemal każdy (włączając w to prawników) jest je w stanie prosto dokonywać.
       Owo podejście OOP do usprawnienia praw ludzkich, totalizm proponuje użyć jako jeden z całego szeregu ofert dla ludzkości, które ewentualne uformowanie politycznej partii totalizmu jest w stanie zaoferować społeczeństwu. Oferty te generalnie stwierdzają co następuje: "jesli naród popierał będzie polityczny ruch totalizmu, ruch ten w zamian wyeliminuje z codziennego życia tego narodu wszystko co w dzisiejszych czasach nas zadręcza oraz uniemożliwia nam prowadzenie moralnego, szczęśliwego, pokojowego, dostatniego i spełnionego życia". Niniejsza strona ukazuje wszakże jak wszystko to co uprzyksza i niszczy nasze życie społeczne może zostać wyeliminowane. Ilustruje też nam ona, jak moralne, szczęśliwe, dostatnie, pokojowe i zadośćuczyniające życie na Ziemi wówczas się stanie. W dalszej części tego punktu, zilustrowana zostanie zasada na jakiej totalizm proponuje zreformować pozakryminalne prawa w oparciu o owo OOP podjeście. Proszę odnotować, że szystko co istnieje w danym państwie zaklasyfikowane wówczas byłoby do jedynie dwóch zasadniczych klas, mianowicie do "klasy konsumentów" (czyli ludzi), oraz do "klasy producentów" (czyli przedsiębiorstw). Po takim przekwalifikowaniu opracowane byłoby tylko jedno ogólne prawo które regulowałoby wszystkich "konsumentow" (czyli wszystkich ludzi), oraz jeszcze jedno ogólne prawo które regulowaloby wszystkich "producentów" (czyli wszystkie przedsiębiorstwa). Ewentualne zaś wyjątki regulowane byłyby właśnie "inheritacją" i/lub "polimorfizmem". Przeanalizujmy więc teraz razem, zaczynając od samego początku i wyjaśniając krok po kroku, jak to zostałoby praktycznie dokonane, oraz jakie byłyby zalety takiej historycznej reformy praw:
* * *
       Dzisiejsze prawa są jak rodzaj węża dusiciela który stopniowo oplata nasze społeczeństwo i je zadusza. Dlatego totalizm stwierdza, że najprostrzym sposobem na wydatne ułatwienie życia oraz na poprawę dobrobytu, jest drastyczne uproszczenie owych praw i przepisów. Faktycznie też totalizm wskazuje łatwy sposób na tak znaczne uproszczenie wszelkich przepisów i praw, że prawa precyzjnie rządzące funkcjonowaniem całego kraju dałoby się wyrazić w objętości mniejszej od typowego kodeksu drogowego. Ciągle jednak będą one w stanie precyzyjnie uregulować całe pozakryminalne życie danego kraju. Z kolei przy tak znacznym uproszczeniu przepisów, największa zmora naszych czasów zostanie usunięta. Wszakże znikną wówczas urzędasy, którzy psują sporą część naszego szczęścia, oraz zjadają znaczny procent dobrobytu społeczeństwa. Przestaną być już potrzebne dzisiejsze sejmy i parlamenty, które zasypują społeczeństwa całym oceanem coraz bardziej nieżyciowych praw. To zaś spowoduje, że sejmy przestaną w końcu marnować na tą nadprodukcję praw zjadaną przez nie proporcję budżetu państwa, który będzie wtedy mógł być skierowany na bardziej moralne cele. Nie będą wówczas niemal wogóle potrzebni prawnicy. Wszakże takie prawa o rozmiarach typowego kodeksu drogowego każdy będzie w stanie poznać w całości i sam stosować poprawnie gdzie potrzeba. Nie będzie też już potrzeby na całe to zatrzęsienie najróżniejszych rad, komisji, urzędów, oraz instytucji, które obecnie nie czynią nic innego tylko generują coraz bardziej zawiłe przepisy oraz potem gnębią nimi ludzi.
       Totaliztyczna receptura na drastyczne skrócenie i usprawnienie praw i przepisów jest bardzo prosta. Stwierdza ona, że w prawach konieczne jest oddzielenie funkcji konsumentów od funkcji producentów. Kluczem zaś do obu tych funkcji jest "prawo do sprzedaży". Klasa konsumentów według totalizmu obejmowałaby wszystkich tych którym nie tylko wcale nie jest potrzebne prawo do sprzedaży, ale których prawo do sprzedaży tak bardzo komplikuje dzisiejszy system legalny. Do klasy tej należą przykładowo wszyscy obywatele danego kraju, czyli wszyscy ludzie. (Należą też do niej wszelkie organizacje bezdochodowe, np. harcerze.) Wszelkie funkcje konsumentów sprowadzają się jedynie do znalezienia jednego źródła zarobku, oraz następnego zakupywania lub wynajmowania za ten zarobek dóbr jakie zechcą sobie skonsumować. Totalizm przy tym proponuje, że z uwagi na ograniczoną ilość pieniędzy znajdujących się w obiegu, która to ilość nigdy nie wystarczy aby do końca zaspokoić łakomstwo każdego, zarobek finansowy wolno byłoby konsumentom pozyskiwać tylko z jednego źródła. Źródłem tym zaś byłoby albo zarobkowe zatrudnienie się u jakiegoś producenta, albo czerpanie dywident z posiadanego przedsiębiorstwa (ale tylko z jednego, nawet jeśli dany konsument posiadał będzie ich kilka), albo też pobieranie jakiejś formy finansowego wsparcia od państwa (np. renty, emerytury, stypendium, zasiłku dla bezrobotnych, itp.). Po zakupieniu dóbr, oraz po ich skonsumowaniu, konsumenci oddawaliby za darmo najróżniejszym przedsiębiorstwom wszelkie "odpadki" jakie by pozostały im po konsumpcji. Ponieważ konsumenci nie mieliby prawa do sprzedaży, owe "odpadki", czyli wszystko to co pozostałoby po ich konsumpcji, oddawaliby oni za darmo do odpowiednich przedsiębiorstw, np. do zbiornic złomu, śmieciarzy, itp. Konsumenci wogóle nie płaciliby podatków. Wszakże im samym nie wolno byłoby nic sprzedawać. Za to mieliby prawo do posiadania na własność jednego prywatnego przedsiębiorstwa, które z kolei miałoby prawo posiadania dowolnej liczby innych przedsiębiorstw. (Czyli każdy konsument miałby prawo do stania się właścicielem nieskończenie dużej liczby przedsiębiorstw zorganizowanych w hierarchiczną strukturę.) Z kolei każde z owych przedsiębiorstw płaciłoby już podatki, miałoby więc prawo do sprzedawania dla swoich właścicieli wszystkiego co tylko ci właściciele by im zlecili. Z uwagi na tak proste funkcjonowanie konsumentów, ich wszystkich, a także wszelkie ich działania, byłoby w stanie całkowicie opisać prawo lub przepisy o długości zaledwie kilku stron.
       Całkowicie odmienna od klasy konsumentów jest klasa producentów. Producenci to wszelkie przedsiębiorstwa istniejące w danym kraju, bez względu na to co by nie produkowały. Ponieważ w totaliźmie wszyscy producenci (tj. wszelkie przedsiębiorstwa) w świetle prawa byliby tacy sami, stąd istniałoby w kraju tylko jedno prawo które opisywałoby ich wszystkich. Jeśli zaś faktycznie pojawiłaby się potrzeba specjalnego wyróżnienia jakiegoś producenta, wówczas do prawa opisującego wszystkich producentów wystarczyłoby odnieść zasady inherytancji lub/i polimorfizmu (tj. "inheritance" and "polymorphism") opisywane dzisiejszymi naukami komputerowymi dla tzw. "programowania zorientowanego objektowo" ("Object-Oriented Programming"). Dzięki objęciu wszystkich producentów jedym i tym samym prawem, prawo to mogłoby też być bardzo proste. Mianowicie, każdy producent (tj. każde przedsiębiorstwo) musiałby mieć swego właściciela. Jego właścicielem mogłaby być albo pojedyncza osoba, albo spółka czy udziałowcy, albo inne przedsiębiorstwo, albo też państwo. Właściciel definiowałby statut tego przedsiębiorstwa, czyli dokument który by opisywał jak ono działa, co czyni, jaka jest jego organizacja, co ma czynić z wypracowanym zyskiem, ile wynosi zarobek dyrektora, itp. Właściciel mógłby też podarować komuś swoje przedsiębiorstwo, albo je zupełnie rozwiązać (zlikwidować), albo też ogłosić zbankrutowanym. (Odnotuj, że właściciele których przedsiębiorstwa zbankrutowały, traciliby prawo do założenia sobie lub zakupu nowego przedsiębiorstwa przez okres czasu zależny od wielkości zadłużenia w chwili bankructwa.) Jeśli właścicielem jakichś przedsiębiorstw byłoby inne przedsiębiorstwo, wtedy właściciel ten miałby prawo do sprzedania wszystkich przedsiębiorstw w swoim posiadaniu. Jeśli jednak właściciel ten byłby tylko "konsumentem", wówczas nie mógłby samemu sprzedać swego przedsiębiorstwa - wszakże konsumenci nie posiadaliby prawa do sprzedaży. Niemniej jego własne, lub inne przedsiębiorstwo mogłoby wtedy je sprzedać w jego imieniu. Właściciel decydowałby także co czynić z zyskiem przedsiębiorstwa - czy należy go komuś wypłacać w formie dywident, akumulować na specjalnym koncie, czy też dawać w podarunku wskazanemu przedsiębiorstwu. Ponadto, właściciel zawsze by wynajmował oraz zawsze zwalniał dyrektora przedsiębiorstwa. Oczywiście, jeśli właściciel będzie prywatną osobą i tak zachce, na dyrektora będzie mógł wynając siebie samego, swoją żonę, pełnoletniego syna, córkę, itp. Dyrektor byłby odpowiedzialny za wszelkie aspekty działania danego przedsiębiorstwa. Wynajmowałby więc personel, definiował ich zarobki, byłby pracodawcą wszelkich zatrudnionych w tym przedsiębiorstwie ludzi (poza sobą samym - bowiem zatrudnienia dyrektora zawsze dokonywałby właściciel danego przedsiębiorstwa), reprezentował by to przedsiębiorstwo legalnie, dopilnowywał produkcji, itd., itp. Każde przedsiębiorstwo musiałoby zatrudniać co najmniej właśnie swego dyrektora jaki by za nie odpowiadał. Dopiero ów dyrektor by decydował czy potrzebni mu są dalsi pracownicy, ile ich by było, jakie zarobki otrzymają, jakie obowiązki i odpowiedzialność na nich delegować, itp. W swoich działaniach dyrektor byłby odpowiedzialny tylko przed właścicielem tego przedsiębiorstwa, oraz przed prawem obowiązującym w danym kraju. Każde przedsiębiorstwo miałoby prawo do dokonywania dowolnej działalności ekonomicznej. Mogłoby więc m.in. sprzedawać posiadane lub wytwarzane przez siebie dobra, usługi, oraz przedsiębiorstwa. Musiałoby ono jednak płacić podatki do państwa. Funkcjonowanie wszystkich przedsiębiorstw istniejących w danym państwie opisane byłoby jednym prawem obowiązującym je wszystkie. Wszakże po oddzieleniu konsumentów od producentów, wszelkie istniejące przedsiębiorstwa działałyby na dokładnie takich samych zasadach.
       Funkcjonalne i legalne oddzielenie konsumentów od producentów - tak jak je opisano powyżej, jedynie by dopomogło funkcjonowaniu ludzi. Wcale też by nie działało na ich niekorzyść ani nie ograniczało ich w żaden sposób. Przykładowo, tak samo jak obecnie, wówczas także każdy konsument mógłby sobie zakupić wszystko to na co byłoby go stać, a także sprzedać wszystko co tylko zechciałby. Tyle tylko, że aby ujednolicić i uprościć przepisy i prawa na temat sprzedaży, konsument nie mógłby tego sprzedać osobiście, a musiałby najpierw podarować to (za darmo) jednemu ze swoich lub cudzych przedsiębiorstw, które by to sprzedało w jego imieniu. Jednak ogromną korzyścią takiej niewielkiej reorganizacji sprzedaży, byłoby że wszelkie przepisy i prawa uległyby wówczas drastycznej redukcji. Potrzebne wszakże byłoby tylko jedno prawo które by opisało działanie i funkcje przedsiębiorstw, zaś owo jedno prawo regulowałoby wszystkich producentów istniejących w danym kraju. Czyli dziesiątki tysięcy dzisiejszych praw byłyby wówczas zastąpione przez tylko jedno prawo. Warto przy tym odnotować, że owo pokomplikowanie dzisiejszych praw wynika właśnie z braku proponowanego przez totalizm oddzielenia konsumentów od producentów. Jeśli bowiem połączy się ze sobą te dwie kategorie, świat zostaje zapełniony ogromnie skomplikowanym systemem najróżniejszych konfiguracji konsumentów i producentów. Dla każdej zaś z tych konfiguracji konieczne są odrębne przepisy i prawa. Przykładowo, tylko w obrębie kategorii rencistów czy emerytów daje się wtedy wyróżnić dziesiątki odrębnych podkategorii. Dla regulowania zaś każdej z nich konieczne są obecnie zupełnie inne prawa. I tak, istnieć muszą renciści czy emeryci którzy nic nie posiadają, a stąd nic nie sprzedają. Istnieć muszą także renciści i emeryci, którzy posiadają jakąś nieruchomość, a więc którzy "sprzedają" jakąś usługę przynoszącą im dochód. Następni posiadali będą fundusze w banku, "wynajmują" oni więc bankom te fundusze. Potem istnieć będą też tacy co mają jakieś produkty do sprzedawania, np. produkty z własnego gospodarstwa czy fabryczki. Tych też muszą regulować odrębne prawa. Do tego dodają się prawa regulujące emerytury i renty płacone z odrębnej puli, w odmiennych wysokościach, itd., itp. Tylko więc dla rencistów i emerytów w poza-totaliztycznym (starym) systemie praw musiała istnieć ogromna liczba praw i przepisów, w której zapewne nawet najlepsi prawnicy przestali się już całkowicie orientować. Tymczasem w totaliztycznych prawach, pod względem legalnym wszyscy oni byliby traktowani dokładnie tak samo jak dowolni inni konsumenci. Także klasa producentów byłaby wówczas traktowana przez totaliztyczne prawa w dokładnie taki sam sposób, znaczy każdy z nich byłby taktowany tak samo jak wszyscy inni producenci.
       Zaproponowane przez totalizm uproszczenie prawa, ogromnie uprościłoby także rządzenie krajem. Faktycznie to całym totaliztycznym państwem byłby w stanie zarządzać rząd podobnie mały jak rząd Szwajcarii (jest wszakże niemal pewnym, że zasobność Szwajcarii wynika właśnie z jej rządu). Przykładowo, rząd takiego totaliztycznego państwa mógłby być złożony z tylko jednego prezydenta oraz np. siedmiu ministrów demokratycznie wybieranych przez cały naród co pięć lat. (Dodatkowo taki rząd musiałby też posiadać trzech elektorów. Elektorzy ci co każde 5 lat organizowaliby demokratyczne wybory rządów kolejnych kadencji. Sprawdzaliby też czy członkowie rządu nie łamią konstytucji poprzez np. niemoralne postępowanie czy przez nadużywanie władzy. Elektorami tymi jednak byliby prezydenci z poprzednich trzech "ukończonych" kadencji rządu, nie trzebaby więc już ich oddzielnie wybierać.) Totaliztyczne państwo pozbawione więc byłoby owej "ciężkiej głowy" odżywianej przez wychudzone ciało narodu, czyli owej masy mocnych w gębach polityków z dzisiejszych rządów, których jedyna umiejetność często polega na zasiewaniu zamieszania oraz na unikaniu brania odpowiedzialności za to co czynią. Każdy z owych 8+3 członków totalitycznego rządu byłby też legalnym właścicielem (ale tylko na czas sprawowanej kadencji) kilku przedsiębiorstw rządowych które dopomagałyby mu w rządzeniu. Przykładowo, minister ekonomii byłby właścicielem m.in. przedsiębiorstwa podatkowego oraz przedsiębiorstwa rejestracji przedsiębiorstw, zaś minister spraw zagranicznych byłby właścicielem przedsiębiorstwa paszportowego oraz przedsiębiorstwa zarządzania ambasad. Rząd rządziłby więc krajem poprzez dyrektorów owych przedsiębiorstw. Nie byłoby już potrzeby na dzisiejsze urzędy ani na urzędników, a także na całą ową masę praw regulujących działanie urzędów i urzędników państwowych. Wszakże przedsiębiorstwa za pomocą których państwo by było rządzone, regulowane byłyby dokładnie tymi samymi prawami, jak wszelkie inne przedsiębiorstwa danego kraju. Z kolei bez urzędów i urzędników nie byłoby kolejek, problemów, zawiedzionych obywateli, krzywdy, niesprawiedliwości, itp. Opisane tutaj totaliztyczne uproszenie praw spowodowałoby lawinowe uproszczenie wszystkiego, przywrócenie ludziom kontroli nad tym co się dzieje, oraz nadanie klarowności i przejrzystości wszelkim sprawom danego kraju.
       Zaproponowane powyżej oddzielnie konsumentów od producentów, oraz ścisłe ich zdefiniowanie w postaci ogólnych "klas", wprowadziłoby też całą masę pozaprawniczych korzyści do praktycznie każdej dziedziny życia. Przykładowo w ekonomii ograniczałoby ono zamrażanie kapitału przez oszczędzających konsumentów. Ożywiłoby też rynek i gospodarkę owymi tysiącami nowych producentów. Wszakże państwo dopomagałoby wtedy każdemu konsumentowi w założeniu i zarejstrowaniu i zastartowaniu własnego przedsiębiorstwa. Po tym zaś jak owa strona formalna formowania przedsiębiorstw zostałaby zrealizowana, rzesze nowych właścicieli łatwo już byliby w stanie intensyfikować rynek swą wysoce konkurencyjną produkcją i usługami. W życiu społecznym eliminowałoby to obecne źródła niesprawiedliwości, oraz pomniejszałoby wyzysk człowieka przez człowieka. W walce z przestępczością usuwałoby ono większość dzisiejszych źródeł przestępstw gospodarczych. Wszakże klarowałoby kto jest odpowiedzialny za co, eliminowałoby większość dzisiejszych możliwości i sposobów przekierowywania poza-prywatnych funduszy do prywatnych kieszeni, zaś np. w przypadku czyjegoś bankructwa pozwalałoby faktycznie odpowiedzialnych zmusić do spłacenia długów oraz pozbawić ich na wymagany czas prawa do posiadania innych przedsiębiorstw. W zakresie moralności eliminowałoby to duże grupy ludzkie które obecnie żyją z uprzykszania życia innych ludzi. Itd., itp.
* * *
       Oczywiście, totalizm jest w stanie dokonać nie tylko opisanej powyżej redukcji i uproszczenia praw gospodarczych. Wypracował on bowiem również znacznie moralniejsze od obecnych zasady działania praw kryminalnych. Esencja owych totaliztycznych usprawnień prawa kryminalnego wyjaśniona została w tomie 7 monografii [1/4].


#D3. "Moralność anuluje nielegalność" - czyli wymagajmy od ludzi moralnego postępowania a nie przekształcania się w prawników:

       Nasze dzisiejsze rządy są niezwykle produktywne w generowaniu najróżniejszych zakazów. Bez przerwy więc uchwalają coraz bardziej zawiłe prawa. Następnie za nasze podatki zatrudniają one całą sforę urzędników którzy dopilnowują aby ludność pozostająca w mocy tych rządów poznawała te prawa w całej ich rozciągłości i przestrzegała je na każdym kroku. W rezultacie dzisiejsze rządy starają się przekształcić całą ludzkość w prawników. Jeśli zaś ktoś nie posiada inklinacji prawniczej, lub (jak ja) praktykuje totalizm i w swym życiu stara się postępować moralnie oraz zgodnie z własnym sumieniem bez względu na to co nam nakazuje ludzkie prawo, wówczas rządy te czynią życie takiego kogoś okropnie mizerne. Co jeszcze gorsze, wiele z owych nowych praw i przepisów wcale nawet nie stara się być moralnymi. Dlatego, jesli ktoś w swoim życiu kieruje się np. sumieniem, wtedy bez przerwy wchodzić musi w kolizję z owymi niezliczonymi wymaganiami legalnymi. Wynikiem tego jest, że w dzisiejszych czasach legalność stawiana jest ponad moralnością. Oczywiście, zgodnie z totalizmem jest to sytuacja niedopuszczalna. Wszakże powoduje ona że prawa ludzkie skierowane są przeciwko prawom moralnym i polu moralnemu, które ustanowione zostały przecież przez Boga i które ludzie powinni wypełniać w pierwszym rzędzie jako najbardziej priorytetowe.
       Ja osobiście wierzę, że zapewne posiadam wyższą od przeciętnej znajomość ludzkiego prawa. Wszakże otrzymałem dosyć staranną edukację formalną, wiele spraw rozumiem raczej dobrze, a ponadto w życiu ścisle praktykuję totalizm który zabrania mi czynienia komukolwiek krzywdy. Jednak mimo to bez przerwy rozbijam sobie nosa na owych coraz bardziej represyjnych prawach jakie ograniczają nasze działania. Jakże więc owe prawa muszą dawać się we znaki tym prostym ludziom którzy nie otrzymali formalnego treningu na moim poziomie, a także nie praktykują totalizmu. Dla zwykłych ludzi dzisiejsze prawa muszą być jak rodzaj spowolnionego ukamieniowywania egzekwowanego przez urzędników za karę iż ktoś nie ma ambicji dokładnego poznania wszelkich praw jakie dotychczas zostały uchwalone. Na dodatek, ukamieniowania owego one dokonują za pieniądze swych ofiar - wszakże to podatki zwykłych ludzi opłacają całą tą nadprodukcję represyjnych praw, a także opłacają działanie instytucji i pensje urzędników którzy potem egzekwują te prawa od ludzi. W rezultacie dzisiejsze prawo niemiłosiernie bije ludzi dosłownie na każdym kroku, wcale nie bacząc przy tym że ofiary owego prawa faktycznie to nikogo nie skrzywdzili ani że ich ambicją i celem życia wcale nie jest przekształcenie siebie w prawników.
       Aby dać tutaj jakiś codzienny przykład ślepej zaciekłości z jaką dzisiejsze prawa czynią nasze życie mizerne nawet jeśli nikomu nic złego nie czynimy, opiszę tutaj zdarzenie które dotknęło mnie osobiście i dawało mi zajęcie przez niemal miesiąc począwszy od dnia 14 listopada 2005 roku. Był to czas kiedy nad naszą planetą gromadziły się chmury tzw. "ptasiej grypy". Aby więc jakoś dopomóc swojej rodzinie w Polsce, postanowiłem im wysłać całą gamę najróżniejszych ziołowych medykamentów przeciw grypowych. Jednym z wysyłanych medykamentów były tabletki "echinacia", czyli tzw. "immune booster" którego w Polsce podobno nie można dostać, zaś w Nowej Zelandii są nimi zawalone półki każdego supermarketu. Problem z tymi tabletkami był jednak, że oryginalnie sprzedają je w szklanych butelkach. Aby więc butelki nie stłukły się podczas transportu przez połowę świata, wysypałem zawartość dwóch buteleczek do plastykowago woreczka i do paczki zapakowałem ten woreczek zamiast oryginalnych butelek. W woreczku umieściłem też etykietkę wyjaśniającą dokładnie co on zawiera. Przesyłka owej paczuszki (ED145101656NZ) do Polski międzynarodowym kurierem kosztowała mnie 55 dolarów nowozelandzkich. Jednak zaraz po jej nadaniu zacząłem otrzymywać telefony od nowozelandzkich celników żądających odemnie recepty na owe luźne tabletki - ponieważ nie były one w oryginalnym opakowaniu. Wytłumaczyłem im wtedy, że "echinacea" można zakupić w supermarkecie i nie mam na nią recepty. Wytłumaczyłem im także, że powodem dla jakiego przepakowałem tą "echinacea" w plastykowy woreczek było iż nie chciałem aby butelki zbiły się podczas tak długiej drogi. Apelowałem też, aby paczki tej mi nie odsyłać z powrotem, a ją przepuścić, bowiem jej zwrot będzie równoznaczny z ukaraniem mnie na przekór iż wcale nie jestem przestępcą. Mimo tych tłumaczeń w dniu 24 listopada 2005 roku cała paczka została mi zwrócona. Po jej zwróceniu okazało się że paczka została jednak przez celników rozpakowana, zaś jej zawartość zapewne dokładnie przeanalizowana. Czyli celnicy sprawdzili co wysyłam i dokładnie wiedzieli że to co im wyjaśniłem o przepakowaniu jest prawdą, że nie czynię nic niemoralnego ani nikogo nie krzywdzę swoją przesyłką, ani że to co wysyłam wcale nie jest antraksem, materiałem wybuchowym, ani jakimś narkotykiem (gdyby zresztą był to narkotyk, celnicy nie omieszkali by mnie natychmiast postawić przed sądem). Wiedzieli też że nie popełniłem żadnego przestępstwa, zaś jedynym moim uchyleniem było że nie będąc prawnikiem nie poznałem całego prawa odnoszącego się do spraw celnych kraju w którym mieszkam. Wiedzieli więc że tylko z powodu swojej nieznajomości prawa (chociaż zgodnie z logiką i zdrowym rozsądkiem) nie dopełniłem ich legalnego wymogu aby owe tabletki "echinacea" wysyłać w oryginalnych butelkach zamiast w plastykowym woreczku. Mimo to ukarali mnie poprzez zwrócenie mi przesyłki za jaką zapłaciłem aby dostarczona była do rodziny w Polsce a nie do miejscowego urzędu celnego i z powrotem do mnie. Czy owo ukaranie mnie "za niewiedzę" jest "legalne", "moralne", oraz "fair"? Zgodnie z prawem ludzkim zapewne jest ono "legalne". Wszakże nowozelandzki urząd celny właśnie tak mnie ukarał - a jestem pewnien że ma on na swoich usługach całą sforę zawodowych prawników i nie uczyniłby tego gdyby nie było to "legalne". (Nie jest to zresztą ani pierwszy, ani zapewne już ostatni, raz kiedy prawa ludzkie karały lub ukarzą mnie za fakt ich nieznajomości w całej ich rozciągłości.) Jednak zgodnie z totalizmem takie działanie celników wcale NIE jest ani "moralne" ani też "fair". Wszakże: (1) przesyłka jaką wysyłałem nie krzywdziła nikogo, (2) celnicy ją sprawdzili i z całą pewnością wiedzieli że to co im wytłumaczyłem na temat przepakowania "echinacea" jest prawdą, (3) jestem też gotów się założyć, że przeanalizowali czy to co wysyłam zgadza się z tym co napisałem na etykietce (wszakże zapewne powodem dla jakiego otwarli moja paczkę było sprawdzenie czy nie wysyłam jakichś narkotyków, antraksu, albo materiału wybuchowego) - mogli więc bez trudu moje niedopatrzenie naprawić poprzez albo usunięcie z paczki (za moją zgodą - wszakże dyskutowali ze mną przez telefon zawartość owej paczki) i zwrócenie mi tylko tej jej części która budziła ich zastrzeżenia, albo też poprzez nalepienie na owej przesyłce jakiejś swojej etykietki stwierdzjącej coś w rodzaju "sprawdzona przez urząd celny i nie zawiera niedozwolonych substancji", a ponadto (4) za działalność owych celników ja już dawno zapłaciłem swoimi podatkami które sumiennie uiszczam przez wiele lat - nie było więc potrzeby aby mnie dodatkowo obciążać np. poprzez nierespektowanie mojej opłaty za dostarczenie przesyłki aż do Polski (wszakże ja zapłaciłem 55 dolarów nowozelandzkich za dostarczenie mojej przesyłki